10 spotkań rozgrywanych równolegle - w taki sposób sezon 2025/26 kończyli piłkarze 20 klubów grających na boiskach angielskiej Premier League. Wprawdzie już przed ostatnią serią gier wiadome było, że mistrzowski tytuł trafi w ręce piłkarzy Arsenalu, lecz wciąż toczyła się walka o miejsca pucharowe i o ligowy byt. W te potyczki zamieszane były m.in. Chelsea, Tottenham czy West Ham United.
Oczy kibiców były z pewnością zwrócone także na pojedynek Liverpoolu z Brentford, gdyż ostatnie spotkanie w barwach "The Reds" rozgrywał Mohamed Salah. Na The Amex z kolei mierzyły się ekipy Brighton i Manchesteru United, gdzie o rekord asyst w pojedyncznym sezonie Premier League walczył Bruno Fernandes - to powiodło się Portugalczykowi już w 33. minucie gry.
Jeśli chodzi o walkę o ligowy byt, zamieszane były w nią już tylko Tottenham i West Ham. Wcześniej z najwyższą klasą rozgrywkową pożegnały się Wolverhampton i Burnley, które w ostatniej kolejce zresztą grały ze sobą bezpośrednio - w ich ostatnim pojedynku przed spadkiem do Championship padł remis 1:1.
Tottenham z kolei mierzył się z Evertonem, a West Ham z Leeds. Obaj rywale drżących o utrzymanie w elicie ekip nie mieli już szans na to, by zająć miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Ani "The Toffees", ani "The Clarets" jednak nie zamierzali ułatwiać zadania zespołom z Londynu.
Spurs pod wodzą Roberto de Zerbiego grali jednak dużo lepiej niż piłkarze z niebieskiej części Liverpoolu. To przełożyło się na prowadzenie zdobyte tuż przed przerwą za sprawą trafienia Joao Palhinhii. Portugalczyk wpakował piłkę do bramki na raty po rzucie rożnym - najpierw uderzył głową w słupek, ale dobitki już nie spudłował.
Nieco nudniej było w meczu West Hamu z Leeds - przynajmniej w pierwszej połowie. Londyńczycy nie potrafili zbudować sobie przewagi, a oba zespoły marnowały sytuacje na potęgę. Aż w końcu nadeszła 67. minuta. Miejsce w polu karnym znalazł sobie Taty Castellanos i po uderzeniu głową wyprowadził "Młoty" na prowadzenie. Kibice wpadli w euforię i zaczęli nerwowo sprawdzać swoje telefony w poszukiwaniu informacji o wyniku w starciu Tottenhamu z Evertonem.
Tam wciąż utrzymywało się jednobramkowe prowadzenie Spurs. West Ham z kolei nie próżnował. W 80. minucie na 2:0 do siatki trafił kapitan "Młotów", Jarrod Bowen, a w doliczonym czasie strzałem zza pola karnego wynik na 3:0 ustalił Callum Wilson. Z tym, że te gole nic nie dawały ekipie Nuno Espirito Santo przy korzystnym wyniku Tottenhamu. A ten utrzymał się już do końcowego gwizdka.
Tym samym Tottenham uniknął pierwszego od sezonu 1976/77 spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Po długim stażu z Premier League żegna się za to West Ham. Dla "Młotów" to pierwsza od sezonu 2010/11 relegacja. W elicie grali nieprzerwanie od sezonu 2012/13. Warto wspomnieć, że częścią zespołu ostatniego z trzech spadkowiczów był Łukasz Fabiański, który jednak nie odnotował ani jednej minuty w bieżących rozgrywkach jeśli chodzi o mecze ligowe.
W walce o puchary z kolei oprócz Chelsea uczestniczyły zespoły Brighton, Brentford i Sunderlandu. "The Blues" zresztą mierzyli się bezpośrednio z rozgrywającym fenomenalny sezon beniaminkiem. "Czarne Koty" jednak miały przewagę swoich trybun i to było czuć od pierwszego gwizdka. W 25. minucie do siatki trafił Trai Hume, a tuż po przerwie samobójcze trafienie zanotował Malo Gusto.
W tym czasie Brighton już przegrywało z Manchesterem United, a Brentford przegrywał z Liverpoolem. Sunderland tym samym stał przed olbrzymią szansą, by wskoczyć na miejsce dające grę w przyszłym sezonie w Lidze Europy.
W 56. minucie "The Blues" złapali kontakt za sprawą gola strzelonego przez Cole'a Palmera. Sytuacja piłkarzy z Londynu jednak pokomplikowała się już sześć minut później. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Wesley Fofana i wiele wskazywało na to, że w przyszłym sezonie Xabi Alonso obejmie klub, który nie zagra choćby w Lidze Konferencji.
Tym bardziej, że na Anfield do remisu niespodziewanie doprowadził Brentford. Uderzenie głową Kevina Schade wylądowało w bramce strzeżonej przez Alissona Beckera. Liverpoolowi niewiele to zmieniało - "The Reds" mieli niemalże zagwarantowane piąte miejsce na koniec sezonu. Piłkarze Brentford jednak, choć wyprzedzili Chelsea, nie zdołali wskoczyć w ligowej tabeli przed Brighton - do tego potrzebowali trzech punktów. "Mewy" zatem musiały liczyć na to, że Liverpool przynajmniej zremisuje, gdyż same przegrały z Manchesterem United aż 0:3.
Wyniki jednak nie uległy już zmianie. Tym samym w Lidze Europy Anglię sensacyjnie reprezentować będą Bournemouth oraz Sunderland. Przedstawicielem Premier League w Lidze Konferencji z kolei - a przynajmniej w eliminacjach - będzie Brighton. Chelsea zaś musi obejść się smakiem rywalizacji w Europie w kolejnym sezonie.
Jeśli chodzi o to, co działo się w rywalizacjach z udziałem najlepszych drużyn tego sezonu - Arsenal wygrał z Crystal Palace 2:1 i udanie zakończył mistrzowską kampanię. Manchester City z kolei przegrał z Aston Villą 1:2, choć prowadził po golu Antoine'a Semenyo. Po przerwie jednak dubletem popisał się Ollie Watkins. Z zespołem "The Citizens" pożegnali się Pep Guardiola, Bernardo Silva i John Stones.
Przed angielskimi klubami zostały jeszcze dwa niezwykle ważne mecze na arenie międzynarodowej. 27 maja Crystal Palace zmierzy się z Rayo Vallecano w finale Ligi Konferencji, zaś 30 maja w finale Ligi Mistrzów Arsenal zagra przeciwko broniącemu tytuł Paris Saint-Germain.
Wyniki 38. kolejki Premier League:
Zobacz też: Dziewczynka z małej wsi podbiła Europę. Pajor napisała własną legendę