Tottenham jest w dramatycznej sytuacji. Na ligową wygraną piłkarze Spurs czekają od grudnia zeszłego roku, przez co ćwierćfinaliści tegorocznej Ligi Mistrzów osiedli w strefie spadkowej. Idealnym momentem na przełamanie jest mecz z ostatnim, dawno już zdegradowanym Wolverhampton. Nie jest to jednak jedyny mecz, który odbywa się w sobotę w Premier League.
W pierwszym spotkaniu Fulham pokonało Aston Villę 1:0 i było to zwycięstwo zasłużone. Jedynego gola na Craven Cottage zdobył pod koniec pierwszej połowy Ryan Sessegnon. Gospodarze wykorzystali klęskę Sunderlandu z Nottingham Forest i awansowali na 10. miejsce w ligowej tabeli. Dla gości całe spotkanie rozegrał Matty Cash.
O godzinie 16:00 rozpoczęły się trzy spotkania - każde o niezwykle wysokiej stawce. Liverpool wciąż walczy o miejsce w przyszłorocznej Lidze Mistrzów, a wygrana nad Crystal Palace niemalże zapewnia spełnienie tego celu. The Reds zrobili swoje między 35. a 40. minutą. Najpierw Alexander Isak dobił strzał Alexisa Mac Allistera sprzed pola karnego, a potem szybką kontrę wykończył Andy Robertson. W drugiej połowie odpowiedział Daniel Munoz. Wynik na 3:1 ustalił Florian Wirtz.
Zobacz też: Przełomowe odkrycie po śmierci piłkarza. Może zmienić przyszłość futbolu
Grały też dwa kluby najmocniej zamieszane w walkę o utrzymanie w Premier League. Wydaje się, że ostatnie miejsce spadkowe zajmie albo West Ham, albo Tottenham. W lepszej sytuacji jeszcze przed tą kolejką były Młoty i to właśnie oni na początku drugiej połowy byli w rewelacyjnych nastrojach. Bramkę w 52. minucie zdobył Tomas Soucek, wykorzystując dośrodkowanie Jarreda Bowena z rzutu rożnego.
To postawiło pod ścianą Tottenham. Brak wygranej ze zdegradowanym już Wolverhampton oznaczałby, że Spurs mieliby już niewielkie szanse na uniknięcie degradacji - w tabeli "na żywo" tracili już cztery punkty do West Hamu. Przez długi czas wydawało się, że Wolves nie pozwolą rywalom na zdobycie ani jednej bramki. Wszystko zmieniło się w 82. minucie. Rzut rożny wykonał Pedro Porro, a strzał Richarlisona dobił Joao Palhinha. To pierwsze zwycięstwo Spurs w tym roku.
Tymczasem w Londynie kibice byli świadkami dramatycznej końcówki. W 88. minucie wyrównującą bramkę dla Evertonu zdobył Kiernan Dewsbury-Hall. To oznaczało, że w ledwie kilka minut kibice Spurs trafili z piekła do nieba. Jeszcze chwilę temu mieli 4 punkty straty do West Hamu, teraz byli już przed Młotami. Trzy punkty gospodarzom zapewnił jednak w doliczonym czasie gry Callum Wilson, a Spurs wrócili na 18. miejsce.
Te wyniki oznaczają, że Tottenham wciąż otwiera strefę spadkową. Spurs tracą dwa punkty do siedemnastego West Hamu. Liverpool natomiast wykorzystał porażkę Aston Villi i awansował na czwartą lokatę dzięki lepszemu bilansowi bramek. W ostatnim sobotnim meczu Arsenal zmierzy się z Newcastle.