Nadchodzi trzęsienie ziemi w piłce nożnej. Koniec dominacji. "To jest szalone"

Michał Kiedrowski
Fot. Lee Smith / Action Images via Reuters

Angielską piłkę nożną czeka największa rewolucja od 30 lat. Kluby Premier League protestują, ale machina ruszyła. Rząd nie ma zamiaru się cofnąć, a konsekwencje mogą zmienić układ sił w całej Europie.

Wydawałoby się, że w futbolowej Anglii panuje idylla. Weźmy pod lupę ranking UEFA. Anglia na pierwszym miejscu. Ranking najbogatszych piłkarskich lig świata? Anglia na pierwszym miejscu z dużą przewagą nad rywalami. Sumy wydane w letnim i zimowym oknie transferowym? Anglia z dużą przewagą na pierwszym miejscu. Lista najbogatszych klubów świata? Sześć drużyn Premier League w pierwszej dziesiątce. A jednak brytyjski rząd uważa, że angielską piłkę trzeba ratować, a szczególną ochroną powinni zostać objęci kibice. Dlatego parlament proceduje prawo, które ma być największą zmianą w angielskiej piłce od czasów powołania do życia Premier League w 1992 roku.

Zobacz wideo

Właściciele klubów nie mają hamulców. Rząd chce to zmienić

"Czy powinniśmy wydawać tak dużo? Prawdopodobnie nie, ale żyliśmy marzeniami" - te słowa prezesa Leeds United Petera Ridsdale'a cytuje angielski dziennik "The Times", gdy pisze o nowym prawie, które ma gruntownie zmienić angielski system piłkarski. Właśnie ten klub to przykład, co nowe prawo ma w przyszłości uniemożliwić.

Leeds United jeszcze w 2001 r. grało w półfinale Ligi Mistrzów. Jednak mało rozsądna polityka transferowa i wysokie wydatki na pensje piłkarzy spowodowały, że klub znalazł się w tragicznej sytuacji. Długi rosły, a spłacać ich nie było z czego. Gdy Leeds spadło w 2004 r. z Premier League bardzo zła sytuacja finansowa klubu uległa jeszcze pogorszeniu. W 2007 r. już pod zarządem komisarycznym trzykrotny mistrz Anglii spadł na trzeci poziom ligowej piramidy. Inny klub: Bury FC spotkał jeszcze gorszy los. W 2019 r. klub w ogóle zniknął z mapy. W ostatnich latach niewypłacalne i zmuszone do zaprowadzenia zarządów komisarycznych były też inne kluby: Derby County, Coventry City, Portsmouth, Crystal Palace, Oldham, Wigan Athletic i Reading. W sumie od 1992 r. 64 kluby były zmuszone poddać się prawu upadłościowemu, by przetrwać pod zarządem komisarycznym.

I politycy w Wielkiej Brytanii są przekonani, że na tym się nie skończy. A to dlatego, że właściciele klubów nie mają żadnych hamulców. W ciągu pięciu lat: między 2016 a 2021 rokiem łączne zadłużenie wszystkich klubów w Premier League i Championship (drugi poziom ligowy) wzrosło z 3,5 miliarda funtów do 6 mld. W dodatku coraz większą porcję przychodów klubów pożerają wydatki na zawodników. W Championship budżet płacowy wynosi średnio 129 procent dochodów klubu. Premier League wydaje się pod tym względem zdrowsza z 66 procentami. Jednak w tym przypadku najbogatsze kluby zaciemniają te dane, bo w klubach, które nie mają dodatkowych dochodów ze startu w rozgrywkach europejskich, wydatki na zawodników 80-90 procent przychodów.

Nowe prawo ma zadbać przede wszystkim o kibiców

Dlatego brytyjski parlament pracuje nad ustawą, która powoła do życia tzw. niezależnego regulatora, który będzie badał finanse klubów i na tej podstawie wydawał im licencje na grę w lidze oraz karał za złe wydatkowanie funduszy. Jakie kryteria będą obowiązywać, tego jeszcze nie wiadomo. Można jednak założyć, że regulator będzie żądał ograniczenia wydatków transferowych i płacowych, jeśli będą one przekraczały określony procent przychodów. Takie limity obowiązują teraz drużyny w rozgrywkach UEFA, czy też w lidze hiszpańskiej. Chodzi o to, żeby nie było jak z Leeds, że szefowie klubu zadłużą zespół dla krótkoterminowych celów i nie będą mieli potem, z czego spłacać długów.

Rząd przekonuje, że zmiany mają na celu przede wszystkim to, żeby klubu działały w interesie kibiców. Żeby fani mieli większy wpływ na to, co dzieje się w ich drużynie. Mieliby oni prawo głosu przy każdej zmianie nazwy drużyny, herbu czy też strojów domowych. Rząd argumentuje, że "piłka nożna nie funkcjonuje jak typowy rynek", ponieważ większość wartości generowanej przez kluby ma charakter społeczny, a nie pieniężny. "Kluby piłkarskie są bardziej zasobami społeczności i jej dziedzictwem niż typowymi przedsiębiorstwami, z fanami, a nie konsumentami. W związku z tym ważne jest, aby kluby piłkarskie były stabilne i zrównoważone".

Nowy regulator miałby też zadbać, aby pieniądze, które spływają do angielskich klubów z racji transmisji telewizyjnych i sponsoringu, były równiej dzielone, by nie było tak, że Premier League opływa w luksusy, a kluby z niższych lig walczą o przetrwanie.

Odpowiedzialne za nowe regulacje ministerstwo ds. kultury, mediów i sportu twierdzi, że "reżim regulacyjny będzie mało uciążliwy, jeśli kluby będą miały rozsądny biznesplan, a właściciele będą działali w najlepszym interesie klubów".

Premier League przeciwko nowemu prawu, niższe ligi za

Na wprowadzenie tzw. niezależnego regulatora nie chcą się zgodzić kluby Premier League. Uważają one, że nowe przepisy zagrożą konkurencyjności ligi. W specjalnym oświadczeniu angielska ekstraklasa napisała, że regulacje "negatywnie wpłyną na inwestycje klubów w światowej klasy talenty i aspiracje, które napędzają naszą globalną atrakcyjność i wzrost". Po drugiej stronie są kluby z niższych lig, które widzą w powstaniu regulatora szansę na uszczknięcie większej części z dochodów Premier League. Na razie na zasadzie dobrowolności kluby z najwyższej klasy płacą tym z niższej 150 mln funtów rocznie, ale z tej sumy 40 mln ma być wydawane na rozwój drużyn młodzieżowych. Kluby English Football League, zrzeszające drużyny z poziomów do drugiego do czwartego, chciałyby zwiększenia tych funduszy, ale rozmowy utknęły w martwym punkcie. Nowy regulator interweniowałby w takim momencie, aby wymusić porozumienie.

Pomysł rządu popierają też stowarzyszenia kibiców. One z kolei widzą w nim większą szansę, by mieć większy udział w decyzjach klubu. Regulator to też hamulec, który zatrzyma najzamożniejsze kluby, gdyby chciały dołączyć do projektowanej europejskiej Superligi.

Natomiast suchej nitki na regulacjach proponowanych przez rząd nie zostawił Martin Samuel, dziennikarz "The Times". Jego zdaniem więcej sensu niż powołanie regulatora rynku piłkarskiego przyniosłaby likwidacja ministerstwa ds. kultury, mediów i sportu, bo budżet miałby 9 mld funtów oszczędności. To oczywiście ironia, ale zdaniem znanego na Wyspach dziennikarza pomysł, by regulować rynek piłkarski, to cofnięcie go do czasów sprzed 1992 r. Właśnie wtedy 20 klubów najwyższej klasy rozgrywkowej postanowiło rządzić się niezależnie od angielskiej federacji i założyło Premier League. Według Samuela "niezależny regulator" wcale nie byłby niezależny, lecz organem ściśle związanym z ministerstwem ds. kultury, mediów i sportu.

"To jest to, dzięki czemu piłka nożna jest interesująca"

Samuel jest przeciwny regulacjom rynku piłkarskiego.

"Piłka nożna nigdy nie może być wolna od ryzyka. To jest esencja sportowej rywalizacji. Jedne kluby padają, a inne rosną. To jest to, dzięki czemu piłka nożna jest interesująca. Nie ma stagnacji".

A na koniec ostrzega, że rząd Partii Pracy zrujnuje jedną z niewielu branż w tym kraju, która faktycznie działa.

Wypowiadający się też na łamach "The Times" ekspert z branży regulacji finansowych James Palmer twierdzi, że nowe prawo to wielkie zagrożenie dla Premier League. "Rozmawiałem z ministrami i powiedziałem im, że ta ustawa piłkarska wygląda na szaloną" - powiedział partner w firmie prawniczej Herbert Smith Freehills. Jego zdaniem ograniczenie klubom możliwości zadłużania się spowoduje znaczny spadek inwestycji właścicieli w drużyny. A to zagrozi pozycji Premier League jako najlepszej piłkarskiej ligi świata. "Istnieje korelacja między pieniędzmi i sukcesem. Jeśli mniej zainwestujesz, to masz mniejsze szanse na zdobycie pieniędzy, które są w puli. Problem polega na tym, że jak już raz stracisz dynamikę, to niekoniecznie uda ci się odzyskać swoją pozycję na rynku. Jesteśmy globalnym liderem w piłce nożnej, ale to nie jest nam dane raz na zawsze. Musimy cały czas o to walczyć, a teraz znaleźliśmy się w zagrożonej pozycji - dodał Palmer.

Ustawa o niezależnym regulatorze jest jeszcze procedowana w parlamencie, ale nie powinno być kłopotów z jej uchwaleniem. Rząd Keira Starmera chce, aby nowe prawo obowiązywało już od początku sezonu 2025/26.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...