Wciąż trudno uwierzyć i zrozumieć to, co stało się w lipcu ubiegłego roku w świecie sportu. W wypadku samochodowym zginął 28-letni piłkarz Liverpoolu oraz reprezentacji Portugalii - Diogo Jota. Jego śmierć wstrząsnęła światem piłki nożnej. Hiszpańskie media poinformowały, że Jota i jego brat Andre Silva zginęli w prowincji Zamora na 65 kilometrze drogi A52, niedaleko Palacios de Sanabria. Diogo Jota dwa tygodnie przed śmiercią wziął ślub. Osierocił żonę i trójkę dzieci.
Teraz zagraniczne media poinformowały, że Sąd Wyższy Wspólnoty Autonomicznej Kastylii i Leonu umorzył sprawę dotyczącą wypadku Joty. Wiadomo, że do tragedii nie przyczyniły się osoby trzecie, a główną przyczyną była usterka pojazdu.
Zgodnie z dochodzeniem, inspektorzy ustalili, że główną przyczyną wypadku było pęknięcie opony w ich samochodzie, a następnie utrata panowania nad pojazdem przez kierowcę. Dodano też, że do tragedii doszło nocą, a Silva jechał z nadmierną prędkością, wyprzedzał auto i uderzył w metalową barierkę autostrady. Pojazd natychmiast się zapalił.
Diogo Jota w ubiegłym sezonie dla Liverpoolu zagrał 37 razy, zdobył dziewięć goli i miał cztery asysty. W sumie jego bilans w angielskim klubie to: 182 mecze, 65 goli i 26 asyst.
Zobacz także: Klub ze 180-tysięcznego miasta idzie na puchary. Wszyscy ich nienawidzą
Diogo Jota w reprezentacji Portugalii wystąpił 49 razy, zdobył 14 bramek i miał 12 asyst.