Bundesliga. "Najwięksi outsiderzy w historii" sensacyjnymi liderami

Po awansie sami siebie nazwali "największymi outsiderami w historii Bundesligi". W końcu ich budżet wynosił 6 mln euro, czyli połowę tego, co zarabiają najlepsi piłkarze w Niemczech. Do tego grają na najmniejszym stadionie w Bundeslidze (15 tys. miejsc). Nie mogą na nim rozgrywać meczów w piątki, bo kończą się po 22, gdy trwa już cisza nocna. Ale mimo to Paderborn jest po czterech kolejkach liderem Bundesligi. We wtorek na wyjeździe zmierzy się z Bayernem Monachium. To będzie starcie dwóch różnych światów.

Łukasz GodlewskiŁukasz Godlewski Fot. Jacek Dymkowski By ocenić, jak wielką sensacją stał się ich awans, wystarczy powiedzieć, że w poprzednim sezonie ich celem było zajęcie ósmego miejsca w drugiej lidze. To miał być krok do przodu w porównaniu do sezonu 2012/13, gdy zajęli 12. miejsce. Ale po dziewięciu kolejkach, gdy wygrali tylko dwa mecze i przegrali cztery, wydawało się, że czeka ich walka o utrzymanie. Tylko że w pozostałych 25 meczach również przegrali tylko cztery razy. Zajęli drugie miejsce tuż za 1. FC Köln. Imponowali ofensywą, strzelili aż 63 bramki. Ale też tylko sześć zespołów straciło więcej goli (48).

Po nieoczekiwanym awansie ich budżet wzrósł z 6 do 15 mln euro. A liczba członków klubu powiększyła się z 1850 do ponad 10 tys. Na 15-tysięczny stadion sprzedali 11 tys. karnetów; wszystkie, jakie były dostępne. I tak przed sezonem niemal wszyscy widzieli w nich głównego kandydata do spadku. W Paderbornie wiedzą, iż mogą nie zabawić w Bundeslidze na dłużej. Właśnie dlatego ich jedynym celem na ten sezon jest wyzbycie się długów - ok. 4,5 mln euro - oraz zbudowanie nowego centrum treningowego. Ich obecne obiekty to jedno boisko bez podgrzewanej murawy - więc np. przy większych mrozach trening nie jest możliwy. Muszą wtedy korzystać z miejskiej hali. Ale jak zapowiadali, nie awansowali do Bundesligi tylko po to, by "wymieniać się koszulkami".

Grupa "odrzutków"

Tą paczką dowodzi Andre Breitenreiter. Jeszcze jako piłkarz grał w SpVgg Unterhaching, innej drużynie, której awans do Bundesligi był sensacją (awansowali w 1999 r., spadli w 2001). Paderborn to pierwszy poważny klub, jakim dowodzi. Trudno za taki uznać TSV Havelse o budżecie na poziomie 300 tys. euro. Tam i tak zrobił wynik ponad stan, w 2013 r. niemal awansował do 3. ligi. Dzięki temu uwagę na niego zwrócił Paderborn. Tu jeden sezon wystarczył do wywalczenia awansu. Za to osiągnięcie przez niemieckich dziennikarzy sportowych został uznany szóstym najlepszym trenerem sezonu 2013/14.

W swoim składzie ma m.in. Daniela Brucknera (w młodości był bezdomny, wyrwał się z niej dzięki piłce nożnej) czy Suleymana Koca, który w 2011 r. został skazany na prawie cztery lata więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej (zajmowała się kradzieżami). Po roku został przeniesiony do "otwartego więzienia", dzięki czemu odbywa swój wyrok na wolności (w Niemczech podobną praktykę stosuje się w 16 proc. przypadków, to część procesu resocjalizacji). Najsilniejszą stroną Paderbornu na pewno nie jest doświadczenie. Najwięcej meczów w Bundeslidze rozegrał Moritz Stoppelkamp (ostatnio strzelił bramkę z 83 metrów) , a dokładnie 48. W pewnym sensie to przedstawiciel drużyny "odrzutków". Stoppelkamp dawniej nie przebił się w Hannoverze. Mario Vrancić nie zdołał znaleźć miejsca w Mainz, w Borussii Dortmund niechciany był Uwe Hünemeier oraz Lukas Kruse (nie przebił się też w Augsburgu). A Borussia Mönchengladbach nie widziała w swych szeregach miejsca dla Lukasa Ruppa czy Eliasa Kachungi.

Sensacyjni liderzy

Pewny przepis na spadek? Niekoniecznie. Paderborn po czterech kolejkach jest liderem, wygrał dwa mecze i kolejne dwa zremisował. Ma osiem punktów tak jak Mainz, Hoffenheim czy Bayern, ale też najlepszy bilans bramkowy (7-2). Obie bramki stracili w swoim debiucie w najwyższej klasie rozgrywkowej z Mainz. Zwycięstwo stracili w doliczonym czasie gry po rzucie karnym. Po raz ostatni beniaminek był niepokonany po czterech kolejkach w 1969 r. (Oberhausen, teraz też Koeln). To też najlepszy - jak na razie - beniaminek od 1991 r., gdy Hansa Rostock miała 9 pkt (przy uwzględnieniu, że zwycięstwo liczone by było za trzy punkty, a nie dwa jak dawniej). Menedżer Michael Born zastanawia się na łamach mediów, czy nie warto w sklepiku klubowym sprzedawać tapet z aktualną tabelą, w końcu taka sytuacja może się już nie powtórzyć.

- Tabela na razie nie jest ważna - twierdzi Pep Guardiola, trener Bayernu przed dzisiejszym meczem. - Ale Paderborn jest imponujący, wiemy, dlaczego znajduje się na szczycie tabeli. Zaatakują nas wysokim pressingiem. W końcu nie mają niczego do stracenia.

Mueller wart więcej niż cały Paderborn

A Breitenreiter zapowiada, że jego podopieczni nie jadą do Monachium po to, "by zrobić sobie zdjęcia z mistrzami świata". Ale według portalu Transfermarkt jeden Thomas Müller jest wart ponad dwa razy więcej niż cała drużyna Paderbornu (50 mln euro do 22,5 mln; cały Bayern to ponad pół miliarda żywej gotówki). I nie ma w tym nic dziwnego. W ostatnim meczu z Hannoverem 96 (wygranym 2-0) aż 10 zawodników z wyjściowego składu grało w Paderbornie również w poprzednim sezonie, który mieli skończyć w środku tabeli w drugiej lidze. Ale to na razie działa - w obronie rządzi Uwe Hunemeier, w pomocy Mario Vrancić, a w napadzie Elias Kachunga. Ten ostatni ma już na koncie trzy bramki, w tym tę najważniejszą z historycznego punktu widzenia - pierwszą zdobytą przez Paderborn w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Jedynymi obcokrajowcami w składzie są Algierczyk Idir Ouali oraz Hiszpan Rafa. Co prawda Mahir Saglik reprezentował młodzieżowe reprezentacje Turcji, ale urodził się w Paderbornie. Alban Meha gra dla Albanii (to jedyny reprezentant swojego kraju w całej drużynie!), ale już od najmłodszych lat wychowywał się w Niemczech, tak jak Mirnes Pepić, młodzieżowy reprezentant Czarnogóry. Obecny lider Bundesligi chce wzorować się na Mainz czy Augsburgu; obie drużyny słyną w Niemczech z dobrej pracy z młodzieżą, dzięki czemu regularnie osiągają wyniki lepsze, niż wskazywałyby na to chociażby ich budżetu. - Filozofia klubu jest głównym powodem, dla którego tutaj jestem - praca z młodymi, głodnymi piłkarzami zorientowanymi na osiągnięcie sukcesu - powiedział Breitenreiter.

Problemy na horyzoncie?

Stawia on głównie na szybkie ataki, niezależnie od tego, czy będzie to długa piłka za linię obrony rywala czy kilka krótkich podań po ziemi. W zależności od sytuacji manewruje między ustawieniami 4-1-4-1 a 4-4-2. Dużo uwagi przywiązuje do defensywy - w Bundeslidze jego podopieczni już nie strzelą tylu bramek co w drugiej lidze - ale nie muruje bramki. Jednak po świetnym starcie teraz dla niego i jego piłkarzy mogą zacząć się problemy. Jeszcze przed październikową przerwą na mecze reprezentacji Paderborn zagra z trzema z sześciu najlepszych drużyn poprzedniego sezonu - Bayernem, Borussią Mönchengladbach oraz Bayerem Leverkusen.

Jak do tej pory obie ekipy zmierzyły się raz w historii. W pierwszej rundzie Pucharu Niemiec w 2001 r. Bawarczycy pewnie wygrali z ówczesnymi trzecioligowcami 5-1 na wyjeździe. Ale czy Paderborn kiedyś będzie miał lepszą okazję, by pokonać Bayern Monachium? Machina Guardioli jak na razie mocno rzęzi, nie może na dobre wystartować; a dzisiaj musi poradzić sobie bez Martineza, Ribery'ego, Thiago, Schweinsteigera czy Badstubera. Bawarczycy zostali jednak odpowiednio zmotywowani przez Guardiolę; jeśli nie wygrają, nie wezmą udziału w Oktoberfeście.

W tym całym zamieszaniu Breitenreiter zachowuje chłodną głowę. - Prawdopodobnie nie zostaniemy mistrzami Niemiec - stwierdził. Ale dla Paderbornu utrzymanie się będzie jak mistrzostwo.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o: