Zabrakło niewiele, a Kiwior byłby bohaterem Arsenalu. Wielki zawód w hicie

W wielkanocne popołudnie odbył się jeden z najważniejszych, o ile nie najważniejszy mecz w kontekście mistrzostwa Anglii. Manchester City na własnym stadionie zmierzył się z Arsenalem. Był to kolejny pojedynek Pepa Guardioli z Mikelem Artetą. Ostatni raz na wyjeździe Arsenal pokonał City niemal dziewięć lat temu. Tym razem znów się nie udało, jednak goście zdołali wywalczyć bezbramkowy remis.

Tegoroczna walka o mistrzostwo Premier League jest niezwykle emocjonująca. W poprzednim sezonie o tytuł walczyli Arsenal oraz Manchester City i to drużyna Pepa Guardioli finalnie sięgnęła po trofeum. Teraz do tej dwójki dołączył Liverpool. W niedzielę zespół z Anfield pokonał u siebie Brighton 2:1. To sprawiło, że po rozegraniu 30. kolejki drużyna Juergena Kloppa z 67. punktami na koncie zasiadła na fotelu lidera tabeli. O godz. 17:30 polskiego czasu trzecie City (64. pkt.) zagrało z drugim Arsenalem (65 pkt). Było to arcyważne spotkanie w kontekście przyszłego mistrza Anglii.

Zobacz wideo Michał Probierz odpowiada na głośny tekst Sport.pl. Mocna polemika. "Dobrze, że się prześlizgnęliśmy"

Piłkarskie szachy w hicie Premier League. Arsenal

Od pierwszej minuty widać było, że obie drużyny przede wszystkim nie chcą przegrać spotkania. Manchester City zdecydowanie dłużej utrzymywał się przy piłce (72 proc. w pierwszej połowie - red), jednak nie przełożyło się to na zbyt wiele sytuacji do strzelenia gola. Najlepszą z nich drużyna Guardioli miała w 15. minucie po rzucie rożnym, kiedy to Nathan Ake dosłownie z kilku metrów nie zdołał pokonać bramkarza Arsenalu strzałem głową.

Za to Arsenal raczej liczył na kontrataki, ale żaden z nich nie okazał się skuteczny. W zespole gości od pierwszej minuty wystąpił Jakub Kiwior, który niezłe zagrania i odbiory przeplatał z wieloma niedokładnymi przyjęciami piłki i wybijaniem jej "do nikogo". Pierwsza połowa była typowymi "piłkarskimi szachami" w wykonaniu obu ekip. Wyróżnienie należało się Benowi White'owi, który błyszczał zarówno w defensywnie, jak i ofensywnie. W zespole gospodarzy kolejny raz grę kontrolował Rodri.

Po przerwie od razu działo się zdecydowanie więcej. Kilka minut po rozpoczęciu gry niezły strzał z dystansu oddał Mateo Kovacić. Chorwat uderzył z około dwudziestego metra. Piłka przeszła tuż obok lewego słupka Davida Rayi. W 60. minucie Guardiola zrobił dwie ofensywne zmiany. Na murawie pojawili się Jack Grealish oraz Jeremy Doku. Arteta nie poszedł śladami byłego szefa i wpuścił na boisko Thomasa Parteya oraz Japończyka Takehiro Tomiyasu, który zmienił Kiwiora. Polak rozegrał bezbarwne spotkanie, ale na szczęście nie popełnił żadnego wielkiego błędu. Jeszcze w pierwszej połowie przytomnie, z pierwszej piłki zgrał do Jesusa. Brazylijczyk oddał jednak kiepski strzał tuż zza pola karnego, pozbawiając tym samym Kiwiora potencjalnej asysty.

Ofensywne zmiany sprawiły, że Manchester City stawał się coraz groźniejszy. Na skrzydłach szaleli Grealish i ściągnięty za 60 milionów euro z Rennes Doku. Arsenal oprócz pojedynczych zrywów nie zdołał przejąć inicjatywy. Gospodarze wciąż napierali, a sfrustrowany Haaland wściekał się, że zbyt rzadko otrzymywał podania albo nie zdołał wykorzystać dogodnych sytuacji. W 85. minucie goście wyszli ze świetną kontrą, którą zmarnował Leandro Trossard.

Pod koniec spotkanie stało dużo bardziej otwarte, jednak finalnie zakończyło się bezbramkowym remisem. Oznacza to, że w tym sezonie Arsenal ugrał z Manchesterem City łącznie cztery punkty. Jesienią zespół Artety wygrał 1:0. Z takiego wyniku najbardziej cieszy się Liverpool, który przynajmniej przez najbliższe dni będzie liderem Premier League. Ciekawostką jest, że Arsenal nie pokonał na wyjeździe City od stycznia 2015 roku. Jednocześnie drużyna Pepa Guardioli nie zdołała wygrać z Arsenalem od trzech spotkań.

Manchester City - Arsenal 0:0

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.