Bundesliga. RB Lipsk - największe przekleństwo czy błogosławieństwo niemieckiego futbolu?

Często nazywani są najbardziej znienawidzonym piłkarskim klubem na świecie. Ale powoli nastroje wokół RB Lipsk się zmieniają. Rewelacyjny beniaminek jest już na trzecim miejscu w Bundeslidze, a to dopiero początek mocarstwowych ambicji. Kibicuje im. nawet Bayern Monachium.

W 2015 roku Uniwersytet Techniczny w Brunszwiku przeprowadził sondę na najbardziej lubiane kluby w Niemczech (dwie najwyższe ligi). Nietrudno zgadnąć, że na 36. miejscu z 36 skończył RB Lipsk - jedną pozycję nawet za Bayernem Monachium.

RBL mierzy się z nienawiścią innych kibiców od zawsze. Po pierwszym meczu w historii autobus zespołu został obrzucony kamieniami. Kibice Hansy Rostock weszli na stadion dopiero po 10 minutach. Fani Unionu Berlin ubrali się na czarno i pozostawali cicho przez 15 minut. Po awansie do Bundesligi niewiele się zmieniło. Podczas meczu Pucharu Niemiec fan Dynama Drezna wrzucił za bramkę. głowę byka. Fani Hamburgera HSV zorganizowali marsz pod hasłem "nie dla RB", za to mecz z 1. FC Koeln opóźniono o 15 minut. Powód? 270 najbardziej zagorzałych przeciwników RBL zablokowało drogę autobusowi wiozącemu piłkarzy na mecz. Za to "nieznani sprawcy" przebili opony siedmiu minibusów, które przywiozły kibiców zespołu z Lipska.

Nie obyło się również bez kąśliwego transparentu podczas samego meczu. - 8. dnia Bóg stworzył FC Koeln. A was w jakiś gówniany dzień stworzył nowobogacki producent puszek.

Nawet oficjalne konto Borussii Moenchengladbach szydziło z RBL przed bezpośrednim starciem. Jak inaczej wytłumaczyć literówki w czterech kolejnych tweetach w odmianie słowa "Lipsk"?

Pogwałcenie wszelkich wartości

- Projekt klubu z Lipska jest sprzeczny ze wszystkimi wartościami, jakie łączą nas z futbolem - ogłosiła w specjalnym komunikacie grupa kibiców Borussii Dortmund. - To skandal, że marketingowy projekt austriackiego producenta napojów mógł uzyskać miejsce w lidze niemieckiej.

Rzeczywiście, RB Lipsk za nic ma wszelkie świętości niemieckiego futbolu. Zacznijmy od nazwy: to nie Red Bull Lipsk, bo w myśl przepisów nie można reklamować sponsora w nazwie. Co więc oznacza skrót "RB"? RasenBallsport, czyli w wolnym tłumaczeniu "trawiasty sport piłkarski". Herb jest bardzo podobny do tego, jaki ma Red Bull Salzburg, czyli inny element powstającego imperium austriackiej firmy

HerbHerb internet

17 członków klubu

No i jest jeszcze zasada 50+1, kluczowa dla tożsamości niemieckiego futbolu. W myśl tych regulacji członkowie klubu muszą posiadać co najmniej 51 proc. udziałów. RB Lipsk oficjalnie spełnia te wymagania. Ale płacąc za członkostwo aż 800 euro - 10 razy więcej niż w Bayernie Monachium - i tak nie ma się prawa głosu. Bawarczycy mają ponad 224 tys. członków, za to Borussia Dortmund czy Schalke po ok. 140 tys. Wszyscy mają prawo głosu. Za to w Lipsku takich fanów jest. 17. Większość z nich to ludzie powiązani z Red Bullem. - Ten model nie zmieni się tak długo, jak Red Bull będzie rządził - tłumaczy Matthias Kiessling, kibic RB Lipsk prowadzący bloga "Rote Brause". - Można zostać członkiem klubu za zdecydowanie mniej niż 800 euro, ale bez prawa głosu. W ten sposób da się wesprzeć zespoły młodzieżowe oraz wziąć udział w dorocznych spotkaniach. W tej chwili klub ma ok. 200 takich członków, ale nie będzie ich o wiele więcej. RB Lipsk w ogóle nie daje żadnym nowym członkom prawa głosu.

"To nie klub piłkarski"

- Bez tradycji, zależni od Red Bulla, projekt PR-owy i marketingowy - tak w skrócie najpoważniejsze zarzuty wobec RBL podsumował dziennik "Ruhr Nachrichten". - Jeśli Red Bull stwierdzi, że chce sprzedać więcej puszek napoju w Anglii, to Lipsk stanie się rezerwowym zespołem dla kogoś innego. To nie klub tylko projekt marketingowy.

Spór o pieniądze

RB Lipsk został ostatnio zaatakowany również przez Bayer Leverkusen. RBL oficjalnie twierdzi, że nałożyło sobie wewnętrzny limit na wynagrodzenia. Maksymalna płaca to 3 mln euro rocznie. Rudi Voeller, dyrektor sportowy Bayeru, nie wierzy w te zapewnienia. - Na pewno nie są w trzeciej części Bundesligi pod względem płac. Lubią tak się przedstawiać ale wiemy, że nie jest to typowy beniaminek - stwierdził Voeller. Jako przykład podał wypożyczonego z jego klubu do Lipska Kyriakosa Papadopoulosa. - Miał u nas bardzo dobry kontrakt i teraz będzie dostawał podobne pieniądze.

- Trzymamy się naszego limitu. Daleko nam do budżetu płacowego Leverkusen, a co dopiero Bayernu, Dortmundu, Wolfsburga czy Schalke - odrzucił te oskarżenia dyrektor sportowy RBL Ralf Rangnick. Ironicznie dodał, że limity obowiązują również Greków. Klub wydaje na płace rocznie 30-35 mln euro razem z wszelkimi premiami, co nie jest bardzo wysoką kwotą jak na Bundesligę. Według "Bilda" najlepiej zarabiającym piłkarzem RBL jest Emil Forsberg (2,8 mln euro), za nim są Naby Keita (2,7 mln) czy Timo Werner (2,4 mln).

Zobacz wideo

Druga strona medalu

Ale jak zawsze jest też druga strona medalu. - To doskonały projekt promujący młodych piłkarzy i atrakcyjny styl gry - napisał ten sam "Ruhr Nachrichten" podając za przykład mecz z Borussią Dortmund. - Naciskali na rywali i narzucili im swój styl gry. Kto tak robi w meczu z wicemistrzem? Bayern, Bayer i może Borussia Moenchengladbach. Kto poza nimi? - pyta "RN". W Niemczech od dłuższego czasu zwraca się uwagę, że mniejsze kluby zazwyczaj wychodzą na mecze z Bayernem i BVB prosząc jedynie o najmniejszy wymiar kary. Zdarzały się przypadki, gdy słabeusze celowo wychodzili na mecze z gigantami rezerwowym składem, dając odpocząć swoim najlepszym piłkarzom. Po co się starać, skoro urwanie punktów i tak graniczy z cudem?

Pierwszy taki beniaminek od prawie 20 lat

Ale tak nie jest w przypadku RBL, które pozwoliło BVB na oddanie jedynie jednego celnego strzału w całym meczu (miało to miejsce na kilka dni przed porażką Legii z BVB 0-6). RB Lipsk pierwszy od 19 lat beniaminek bez porażki w pierwszych 7 kolejkach. Kto dokonał tego jako ostatni? Kaiserslautern z sezonu 1997/98, gdy został mistrzem. Zespół z Lipska jest już na trzecim miejscu w lidze z 15 punktami, mając jedynie gorszy bilans bramkowy od drugiego Koeln i tracąc dwa oczka do Bayernu.

Gonimy jedynie piłkę, nie Bayern

- Niegrzeczni, odważni, bez szacunku - pisze o Lipsku "Focus". Bo zawsze grają o zwycięstwo i nie patrzą na klasę rywala. Ale na razie nikt nawet nie śmie myśleć o gonieniu Bayernu. - Oni grają w innej lidze. Ale w dłuższej perspektywie chcemy dołączyć do tej ligi - stwierdził dyrektor sportowy Ralf Rangnick. Za to trener Ralph Hasenhuettl stwierdził: - Nie gonimy Bayernu. Chcemy gonić jedynie piłkę. Porównujemy się tylko z nami samymi oraz z następnym rywalem.

Projekt z głową

RB Lipsk to przede wszystkim prowadzony z głową projekt. Początkowo klub zatrudniał wielu bardziej doświadczonych graczy licząc na szybkie awanse do wyższych lig, ale tę strategię w pewnym momencie zrewidowano. - Celem powinien być rozwój dwóch klubów przez zatrudnianie nieznanych, młodych talentów i ofensywny styl gry, wysokim pressingiem i z szybkimi przejściami do ataku. Przecież to bardziej pasuje do wizerunku marki niż drużyna grająca ostrożnie, defensywnie, tylko z kontry - tłumaczył Rangnick w wywiadzie dla kwartalnika "The Blizzard".

Doświadczenie jest przeceniane

I tak gra teraz RBL. Obecnie kupuje wyłącznie piłkarzy między 17 a 24 rokiem życia. Najlepszymi strzelcami zespołu są 24-letni Szwed Emil Forsberg i 20-letni Timo Werner (po trzy gole). Werner rozegrał 100 meczów w Bundeslidze jako najmłodszy piłkarz w historii i myśli już o przebiciu się do pierwszej reprezentacji. A przecież o sile tego zespołu stanowią również 22-letni Yussuf Poulsen (strzelił gola dla Danii w meczu z Polską), 21-letni Naby Keita czy sprzątnięty sprzed nosa Tottenhamowi i innym wielkim klubom 19-letni Oliver Burke (kosztował ok. 15 mln euro). W Lipsku doświadczenie schodzi na dalszy plan. Średnio piłkarze RBL rozegrali w pierwszej lidze tylko 19 meczów, czyli o 8 mniej niż Ingolstadt, który w poprzednim sezonie był absolutnym beniaminkiem.

Za mały stadion

Lipsk ma też jedną przewagę nad innymi "plastikowymi" klubami jak Wolfsburg czy Hoffenheim. Tamte zespoły narzekają na brak kibiców, "Wilki" nie potrafiły sprzedać wszystkich biletów nawet na mecze w zeszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Za to Red Bull Arena jest zawsze wyprzedana. Dyrektor Oliver Mintzlaff wyjawił, że klub sprzedał 20 tys. karnetów sezonowych, choć chętnych było co najmniej 5 tysięcy więcej. Dodatkowo na każdym spotkaniu RBL mogłoby dopingować nawet 10-12 tysięcy więcej kibiców. W dłuższej perspektywie obecny stadion jest za mały. Raczej nie zostanie rozbudowany (nie jest własnością RBL), więc myśli się o nowym obiekcie na bagatela 70 tys. miejsc. Minimalny koszt to 300 mln euro, ale biorąc pod uwagę mocarstwowe ambicje Red Bulla to nie jest wielki koszt - zwłaszcza, że pieniądze przeznaczone na budowę obiektów nie wliczają się do rozliczeń finansowego fair play.

Piłkarska pustynia

Tak ogromne zainteresowanie klubem to również efekt chłodnej biznesowej kalkulacji. Lipsk nie został wybrany przypadkowo na centrum operacji piłkarskiej Red Bulla. Tereny dawnego NRD to piłkarska pustynia. Ostatnim klubem z tego regionu w Bundeslidze było Energie Cottbus, które spadło z 2009 roku. A prawie 600-tysięczny Lipsk to 10. największe miasto w Niemczech. Inne najbliższe miasto z pierwszoligowym klubem to Berlin, do którego jest prawie 250 km.

Każdy klub jest biznesem

Również z tego względu podejście wielu kibiców do Lipska się zmienia. Jeszcze kilka lat temu obiektem ataków padało Hoffenheim Dietmara Hoppa, ale większość już "przyzwyczaiła się" do tego klubu. Jak napisały niemieckie media: Wolkswagen sponsoruje Wolfsburg, by sprzedać więcej samochodów, koncern farmaceutyczny Bayer w podobny sposób wykorzystuje klub z Leverkusen, a Red Bull za pomocą Lipska chce sprzedać więcej puszek swojego napoju. - Istnieje różnica między ultrasami, a prawdziwymi i normalnymi kibicami - tłumaczy Kiessling. - Ultrasom RB Lipsk nadal bardzo nie odpowiada. Dają temu wyraz np. za pomocą protestów pozostając cicho przez część meczów. Normalni kibice i większe media nie zwracają na to zbytnio uwagi. Lubią styl gry RBL i nie uważają, by istniała wielka różnica między tym klubem, a innymi. Bo każdy klub piłkarski jest biznesem.

Beniaminek w pucharach?

W Lipsku niektórzy myślą o awansie do pucharów już w tym sezonie. Teoretycznie groźni rywale jak na razie zawodzą. Schalke ma tylko 4 pkt, Wolfsburg 6, Bayer 10, natomiast Borussia Moenchengladbach 11. RB Lipsk uzbierało już 15 pkt. - Wokół klubu panuje obecnie świetna atmosfera. To oraz fakt, że klub nie gra już w żadnych innych rozgrywkach pozwoli skoncentrować się na lidze. Przed sezonem powiedziałbym, że RBL ma szansę na miejsce w górnej połówce tabeli. Po tym co zobaczyłem w pierwszych siedmiu kolejkach istnieje szansa na miejsca 5-7, co dałoby awans do Ligi Europy - ocenia Matthias Kiessling.

A co w dalszej perspektywie? Czy dogonienie Bayernu lub przynajmniej Borussii Dortmund jest możliwe? - Trudno powiedzieć. W ciągu pięciu lat RB Lipsk powinno być w stanie walczyć co roku o miejsce w Lidze Mistrzów. Wtedy zawsze pojawi się jakaś szansa na mistrzostwo. Ale Bayern zawsze będzie potężniejszy z ekonomicznego punktu widzenia. RBL mogłoby sięgnąć po mistrzostwo, ale byłaby to niespodzianka porównywalna z triumfem Bayeru czy Schalke - mówi Kiessling.

Bayern kibicuje Lipskowi

Co ciekawe, na konkurencję liczy sam Bayern. Mintzlaff opowiedział "New York Timesowi" o swojej rozmowie z Karlem-Heinzem Rummenigge, prezesem Bawarczyków. - Stwierdził on, z czym się zgodziłem, że Bayern powinien mieć większą konkurencję. Sekretem Premier League jest to, że ma pięć, sześć silnych zespołów. U nas mamy tylko Bayern i Dortmund. Potrzebujemy więcej mocnych klubów, by stworzyć ciekawszą ligę, by nie wygrywała jej co roku jedna drużyna. Z potencjałem Red Bulla i naszą ciężką pracą chcemy za kilka lat pomóc w tym - powiedział Mintzlaff. Niespodziewanie może okazać się, że RB Lipsk zostanie błogosławieństwem niemieckiego futbolu.

Cristiano Ronaldo zareagował na gole Messiego i Lewandowskiego, a Guardiola wykonał ważny telefon [MEMY]

Więcej o: