"West Ham United oficjalnie potwierdza, że Michail Antonio był dziś uczestnikiem wypadku samochodowego. Nasze myśli i modlitwy są obecnie z jego rodziną oraz przyjaciółmi. Klub dostarczy kolejnych informacji, gdy tylko takowe się pojawią" - napisał w sobotę klub z Londynu po tym, jak internet obiegły zdjęcia po fatalnym wypadku napastnika.
Do wypadku Antonio doszło w sobotnie popołudnie w Epping Forest w hrabstwie Essex. Napastnik rozbił luksusowe Ferrari tak mocno, że po uderzeniu trafił na fotel pasażera. Policja na razie bada przyczyny wypadku, a lekarze walczą o zdrowie piłkarza w szpitalu. Na razie wiadomo, że Jamajczyk przeszedł już operację.
"The Sun" poinformowało, że na miejscu wypadku pierwszy pojawił się Samuel Woods. Człowiek ten po prostu wracał ze spaceru z psem i dojrzał rozbite auto. Podszedł do niego i zawołał "dzień dobry", by sprawdzić, czy osoba w środku w ogóle żyje. Odpowiedź sugerowała jednak, że Antonio nie wie, co się z nim dzieje.
"Gdzie ja jestem? Co się dzieje? W jakim samochodzie jestem" - miał pytać zdezorientowany piłkarz West Hamu z wnętrza samochodu. W odpowiedzi usłyszał, że pomoc medyczna jedzie już na miejsce. Tak Woods opisywał dalej tę sytuację:
"Samochód strasznie śmierdział benzyną. Na szczęście ratownicy medyczni szybko przybyli na miejsce. Patrzyłem na Antonio i myślałem, że ma bardzo poważne kłopoty. Mówiłem mu, że właśnie miał wypadek, a on rozglądał się i próbował zrozumieć, co właśnie się stało. Siedział na siedzeniu pasażera" - wyjawił świadek zdarzenia.
Na ten moment piłkarz West Hamu United przebywa w szpitalu i nie wiadomo, jak długo potrwa jego powrót do zdrowia. "The Telegraph" informowało, że piłkarz po tak poważnym incydencie ma złamaną nogę, ale też szczęście, że wyszedł z sytuacji bez większych obrażeń.