Puchar Niemiec. Borussia znów ugodzi Bayern?

- Jesteśmy jednym z niewielu zespołów, które mogą pokonać monachijczyków - mówi trener Jürgen Klopp. Ćwierćfinał Pucharu Niemiec o 20.25, relacja na żywo w Sport.pl.

Niemiecki futbol stanął na głowie, takich dziwów nie pamiętają najstarsi kibice Bundesligi. Owszem, zdarzało się, że Bayern nie zdobył mistrzostwa, ale to, że zespół spoza Monachium tytuł obronił, zdarzało się już bardzo rzadko. Trudno byłoby też znaleźć rywala, z którym Bawarczykom grało się tak ciężko - z ostatnich siedmiu meczów z Borussią wygrali jeden.

Nic tak bardzo nie zabolało jednak klubu z Allianz Arena jak transfer Marca Reusa. Przez lata dla niemieckiego piłkarza nie istniało nic większego niż Bayern. Rywalizację o lokalną gwiazdę monachijczycy mogli przegrać tylko z potęgą zagraniczną. Ale zabiegi o najlepszego według notowań "Kickera" piłkarza Bundesligi, uważanego za najzdolniejszego gracza występującego poza Monachium i Dortmundem, się nie powiodły. 24-letni Reus wybrał Borussię.

I wywołał irytację w Bayernie. - Może bał się, że usiądzie na ławce? Mamy już dwóch dobrych skrzydłowych - zastanawiał się Arjen Robben. Ten znany megaloman myślał o sobie i Francku Ribérym. Monachijscy działacze anonimowo opowiadali dziennikarzom, że Reus tak drżał przed konkurencją, że zażądał gwarancji występów w pierwszej jedenastce. Piłkarz i jego agent ich wyśmiali, tłumaczyli, że od początku interesowała ich tylko przeprowadzka do Dortmundu.

Reus dołożył nogę do 19 ligowych goli (11 strzelił, przy 8 asystował), ale Borussia nie wytrzymała tempa rywali. Do prowadzącego Bayernu traci aż 17 pkt. Dziś stanie jednak przed szansą, by znów ugodzić największego rywala. Rewanżu nie będzie, o awansie do półfinału rozstrzygnie mecz w Monachium.

Piłkarze z Bawarii rozgrywają - cytując trenera Borussii Jürgena Kloppa - sezon perfekcyjny. Tytułu nic już im nie odbierze, w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów rozbili w Londynie Arsenal i są niemal pewni awansu. W ćwierćfinale może zabraknąć Barcelony (przegrała z Milanem 0:2), na pewno zabraknie Manchesteru United albo Realu Madryt (w Madrycie był remis 1:1). Mówiąc krótko: za trzy tygodnie Bayern może stać się głównym kandydatem do zwycięstwa w LM. W tym sezonie drużyna Juppa Heynckesa przegrała we wszystkich rozgrywkach tylko dwa mecze. Barcelona - 4, MU - 6.

By zachować szansę na pierwszą w historii klubu potrójną koronę - złożoną z mistrzostwa i pucharu kraju oraz triumfu w LM - monachijczycy muszą dziś wyeliminować Borussię.

- Jeśli zagramy na 98 proc., nie mamy szans, ale przy 100 proc. wszystko jest możliwe - mówi Klopp, ale przyznaje, że Bayern wygląda ostatnio imponująco. W sobotę bez najlepszego strzelca Bundesligi (Maria Mandžukicia), najlepszego podającego (Thomasa Müllera) i czołowego pomocnika (Toniego Kroosa) Bawarczycy 6:1 rozbili Werder. - Rotacje w składzie nie wpływają na jakość gry. Dla nas to jak wyjazdowy mecz w Lidze Mistrzów. Chcemy być dla nich nieprzyjemnym rywalem i awansować do półfinału - mówi Klopp. Dobrą wiadomością dla trenera są wyleczone kontuzje stopera Matsa Hummelsa i skrzydłowego Jakuba Błaszczykowskiego.

Zagra też pauzujący w Bundeslidze za czerwoną kartkę Robert Lewandowski. Dla niego to wieczór szczególny, bo po wybuchu plotek o przeprowadzce Polaka na Allianz Arena monachijczycy skupili się na udowadnianiu, jak bardzo nie potrzebują wzmocnień w ataku. - Na każdej pozycji mamy po dwóch, trzech piłkarzy. Lewandowski nie jest nam potrzebny - mówiła legenda Bayernu Franz Beckenbauer. To też dowód, jak zmieniła się Bundesliga. Kiedyś monachijczycy kupowali piłkarzy nie tylko dlatego, by się wzmocnić, ale także po to, by osłabić rywala. Choć Borussia na dwa lata zdominowała ligę, nie wyrwała z Dortmundu ani jednego piłkarza.

Więcej o: