Arsenal wypuści mistrzostwo z rąk? Dramatyczna końcówka sezonu!

Manchester City pokonał Arsenal 2:1 w meczu 33. kolejki angielskiej Premier League. Tym samym "Obywatele" tracą do "Kanonierów" już tylko trzy punkty w ligowej tabeli, a w zanadrzu mają jedno zaległe spotkanie. Walka o mistrzowski tytuł w Anglii zapowiada się emocjonująco do samego końca rozgrywek.
Erling Haaland cieszy się z gola na 2:1
Fot. PETER POWELL (PAP/EPA)

Walka o mistrzostwo Anglii w ostatnich tygodniach nabrała rumieńców. Wydawało się, że Arsenal nie ma prawa wypuścić olbrzymiej przewagi z rąk i że "Kanonierzy" pewnie sięgną po pierwszy od 2004 roku tytuł. Podopieczni Mikela Artety jednak grają w kratkę, a w szaleńczą pogoń za Londyńczykami rzucił się Manchester City.

Zobacz wideo Cyrk w Ekstraklasie! Żelazny: Mistrz Polski? To są wyniki żenujące!

W niedzielę na Etihad Stadium oba zespoły mierzyły się ze sobą w meczu 33. kolejki Premier League, a Pep Guardiola nie ukrywał, że porażka przekreśli szanse "The Citizens" na podniesienie pucharu na koniec sezonu. W roli faworytów występowali gospodarze, którzy w lidze nie przegrali od 17 stycznia, kiedy to w derbach musieli uznać wyższość Manchesteru United.

Piękny rajd Cherkiego i fatalny błąd Donnarummy

Już na początku spotkania Arsenal prosił się o kłopoty. Najpierw na wysoki pressing Erlinga Haalanda nadział się David Raya, ale zdołał wybić w aut. Po chwili strzał spod kolana oddał Rayan Cherki, piłka odbiła się od barku Gabriela i trafiła w słupek bramki "Kanonierów".

Londyńczycy złapali optymalną przewagę na placu gry, ale nie byli w stanie jej udokumentować. Piłkarze City za to byli konkretni - w 16. minucie indywidualną akcję z prawej strony przeprowadził Cherki. Francuz wpadł w pole karne, minął dwóch rywali i strzałem po ziemi prawą nogą pokonał golkipera Arsenalu.

Odpowiedź przyszła szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Po wrzucie z autu piłkę otrzymał Gianluigi Donnarumma, po czym popełnił fatalny błąd. Do Włocha doskoczył Kai Havertz i został nabity przez bramkarza "Obywateli", a futbolówka zatrzepotała w siatce. Na tablicy wyników znów widniał remis, a oba gole dzieliło zaledwie 107 sekund.

I... to w zasadzie było na tyle, jeśli chodzi o emocje w pierwszych 45 minutach. Kolejny fragment tej części spotkania skupiał się na niedokładności obu ekip i nietworzeniu sobie jakichkolwiek dogodnych sytuacji do wyjścia na prowadzenie. Gdyby ktoś puścił ten mecz na czarno-białym ekranie z zamazanymi twarzami piłkarzy i bez widocznych nazw drużyn, można by odnieść wrażenie, że toczy się walka o utrzymanie, a nie o mistrzostwo.

Słupek za słupkiem. Najskuteczniejszy był Haaland

Na początku drugiej połowy lepiej wyglądał Manchester City, który w ciągu sześciu minut stworzył sobie trzy dobre okazje do zdobycia bramki. Najlepszą niewątpliwie po rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym miał Erling Haaland, lecz trafił w słupek. W brodę mógł sobie pluć także Semenyo, który źle przyjął piłkę i nie wykorzystał poślizgnięcia się Rayi.

W 60. minucie fatalną stratę zanotował Marc Guehi, co sprokurowało kontratak Arsenalu. Martin Odegaard wypuścił w pole karne Havertza, a Niemiec stanął oko w oko z Donnarummą. Dubletu jednak nie ustrzelił, gdyż włoski bramkarz doskonale skrócił kąt uderzenia. Po chwili bardzo dobry strzał ze skraju pola karnego oddał Eberechi Eze, ale piłka odbiła się od słupka bramki "Obywateli".

Niewykorzystane szanse lubią się mścić. W 66. minucie ta zasada skarciła Londyńczyków. Nico O'Reilly zagrał w pole karne, futbolówka minęła Rodriego i spadła pod nogi Haalanda. Ten złapał Rayę na wykroku i mocnym strzałem wyprowadził Manchester City na prowadzenie, zdobywając swoją 23. bramkę w tym sezonie Premier League.

Arsenal mógł doprowadzić do wyrównania siedem minut później. Dośrodkowanie z rzutu wolnego spadło na głowę Gabriela, ale Brazylijczyk trafił w słupek. Jego uderzenie dobijał Havertz, jednak został przyblokowany.

W końcówce spotkania ze złości kipiał Pep Guardiola, który domagał się czerwonej kartki dla Gabriela, który trącił głową Haalanda w trakcie przepychanki. Anthony Taylor ukarał jednak i Brazylijczyka, i Norwega żółtymi kartonikami. Kataloński trener zresztą również został napomniany.

Ostatnie minuty doliczonego czasu gry przyniosły szaleńcze zrywy piłkarzy gości. Wrzutki Leandro Trossarda z prawej strony na bramkę nie potrafił jednak zamienić Havertz, który przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Wynik meczu nie uległ już zmianie - gospodarze cieszyli się z triumfu.

Zwycięstwo Manchesteru City oznacza jedno - "Obywatele" tracą do "Kanonierów" już tylko trzy punkty. Ponadto podopieczni Pepa Guardioli mają do rozegrania jedno spotkanie zaległe. W północnym Londynie najprawdopodobniej kibice przeżywają deja vu. Czy Arsenal ponownie wypuści mistrzowski tytuł z rąk?

Manchester City 2:1 Arsenal (16' Cherki, 66' Haaland - 18' Havertz)

  • City: Donnarumma - Nunes, Chusanow, Guehi, O'Reilly - Silva, Rodri (88. Gonzalez) - Semenyo (90+6. Ake), Cherki (85. Foden), Doku (88. Savinho) - Haaland
  • Arsenal: Raya - Mosquera (74. White), Saliba, Gabriel, Hincapie - Zubimendi (85. Gyokeres), Odegaard, Rice - Madueke (46. Martinelli), Havertz, Eze (74. Trossard)
  • Żółte kartki: Guehi, Haaland (City) - Mosquera, Gabriel (Arsenal)
  • Sędzia: Anthony Taylor

Zobacz też: Padł rekord XXI wieku na meczu Ruch - Wisła! Ekstraklasa coraz bliżej

Więcej o: