Katastrofa Manchesteru City! Oto co się stało w meczu z Liverpoolem

Liverpool pewnie pokonał na wyjeździe Manchester City 2:0 w niedzielnym hicie Premier League. Drużyna Arne Slota jest coraz bliżej zdobycia mistrzostwa Anglii.
Fot. Lee Smith / Action Images via Reuters

- Nie walczymy już o mistrzostwo Anglii, naszym celem jest pierwsza czwórka tabeli i miejsce w przyszłym sezonie Ligi Mistrzów. Będziemy bardzo zadowoleni, jeśli osiągniemy ten cel. Jestem pozytywną osobą i wierzę, że to zrobimy. Nie jestem głupi, wiem, jaka jest rzeczywistość, ale jestem optymistą i wierzę w swój zespół - mówił Pep Guardiola przed meczem z Liverpoolem.

Zobacz wideo Co dalej z Manchesterem City? Żelazny: Już nikt się ich nie boi

Na konferencji prasowej przed hitem Premier League Katalończyk kolejny raz musiał odpowiadać na pytania dotyczące nierównej, słabej formy swojej drużyny. Chociaż Guardiola pozostawał optymistą, w niedzielę Manchester City bardziej przypominał zespół, który przegrał w środę z Realem Madryt (1:3) i z Arsenalem na początku lutego (1:5), a nie drużynę, która przed tygodniem bez problemu rozbiła Newcastle United (4:0).

Bohaterami pierwszej połowy byli Mohamed Salah i Dominik Szoboszlai. Egipcjanin i Węgier zdobyli w niej po bramce i mieli po asyście. Przy pierwszym golu w 14. minucie podawał Szoboszlai, a strzelał Salah. Liverpool sprytnie rozegrał rzut rożny, po którym Egipcjanin oddał strzał z pola karnego. Po drodze piłka odbiła się jeszcze od nogi Nathana Ake i wpadła do bramki bezradnego Edersona.

W 37. minucie Salah i Szoboszlai zamienili się rolami. Tym razem podawał Egipcjanin, a Węgier pokonał Edersona doskonałym, płaskim strzałem. Po tej bramce Brazylijczyk tylko bezradnie rozłożył ręce, a Guardiola skrył twarz w dłoniach. Koszmar bezradnych mistrzów Anglii powrócił.

- To, co zwraca uwagę, to mały ogień w ataku Manchesteru City - mówił w przerwie w studiu Viaplay ekspert platformy Marek Wasiluk. I rzeczywiście, jedyne czym potrafili odpowiedzieć mistrzowie Anglii, to przeciętne strzały z dystansu w wykonaniu Phila Fodena i Omara Marmousha. Egipcjanin w 30. minucie zdobył nawet bramkę, ale ta nie została uznana z powodu spalonego.

Liverpool pokonał Manchester City

Jeśli ktoś liczył na to, że Manchester City zapewni w tym meczu jakieś emocje, musiał czuć się rozczarowany. Mistrzowie Anglii nie potrafili zagrozić Liverpoolowi i sami popełniali kolejne błędy w defensywie. Jeden z nich skończył się nawet golem dla gości.

W 56. minucie po kapitalnej akcji, w której udział wzięło kilku zawodników, piłkę do pustej bramki wbił Curtis Jones. Gol jednak nie został uznany, ponieważ asystujący Anglikowi Szoboszlai był na spalonym w momencie, w którym otrzymał podanie.

Na kwadrans przed końcem po najlepszej akcji Manchesteru City w tym spotkaniu minimalnie spudłował Marmoush. Była to jednak jedyna sytuacja, w której drużyna Guardioli realnie zagroziła gościom, którzy odnieśli bardzo ważne zwycięstwo w kontekście walki o mistrzostwo kraju.

Zwycięstwo Liverpoolu sprawiło, że drużyna Arne Slota umocniła się na pierwszym miejscu w tabeli Premier League z 64 punktami na koncie. Zespół Holendra wykorzystał sobotnią porażkę Arsenalu z West Hamem (0:1) i ma już 11 punktów przewagi nad londyńczykami i jedno spotkanie rozegrane więcej.

Manchester City jest na czwartym miejscu z 44 punktami w dorobku. Mistrzowie Anglii tracą trzy punkty do Nottingham Forest i mają tyle samo punktów co Newcastle United. Po 43 pkt mają Bornemouth i Chelsea, a 42 pkt Aston Villa.

Obie drużyny kolejne spotkania rozegrają w środę. Liverpool podejmie Newcastle United, a Manchester City zagra na wyjeździe z Tottenhamem.

Więcej o: