W sobotnie popołudnie na kibiców angielskiego futbolu czekał prawdziwy hit! Manchester City podejmował Liverpool. Kibice gospodarzy z niecierpliwością wyczekiwali tego starcia, bo wiedzieli, że to ich drużyna, przynajmniej na papierze, znajduje się w lepszej formie i szanse na wygraną są całkiem spore.
W składach obu drużyn nie doszło do rewolucji. Zarówno Pep Guardiola, jak i Arne Slot postawili na najmocniejszych piłkarzy z tych dostępnych. W związku z tym tak jak można się było tego spodziewać, początek meczu był wyrównany. Przed pierwszą dużą szansą stanęli jednak goście. W 15. minucie Mohamed Salah oddał bardzo precyzyjny strzał, ale jeszcze lepszą obronę zaliczył jeden z defensorów i zablokował uderzenie. Okazję, ale w 27. minucie, zmarnował też Hugo Ekitike, bo po jego strzale piłka poszybowała ponad poprzeczką.
Manchester powoli próbował przedostać się pod pole karne Liverpoolu, budował akcje, ale nie były one groźne. Obrońcy gości dobrze radzili sobie z rozpychającym się w obrębie "11" Erlingiem Haalandem. Nie miał on zbyt wielu okazji, a mimo to wpisał się na listę strzelców jeszcze w pierwszej połowie. Pomocną dłoń wyciągnęli do niego rywale, a konkretnie Virgil van Dijk. Po kontakcie z Holendrem w polu karnym upadł Nico O’Reilly. Sędzia w tej sytuacji dopatrzył się przewinienia i wskazał na 11. metr. Do piłki, tradycyjnie, podszedł Norweg i zmylił bramkarza uderzeniem.
Na tym Haaland zatrzymywać się nie zamierzał. Chciał strzelić gola również z gry i to mu się udało. W drugiej minucie doliczonego czasu pierwszej połowy ponownie pokonał golkipera Liverpoolu. Tym razem wyskoczył do dośrodkowania i głową wpakował piłkę do siatki. Na przerwę Manchester schodził więc z dwubramkową zaliczką, a na trybunach rozpoczęła się feta. Na taki wynik właśnie liczyli fani.
Zobacz też: Aż się nie chce wierzyć, co zrobili włoscy piłkarze przed finałem baraży.
I celebracja nie miała końca, bo już w 50. minucie było 3:0! Tym razem Giorgiego Mamardaszwilego pokonał Antoine Semenyo. Pochodzący z Ghany piłkarz, widząc wychodzącego z bramki golkipera, podniósł delikatnie futbolówkę i go ominął. Liverpool wydawał się rozbity.
Piłkarze City znów nie zamierzali zdejmować nogi z gazu. Już siedem minut później z hat-tricka cieszył się Haaland, który grał na Etihad Stadium prawdziwy koncert. Tym razem Norweg z najbliższej odległości pokonał gruzińskiego bramkarza po podaniu Nico O'Reilly'ego. Po tym trafieniu kibice Liverpoolu zaczęli wychodzić ze stadionu.
"The Reds" starali się odgryźć, a swoją okazję otrzymali w 63. minucie. Matheus Nunes sfaulował w polu karnym Hugo Ekitike, a Michael Oliver wskazał na "wapno". Do piłki podszedł odchodzący po tym sezonie z Liverpoolu Mohamed Salah, ale jego intencje wyczuł James Trafford i wybronił uderzenie Egipcjanina, utrzymując czyste konto.
Ciekawa sytuacja miała miejsce poza boiskiem w 73. minucie meczu. Chwilę wcześniej murawę opuścili Ekitike oraz Rayan Cherki. Panowie nie czekali do końca spotkania i wymienili się koszulkami. Piłkarz Manchesteru City założył trykot kolegi z reprezentacji, ale po chwili go zdjął - prawdopodobnie ktoś zwrócił mu uwagę na to, że na taki ruch wypadałoby poczekać do ostatniego gwizdka sędziego.
Wynik nie uległ już zmianie - Manchester City zameldował się w półfinale Pucharu Anglii i będzie czekać na kolejnych rywali. W sobotę 4 kwietnia swoje mecze rozegrają także Chelsea, która zmierzy się z Port Vale, a także Arsenal, który zagra na wyjeździe z Southampton.
Liverpool z kolei już dawno wyłączył się z walki o obronę tytułu mistrzowskiego, a teraz odpadł z rywalizacji o Puchar Anglii. Zostaje Liga Mistrzów. Pytanie tylko, czy pod wodzą Arne Slota? Posada Holendra wisi na włosku.
Manchester City 4:0 Liverpool (39', 45+2', 57' Haaland, 50' Semenyo)