Końcówka sezonu Premier League wygląda naprawdę fascynująco. Przez długi czas murowanym kandydatem do mistrzowskiego tytułu wydawał się Arsenal. Jego niedawne porażki z Bournemouth i Manchesterem City sprawiły jednak, że do wyścigu dołączyli również piłkarze Pepa Guardioli. Poniedziałkowy mecz może jednak na dobre zakończyć ich marzenia.
Tego dnia Manchester City zmierzył się na wyjeździe z Evertonem. Goście byli zdecydowanym faworytem i pierwsza połowa tylko to potwierdziła. Przez całe 45 minut nie pozwolili oddać rywalom ani jednego celnego strzału. Mało tego, utrzymywali się przy piłce przez ponad 75 proc. czasu. Absolutnej dominacji długo nie potrafili jednak potwierdzić bramką.
Mimo że City oddało aż 12 strzałów, to bezbramowy remis utrzymywał się niemal do przerwy. Dopiero w 43. minucie nastąpił przełom i obronę Evertonu w końcu udało się skruszyć. Po podaniu Cherkiego piłkę w okolicach 16. metra opanował Jeremy Doku i mimo ataku ze strony rywala złożył się do strzału. Zrobił to zresztą przepięknie, bo przymierzył w samo okienko.
Dzięki cudownej bramce Belga Manchester City prowadził po pierwszej połowie 1:0. W drugiej wyraźnie więc spuścił z tonu. Zawodnicy Pepa Guardioli nie tworzyli już tak wielu okazji i długo nie zagrażali bramce. Taktyka mogła okazać się zgubna, bo swoje szanse zaczęli tworzyć gracze Evertonu. Przed najlepszą po godzinie gry stanął Iliman Ndiaye. Po szybkiej kontrze uderzył w dolny róg tuż sprzed pola karnego, ale znakomitą interwencją popisał się Gianluigi Donnarumma.
Zobacz też: Piłkarzowi Radomiaka groziło więzienie. Zarzut o gwałt oddalony
Sygnał ostrzegawczy najwyraźniej nie podziałał, bo osiem minut później Everton sensacyjnie wyrównał i to w iście kuriozalnych okolicznościach. Piłkę do własnego bramkarza próbował wycofać Marc Guehi, ale zamiast tego, podał ją do napastnika rywali. Wprowadzony chwilę wcześniej z ławki Thierno Barry prezentu nie zmarnował i spokojnie, z bliska pokonał Donnarummę.
Jakby tego było mało, po chwili Manchester City przegrywał już 1:2. Dośrodkowanie Garnera z rzutu rożnego na gola zamienił Jake O'Brien. W 73. minucie stoper popisał się skuteczną główką. Donnarumma zaczął się wówczas wściekać na kolegów, a Guardiola łapał się za głowę. Wtedy też postanowił wprowadzić na murawę Fodena i Kovacicia. Na niewiele się to zdało, bo City nie dość, że nie odpowiedziało, to straciło trzecią bramkę. W 81. minucie po wrzucie z autu z niesamowitym rajdem popędził Rohl. Wpadł w pole karne i oddał strzał. Futbolówka odbiła się od Barry'ego i wpadła do siatki. Część kibiców gości zaczęła nawet wtedy opuszczać stadion.
Reakcja City była jednak błyskawiczna. Chwilę po wznowieniu od środka Kovacić fenomenalnym podaniem z głębi pola obsłużył Haalanda, a ten trafił na 2:3. Ostatnie minuty były wręcz dramatyczne. City rozpaczliwie atakowało i dosłownie w ostatniej akcji uratowało remis. W 97. minucie po zamieszaniu po rzucie rożnym na 3:3 trafił Doku. Skrzydłowy po raz kolejny popisał się pięknym strzałem z dystansu. Choć jego drużyna ostatecznie uniknęła porażki, to i tak trzeba mówić o poważnej wpadce.
Remis Manchesteru City sprawia, że pozostanie on na drugim miejscu w tabeli z dorobkiem 71 punktów. Jego strata do Arsenalu wynosi zaś pięć punktów. I choć ten rozegrał jeden mecz więcej, na trzy kolejki przed końcem będzie miał pewien margines błędu.