Sport.pl +

O tym, co zrobił Guardiola, będą pisać w książkach. Zmienił "zasady" gry

Konrad Ferszter
SOCCER-ENGLAND-MCI-CRY/
Fot. REUTERS/Peter Powell

Dekada Pepa Guardioli w Manchesterze City to nie tylko 17 zdobytych trofeów i ponad dwa miliardy euro wydane na transfery. Katalończyk na Wyspach zostawił po sobie dużo więcej. Z jego dziedzictwa klub będzie czerpał przez lata, a o taktycznej, wielopoziomowej "guardiolizacji" w Anglii pisać będą w książkach.

Była równo 12:14 w piątek polskiego czasu, gdy Manchester City potwierdził to, o czym angielscy dziennikarze informowali od poniedziałkowego wieczoru. Po 10 latach pracy z klubu odchodzi Pep Guardiola. Legenda. Ikona. Najlepszy trener w historii. Nie tylko Manchesteru City, ale też pewnie całego futbolu.

Choć o takiej możliwości spekulowano nawet od kilku miesięcy, decyzja Guardioli i tak szokowała. 10 lat to szmat czasu. Zwłaszcza gdy zrozumiemy, ile Katalończyk zrobił nie tylko dla Manchesteru City, ale też Premier League i światowego futbolu.

- Nie pytajcie mnie o powody mojej decyzji. Nie ma jednego, konkretnego. W środku czuję jednak, że przyszedł na nią czas. Nikt nie jest wieczny. Gdyby tak było, zostałbym w klubie. Wieczne będą za to moje uczucia, wspomnienia i miłość, jaką darzę ten klub - powiedział Pep za pośrednictwem oficjalnej strony internetowej klubu.

- Pracowaliśmy. Cierpieliśmy. Walczyliśmy. I wszystko to robiliśmy po swojemu. Pamiętam wielkie sukcesy, ale pamiętam też, ile zrobił dla mnie ten klub, gdy w czasie pandemii straciłem mamę. Kibice, sztab, mieszkańcy Manchesteru, dodaliście mi sił, kiedy tego najbardziej potrzebowałem. Nigdy nie zapomnę tego, co wspólnie tu zrobiliśmy. A ludzie wokół mnie byli wyjątkowi. Może jeszcze nie wiecie, ale zostawiliście po sobie trwały ślad. Dziękuję. To było cholernie fajne - podsumował tę dekadę Katalończyk.

Niedzielny mecz z Aston Villą będzie ostatnim, w którym Guardiola poprowadził Manchester City. Za kilka dni jego obowiązki przejmie były asystent, ostatnio trener Chelsea, Enzo Maresca. 

17 tytułów, w tym sześć mistrzostw Anglii, trzy krajowe puchary, pięć Pucharów Ligi i - co najważniejsze - Liga Mistrzów. Guardiola zrobił z Manchesteru City dokładnie to, czego dekadę temu oczekiwali właściciele klubu: maszynę do zdobywania najważniejszych trofeów. Ale Katalończyk wyjedzie z Anglii nie tylko jako legenda Manchesteru City, a całej Premier League. Jego dziedzictwo w najsilniejszej lidze świata wykracza daleko poza policzalne puchary i pojedyncze mecze. Jego taktyczne innowacje inspirowały największych, a "guardiolizacja" sięgała nawet najniższych poziomów rozgrywkowych.

- O dekadzie Guardioli w Manchesterze City na pewno będzie się pisało w książkach o historii taktyki. Autorzy będą wskazywać nie tylko konkretne rozwiązania taktyczne, ale też na skalę zmian, jaka dzięki niemu zaszła w futbolu. A szczególnie na Wyspach, gdzie futbol był bardzo przywiązany do tradycji - mówi nam Michał Zachodny z TVP Sport. 

Zobacz wideo Guardiola odchodzi z Manchesteru City! Kosecki: Pep nie umiał tego wykrzesać z niektórych piłkarzy

Rewolucja w doborowym gronie

Przyjście Guardioli do Manchesteru City latem 2016 r. było ruchem koniecznym dla obu stron. Klub, który od ośmiu lat znajdował się w rękach arabskich szejków, notował wyniki poniżej oczekiwań. Manchester City w tym czasie zdobył tylko pięć trofeów. Premier League wygrał raptem dwa razy, o Lidze Mistrzów mógł tylko pomarzyć. Guardiola, który seryjnie zdobywał trofea w Barcelonie i Bayernie Monachium, był niemal gwarancją sukcesu. 

Manchester City oferował trenerowi nieograniczony budżet na przebudowę drużyny, ale kluczową rolę w jego zatrudnieniu odegrał przyjaciel Guardioli - Txiki Begiristain, którego klub chwilę wcześniej zatrudnił w roli dyrektora sportowego.  

- Txiki odegrał w moim życiu ogromnie ważną rolę. Gdy byłem zupełnie nikim, powierzył mi prowadzenie Barcelony, niesamowitego klubu ze wspaniałymi piłkarzami. Powiedziałem mu kiedyś, że pójdę do Anglii i jeśli będzie związany z jakimś klubem, to do niego dołączę. To, że jest tu Txiki, było dla mnie niezwykle istotne - mówił Guardiola zaraz po objęciu City. 

Ale Katalończyk też potrzebował Manchesteru City. Nie tylko po to, by zdobywać trofea w roli trenera w trzeciej lidze z europejskiego top 5. Guardiola chciał udowodnić, że w Premier League, rozgrywkach bazujących przede wszystkim na sile i intensywności, można też wygrywać, grając bardziej technicznie i elegancko. "Guardiolizacja" futbolu miała objąć kolejną ligę, choć tu Katalończyk trafiał na najtwardszy i najmniej podatny grunt. Ale nie chciał ustąpić. I chciał stanąć na czele rewolucji, która z czasem objęła całą ligę. 

Mimo że Premier League miała najwięcej pieniędzy i najlepszych piłkarzy, taktycznie świat jej odjechał, co widać było po wynikach w Lidze Mistrzów. Od 2010 r. przez kolejnych osiem lat w finałach zagrały tylko dwie drużyny z Anglii. W 2012 r. trofeum zdobyła co prawda Chelsea, ale był to sukces bardziej przypadkowy, niż spodziewany i zasłużony. 

Dlatego w Premier League w końcu postawili też na trenerów. Kiedy Guardiola przychodził do City, w Tottenhamie od dwóch lat pracował Mauricio Pochettino, a od roku nowy Liverpool budował Juergen Klopp. W tym samym czasie do Manchesteru United przyszedł Jose Mourinho, a do Chelsea Antonio Conte. Guardiola zaczął wielkie zmiany w doborowym towarzystwie, ale nie tylko dlatego początki były wyjątkowo trudne. 

Zaskakująco trudne początki

Zgodnie z oczekiwaniami Guardiola nie czekał z rewolucją w klubie. Już w pierwszych dniach pracy podziękował wieloletniemu bramkarzowi, reprezentantowi Anglii, Joe Hartowi. - Podczas pierwszej rozmowy powiedział, że ma co do mnie zastrzeżenia. Uścisnąłem mu rękę i stwierdziłem, że choć nie to chciałem usłyszeć, stawia sprawę profesjonalnie i szczerze - opowiadał Hart.  

Guardioli chodziło przede wszystkim o to, że Anglik nie potrafił dobrze grać nogami. Katalończyk wciąż bazował na grze krótkimi podaniami, dlatego każdy zawodnik miał się czuć swobodnie z piłką przy nodze. Stąd natychmiastowe transfery bramkarza Claudio Bravo, obrońcy Johna Stonesa czy środkowego pomocnika Ilkay’a Guendogana. Guardiola zmienił ustawienie zespołu, by dać więcej swobody kreatywnym pomocnikom: Davidowi Silvie i Kevinowi De Bruyne. Inaczej mieli grać też boczni obrońcy i skrzydłowi. 

Ale pierwszy sezon okazał się klapą, bo Manchester City skończył bez trofeum i dopiero na trzecim miejscu w lidze, aż 15 punktów za Chelsea Antonio Conte. Okazało się, że Bravo i Stones byli nieźli z piłką przy nodze, ale zawodzili w najważniejszym: bronieniu. Boczni obrońcy, którzy byli już po 30. urodzinach, też mieli problem z wykonywaniem nowych zadań. Guardiola musiał reagować nie tylko na to, co w drużynie, ale przede wszystkim, co się dzieje w lidze, bo elementów, które go zaskoczyły, nie brakowało. 

Katalończyk wydawał się zszokowany, jaką wagę przykłada się na Wyspach do stałych fragmentów gry.

- Zrozumiałem angielski futbol w dniu, gdy obejrzałem w domu mecz Swansea z Crystal Palace: padło w nim dziewięć bramek, osiem ze stałych fragmentów. Trzeba mieć nad nimi kontrolę, a jak na razie nie jesteśmy w stanie tego osiągnąć. Osiem goli ze stałych fragmentów to właśnie uosobienie angielskiej piłki i muszę się do tego dostosować, bo nigdy wcześniej się z czymś takim nie zetknąłem. Oczywiście, gdzie indziej też są rożne, ale nie mają takiego wpływu na mecz - analizował Guardiola. 

Ważną kwestią było też zbieranie drugich piłek, gdy trzeba było je odzyskać po pojedynkach powietrznych. - Piłka jest o wiele częściej w górze niż na murawie i muszę się do tego dostosować. W Monachium rozmawiałem z Xabim Alonso. Powiedział mi, że muszę się dostosować i że chodzi o zbieranie drugich piłek. Ale tak naprawdę trzeba zbierać drugą, trzecią i czwartą. Nigdy wcześniej się na tym nie skupiałem, bo w Hiszpanii w większym lub mniejszym stopniu zawodnicy próbują grać elegancko. Piłka w Niemczech była siłowa, ale nie do tego stopnia co w Anglii - mówił Katalończyk. 

- Najbardziej zaskoczyło Pepa, że nadal wiele drużyn gra długą piłką. Czasem sądzi, że rywale będą próbowali "grać w piłkę", ponieważ robią to z innymi przeciwnikami, ale przeciwko nam zmieniają styl. Myślę, że czasami go to irytuje. Wkłada mnóstwo czasu i energii w analizę, poszukiwania, gdzie może być miejsce na boisku, ale potem mówi nam, że rywal pewnie będzie grał długimi podaniami - mówił De Bruyne. 

Zachodny: - Guardiola na początku miał problemy z aspektami gry, które były przeciwieństwem tego, co chciał grać. Zderzył się z tym mocno i przystosowanie się do nowej rzeczywistości zajęło mu więcej czasu, niż się pewnie spodziewał. A na pewno więcej niż w Niemczech. Ale to, co nastąpiło później, jak Guardioli udało się opanować te aspekty i przemianować je na korzyść swojej drużyny, chyba przerosło także jego własne oczekiwania. 

Maszyna ruszyła

Choć wiele osób wątpiło, czy Guardiola zdoła wygrać Premier League z tak technicznym podejściem do gry, w sezonie 2017/18 Manchester City wzniósł się na wyżyny, zostając pierwszą drużyną w historii najwyższej angielskiej klasy rozgrywkowej, która zdobyła 100 punktów w sezonie. Zespół Katalończyka strzelił też rekordową liczbę goli – 106 – i wygrał 19 z pierwszych 20 spotkań. 

Guardiola nie tylko uczył się Premier League i tamtejszego futbolu, ale radykalnie zmienił drużynę. Latem 2017 r. kolejny raz wymienił bramkarza, sprowadził też kolejnego stopera i aż trzech bocznych obrońców. Razem z transferem Bernardo Silvy Manchester City wydał na transfery grubo ponad 300 mln euro. 

Przez dekadę pracy w klubie Guardiola wydał na nowych zawodników ponad dwa miliardy euro. To kwota zawrotna, ale oczywiście nie było tak, że kolejne sukcesy gwarantowały mu tylko nowe gwiazdy. Katalończyk eksperymentował, uczył się, wyciągał wnioski i budował coraz silniejszą drużynę. Niemal za każdym razem inną. 

W sezonie 2018/19 Manchester City obronił mistrzostwo Anglii, ale już rok później musiał uznać wyższość Liverpoolu. Kontuzje, które coraz częściej prześladowały najskuteczniejszego w historii klubu Sergio Aguero, zmusiły Guardiolę do zmian. Dlatego Manchester City zaczął grać z fałszywym napastnikiem, a odpowiedzialność za strzelanie goli rozłożyła się na większą liczbę piłkarzy. Kiedy latem 2022 r. do klubu trafił Erling Haaland, Guardiola musiał z kolei ułożyć drużynę pod silnego, skutecznego napastnika. 

I sezon 2022/23 był najlepszym w historii City. Klub zdobył potrójną koronę, w końcu wygrywając upragnioną Ligę Mistrzów. Całkowite odejście od bocznych obrońców i realizacja ustawienia z czterema stoperami okazała się strzałem w dziesiątkę. Odnalazł się w tym nie tylko Haaland, który zdobył aż 52 bramki w sezonie, ale też krytykowany wcześniej Stones, który w fazie rozegrania wchodził w rolę dodatkowego pomocnika. Innowacyjność i pomysłowość Guardioli sprawiła, że w latach 2021-2024 Manchester City zdobył cztery z rzędu tytuły mistrza Anglii. 

- Guardiola zaprezentował mnogość rozwiązań. Trochę było tak, że pokazał Anglii nową drogę i nowe możliwości, a angielski futbol zaczął je adaptować. Dlatego wymyślał i wdrażał nowe rzeczy, żeby znowu być o krok przed wszystkimi, a nie dostosowywać się do reszty i być jednym z wielu - mówi Zachodny. 

- Guardiola dobierał rozwiązania na każdy sezon, pod konkretne warunki. Stąd decyzje o grze bez klasycznego napastnika, o skrzydłowych, którzy najpierw grali bardzo szeroko, a potem schodzili do środka boiska, o bocznych obrońcach, którzy stawali się ofensywnymi pomocnikami, czy w końcu o całkowitym odejściu od nich i postawieniu na ustawienie z czwórką stoperów. Tych rozwiązań, pomysłów, kombinacji było bez liku - dodaje. 

- Manchester City długo wyznaczał trendy, ale sam Guardiola przed rokiem powiedział, że wiodących aspektów we współczesnym futbolu nie należy już upatrywać w jego drużynie. Katalończyk sam wskazał Bournemouth czy Newcastle, które grają szybciej i bardziej bezpośrednio. Nasycony sukcesami Manchester City przechodził rewolucję, więc dostosowanie się do nowych warunków zajęło mu więcej czasu. Ale i piłkarze City w końcu też poszli w tym kierunku, co najlepiej obrazuje, jaką drogę w Anglii przeszedł Guardiola – kontynuuje Zachodny. 

Inspirował największych i maluczkich

Guardiola zmieniał nie tylko Manchester City, ale też całą angielską piłkę. Od Katalończyka czerpali nie tylko jego ligowi rywale, ale też trenerzy z niższych poziomów rozgrywkowych. Niemal każdy chciał wprowadzić do swojej drużyny choćby część rozwiązań, które doskonale sprawdzały się w Manchesterze City. 

- Nie jest tak, że Anglia poznała Guardiolę, dopiero gdy objął Manchester City. Ale myślę, że dopiero gdy codziennie obserwowała, jak coś może funkcjonować, jakie stoją za tym metody i mechanizmy, w pełni przekonała się do jego koncepcji. Anglia zaczęła się rewolucjonizować także za sprawą kolejnych trenerów, którzy reprezentowali podobny sposób myślenia - podkreśla Zachodny. 

- I nie chodzi tu o konkretne rozwiązania taktyczne. Wskazałbym bardziej na czynniki ogólne, takie jak utrzymywanie się przy piłce, kontrolowanie tempa gry, pozycyjność w futbolu, czy zwrócenie uwagi na role poszczególnych piłkarzy. Chodzi o szersze spojrzenie, poszerzenie horyzontów i rozszerzenie możliwości taktycznych, które zaczęto wykorzystywać w Premier League. Możliwości, które z każdym rokiem były bliższe wizji futbolu Guardioli. Każda drużyna Premier League musiała się w jakimś stopniu zmienić, bo każdy chciał mieć coś z myśli Katalończyka w swojej charakterystyce. Wszyscy zaczęli dostrzegać w tym konkretne efekty i zyski – dodaje. 

Guardiola miał też wpływ na dwóch największych rywali, jakich napotkał w lidze w ciągu ostatniej dekady –Juergena Kloppa w Liverpoolu oraz Mikela Artetę w Arsenalu. - Niemiec przez Guardiolę musiał się zmienić. Wbrew temu, co się mówi o jego sukcesach w Liverpoolu, nie wszystkie zawdzięczał futbolowi w wersji "heavy metal". Absolutnie nie - stwierdza Zachodny. I dodaje: - Okres najbardziej zaciekłej rywalizacji pomiędzy Kloppem a Guardiolą to zarazem okres, w którym Liverpoolowi Kloppa było najbliżej do Manchesteru City Guardioli pod względem gry pozycyjnej, posiadania piłki, intensywności gry przy posiadaniu piłki, a nawet jeśli chodzi o profile zawodników. Pamiętam takie mecze Liverpoolu z Manchesterem City, które przypominały gry "na posiadanie piłki", gdzie ataków, konkretów było niewiele. Nie tylko dlatego, że obie drużyny świetnie broniły, ale też dlatego, że obu zależało na utrzymaniu się przy piłce i każda miała na to specjalne rozwiązania. 

- Rywalizacja z Arsenalem Artety była jeszcze ciekawsza, bo w końcu mówimy o meczach Katalończyka ze swoim byłym asystentem. Mistrza z uczniem. Arteta czerpał od Guardioli, ale na końcu i on pozwolił Katalończykowi inaczej spojrzeć na futbol – kontynuuje Zachodny. 

- W pierwszych latach Arsenal Artety był drużyną, która chciała pobić Manchester City, prezentując bardzo podobny styl. Pamiętam jednak mecz z kwietnia 2023 r., który w tej rywalizacji zmienił wiele. City wciągnęło rywala na własną połowę i wykorzystywało przestrzeń za plecami obrońców Arsenalu. Skończyło się demolką 4:1. Arteta chyba wtedy uznał, że pomysły Guardioli są niedoścignione, i że musi iść inną drogą. Zwłaszcza że Katalończyk to pragmatyk, który umie dostosować się do nowych warunków. Arteta zaczął stawiać na drużynę bardziej wszechstronną i bardziej fizyczną, która nie mogła pozwalać sobie na kompromisy. I to doprowadziło go do mistrzostwa Anglii. Między innymi z tego powodu Guardiola też zaczął zwracać uwagę na zawodników bazujących bardziej na fizyczności, co wcześniej raczej mu się nie zdarzało - podsumowuje Zachodny. 

"Postrzeganie City się zmieniło"

Guardiola zostawia drużynę w dobrym miejscu. Drużynę, która przed chwilą zdobyła Puchar Anglii i która mistrzostwo kraju przegrała o włos. Ale też drużynę, która od półtora roku jest w trakcie kolejnej rewolucji. W ciągu ostatnich trzech okienek transferowych klub wydał na transfery ponad pół miliarda funtów, a latem wyda kolejne miliony. Choćby dlatego, że po dziewięciu latach z klubu odejdzie jeden z najważniejszych liderów drużyny - Bernardo Silva. 

Guardiola po dekadzie ciężkiej, nieprzerwanej pracy ma prawo czuć się zmęczony. Być może nawet wyczerpany - jak Klopp, który odszedł z Liverpoolu dwa lata temu. Ale Zachodny zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię.  

- Guardiola może też czuć, że futbol nie zmierza w tym kierunku, w którym on czuje się najbardziej komfortowo. Katalończyk może uważać, że jego zespoły częściej będą wystawiane na próbę i wygrywanie będzie zdecydowanie trudniejsze niż jeszcze kilka lat temu. I może nie chce raz jeszcze przechodzić całego procesu przywracania na szczyt swojej wizji piłki. Może chce to zostawić komuś innemu. Komuś, kto patrzy na futbol podobnie do niego - mówi Zachodny. 

- Mimo porażki w lidze City nie jest w złej sytuacji. To młody zespół, który szybko się rozwija. Drużyna ma spektakularnych piłkarzy i nie potrzebuje wielu wzmocnień, by skutecznie powalczyć o mistrzostwo Anglii – dodaje. 

Ale Guardiola odmienił nie tylko drużynę, ale też cały klub i jego funkcjonowanie. - Postrzeganie City na przestrzeni dekady bardzo się zmieniło. Klub, przygotowując się na przyjście Pepa, wprowadził wielkie zmiany w bazie treningowej, akademii i swoich strukturach. To, jak Manchester City funkcjonował za kadencji Guardioli, zostanie z klubem na lata. Dziś ma on określoną charakterystykę, wie, czego chce - co wcale nie jest taką oczywistością w dzisiejszym futbolu. Nawet na najwyższym poziomie, także finansowym - kończy Zachodny. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...