Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Cudowny dzień Tottenhamu

W derbach północnego Londynu Arsenal prowadził z Tottenhamem 2:0 i grał rewelacyjnie. A jednak przegrał. Spadł na trzecie miejsce, traci dwa punkty do Manchesteru United i pogrążonej w kryzysie Chelsea, która przegrała z Birmingham 0:1

Kibice Tottenhamu od lat muszą znosić sukcesy największego rywala. Ich piłkarze kiepsko radzili sobie nawet Pucharze UEFA, w lidze często zamykały pierwszą dziesiątkę, zdarzało im się wylądować w strefie spadkowej. Tymczasem Arsenal triumfował w Premier League, rozbijał się po Lidze Mistrzów, uwodził świat spektakularnym stylem gry.

Od kilku sezonów różnica wciąż się zmniejszała. Arsenal tracił gwiazdy i przestał kolekcjonować trofea, Tottenham się wzmacniał. Na koniec poprzedniego sezonu oba kluby dzieliło już tylko pięć punktów. Trener Harry Redknapp zbudował zespół zdolny rywalizować z najlepszymi w Anglii, wydarł awans do Ligi Mistrzów dzięki zwycięstwom w końcówce sezonu z Arsenalem, Chelsea i Manchesterem City. W LM zespół z White Hart Lane prezentuje się świetnie, na dwa mecze przed końcem fazy grupowej jest bliski awansu.

W sobotę drużyna zrobiła kolejny krok. Po raz od 1993 roku pokonała Arsenal na wyjeździe. Wyrwała zwycięstwo, choć przez pierwsze 45 minut wydawało się, że wciąż wiele ją dzieli od bardziej utytułowanych sąsiadów. Gospodarze strzelili dwa gole, grali rozsądnie i nie popełniali błędów. Wtedy mecz odmienił Redknapp, szkoleniowiec, który solidnie zapracował na wizerunek trenerskiego barbarzyńcy.

Przed meczami ustala tylko, kogo piłkarze mają kryć przy rzutach rożnych, uważa, że taktyka nie ma w futbolu wielkiego znaczenia. Kilka dni temu Rafael van der Vaart opowiadał, że Redknapp nigdy nie skorzystał ze stojącej w szatni tablicy służącej do objaśniania piłkarzom taktyki.

W sobotę po przerwie zmienił słabego Aarona Lennona na Jermaine'a Defoe, a van der Vaartowi kazał przejść na prawe skrzydło i schodzić do środka. - Mogliśmy przegrać 0:5 albo wrócić do gry - mówił Redknapp.

Gdyby Arsenal utrzymał formę sprzed przerwy, gości nie uratowałoby nic. Ekipa z Emirates od lat zmaga się jednak z opinią drużyny, której brakuje umiejętności zwyciężania. Zwyciężania także wtedy, gdy gra się słabo. Problem zauważali byli kapitanowie Patrick Vieira i William Gallas. Ten ostatni narzekał najgłośniej, bo gdy występował w Chelsea, przywykł do obcowania z piłkarzami pazernymi na sukces, którzy nigdy się nim nie nasycili.

Na Stamford Bridge trudno byłoby sobie wyobrazić pięć lat czekania na trofeum. W Arsenalu porażki tłumaczono brakiem doświadczenia i obiecywano, że gdy młodzi piłkarze dorosną, zaczną zwyciężać.

Nic z tego. Drużyna z Emirates przestała już być zgrają pozbawionych zarostu nastolatków. W sobotę średnia wieku pierwszej jedenastki wynosiła ponad 25 lat. Gospodarzom nie pomógł Łukasz Fabiański, który bronił pewnie i nie ponosi winy za stracone gole. Wenger mówił, że najbardziej martwi go, że jego zespół miał szanse, by zostać liderem, i jej nie wykorzystał.

Redknapp takich problemów nie ma. Tottenham wygrał w tym sezonie cztery mecze, w których przegrywał i zdobył w nich 13 punktów. Pod tym względem nie może się z nim równać żadna drużyna Premier League.

Więcej o: