Sir Alex Ferguson to prawdziwa legenda Manchesteru United. Znakomity szkocki szkoleniowiec prowadził ten klub przez 27 lat w niemal 1500 spotkaniach. W tym czasie zdobył 13 tytułów mistrza Anglii i dwa puchary Ligi Mistrzów. Karierę trenerską zakończył w 2013 r. Mimo to w wieku 84 lat nadal regularnie pojawia się na stadionie Old Trafford, by dopingować swoją byłą drużynę. Niestety tym razem musiał opuścić trybuny wyjątkowo wcześnie.
Jak poinformowało "The Sun", na nieco ponad godzinę przed rozpoczęciem meczu Manchesteru United z Liverpoolem Ferguson nagle źle się poczuł. Na miejsce momentalnie wezwano karetkę. Zanim przyjechała 84-latkiem zaopiekowali się klubowi lekarze w tunelu Stretford End. Później były trener został odwieziony do szpitala.
Według tego samego źródła Ferguson już w karetce "czuł się dobrze". Z kolei BBC podało, że decyzja o wysłaniu go do szpitala była formą ostrożności, a przedstawiciele Manchesteru United wyrazili nadzieję, że wkrótce będzie mógł wrócić do domu. Niestety nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy to Szkot ma problemy ze zdrowiem.
Zobacz też: Potulski położył się na murawie. Błyskawiczna decyzja trenera
Angielskie media od razu przypomniały, że w maju 2018 r. Ferguson doznał krwotoku mózgowego. Wtedy też trafił do szpitala i przeszedł pilną operację. Lekarze oceniali wówczas szansę na przeżycie na zaledwie 20 procent. Mimo to były trener doszedł do siebie i już we wrześniu samego roku pojawił się na trybunach przy okazji meczu Manchesteru United z Wolverhampton.
Mecz Manchesteru United z Liverpoolem zakończył się wynikiem 3:2. Gole dla gospodarzy strzelili Matheus Cunha, Benjamin Sesko oraz Kobbie Mainoo. Liverpool odpowiedział bramkami Szoboszlaia i Gakpo.