Diabły bez instynktu zabójcy

Manchester United jest jedynym niepokonanym zespołem Premier League, ale od kilku tygodni coraz bardziej oddala się od mistrzostwa. W sobotę tylko zremisował z beniaminkiem West Bromwich Albion 2:2

- Jestem sfrustrowany. Strata dwóch punktów jest nie do przyjęcia. Dla mnie, kibiców i piłkarzy. Nie mamy problemu ze zdobywaniem bramek, brakuje nam instynktu zabójcy - mówi trener Alex Ferguson. W angielskim słowniku futbolowym wyrażenie "kill the game" (dosłownie: zabić mecz) oznacza strzelenie gola, który odbiera rywalowi nadzieję i ochotę na grę.

MU w drugim meczu sezonu prowadził z Fulham 1:0 i 2:1. Choć miał szanse, kolejnych goli nie strzelił i zremisował 2:2. Z Evertonem wygrywał już 3:1. Stracił dwie bramki w doliczonym czasie.

W sobotę po 25 minutach wicemistrzowie Anglii wygrywali 2:0 i wydawało się, że mecz może się nawet skończyć pogromem. Po przerwie samobójczego gola strzelił Patrice Evra, drugiego podarował bramkarz Edwin van der Sar. Holender wypuścił piłkę pod nogi Somena Tchoyiego, który wepchnął piłkę do bramki. Choć to jedna z najbardziej spektakularnych pomyłek w tym sezonie, mało prawdopodobne, by 40-letniego bramkarza zastąpił Tomasz Kuszczak. - Edwinowi trzeba wybaczyć. Prawdopodobnie ostatni raz popełnił taki błąd w podstawówce. To niewytłumaczalne - dodał Szkot.

Jego drużyna z ośmiu meczów w lidze wygrała trzy, straciła aż 11 goli. W niczym nie przypomina zespołu z ostatnich lat.

"Czerwone Diabły" z Old Trafford nigdy nie rozgrywały piłki tak efektownie jak Arsenal, nie "rozjeżdżały" rywali jak Chelsea. Imponowały, bo wydzierały zwycięstwa. Większość rywali ustawiało się na polu karnym i liczyło, że zdołają przetrwać. MU nie udawało się za piątym, siódmym i dziesiątym razem, ale w końcu strzelał gola. Czasami o zwycięstwie decydował błysk geniuszu Cristiano Ronaldo lub Wayne'a Rooneya. Nieliczne akcje przeciwników zatrzymywała świetnie zorganizowana obrona.

Dziś defensywa nie stanowi dużej przeszkody, Ronaldo strzela gole dla Realu, a nad formą Rooneya rozpacza cała Anglia. - Gdybym wiedział, że Wayne jest do kupienia za 1,5 mln funtów i wysłał cię na mundial, byś zobaczył, jak gra, odradziłbyś mi transfer. Gdybyśmy nie wiedzieli, że ten piłkarz nazywa się Rooney, powiedzielibyśmy, że jest słaby - mówił trener Tottenhamu Harry Redknapp po MŚ w RPA. Jego słowa są wciąż aktualne, 25-letni napastnik zdobył w tym sezonie tylko jedną bramkę.

Ferguson bronił swoją gwiazdę. Tłumaczył, że wciąż cierpi z powodu kontuzji kostki, której doznał wiosną, ale Rooney kilka dni temu wypalił, że jest zdrów jak ryba i nie wie, dlaczego trener mówi o urazie. W sobotę Anglik zaczął mecz na ławce. Media twierdzą, że trener chciał mu pokazać, kto rządzi w klubie i przypominają, że nie było piłkarza, który wygrałby ze Szkotem. Po nieporozumieniach z Fergusonem Old Trafford opuszczali Roy Keane, David Beckham i Ruud van Nistelrooy.

Dopóki Rooney nie wróci do formy z poprzedniego sezonu, MU musi liczyć na błysk geniuszu Dimitara Berbatowa, świetne podania Paula Scholesa i Ryana Giggsa oraz strzały Naniego. Kłopot w tym, że żadnego nie stać na regularność, którą imponował Rooney, a wcześniej Ronaldo.

Prawdziwe testy dopiero przed nimi. Do końca roku MU czekają mecze z Tottenhamem, Manchesterem City, Arsenalem i Chelsea.

5

rzutów karnych wypracował w tym sezonie dla Arsenalu Marouane Chamakh

Dobry mecz Fabiańskiego

Polski bramkarz znów zastąpił leczącego kontuzję łokcia Manuela Almunię, a jego Arsenal pokonał Birmingham 2:1. Bronił pewnie, przy golu Nikoli Zigicia nie miał szans. "Observer" ocenił go na siódemkę w dziesięciostopniowej skali. Wyższą ocenę dostał tylko strzelec pierwszego gola Samir Nasri. - Łukasz zagrał dobrze - powiedział trener Arsenalu Arsene Wenger. Almunia za kilka dni ma być zdrowy. Czy wypchnie Polaka z jedenastki na środowy mecz Ligi Mistrzów z...

Serie A. Eto'o strzelił gola rasistom  ?

Więcej o: