Sześć zwycięstw i aż 25 bramek strzelonych - to był bilans ostatnich sześciu meczów ligowych w wykonaniu londyńskiego Arsenalu przed poniedziałkowym meczem z Sheffield United. Beniaminek z kolei jest zespołem, który w 13 meczach tego sezonu na własnym stadionie stracił aż 36 goli. Dlatego wszelka logika nakazywała spodziewać się pewnej wygranej drużyny Mikela Artety na Bramall Lane. Ale chyba mimo wszystko mało kto był w stanie przewidzieć, co się faktycznie wydarzyło w Sheffield.
Dla kibiców reprezentacji Polski ważną i dobrą wiadomością z tego spotkania był kolejny występ od pierwszej minuty Jakuba Kiwiora, który ponownie znalazł miejsce na lewej obronie "Kanonierów". A ci zaczęli strzelanie na boisku beniaminka bardzo szybko, bo już w piątej minucie wynik otworzył Martin Odegaard.
Jeszcze zanim minął kwadrans poniedziałkowego meczu, Arsenal prowadził już 3:0. Najpierw w 13. minucie po akcji Bukayo Saki piłkę do własnej siatki skierował Tom Bogle, a 120 sekund później ładna akcja dwójkowa Jakuba Kiwiora z Gabrielem Martinellim zakończyła się trzecią asystą Polaka w tym sezonie i skutecznym płaskim strzałem Brazylijczyka.
Jakub Kiwior kontynuuje swój najlepszy okres od transferu do Arsenalu. Polak w ostatnich pięciu meczach ligowych strzelił gola i zaliczył trzy asysty, grając na boku obrony. W poniedziałek wieczorem rozegrał 90 minut.
Arsenal z kolei nie ściągał nogi z gazu, choć już po 15 minutach pierwsi kibice Sheffield United zaczęli opuszczać Bramall Lane, a trener Chris Wilder zdecydował się na pierwszą zmianę taktyczną, ściągając z boiska Olivera Norwooda i wpuszczając za niego Bena Osborna.
Czwarty gol dla Arsenalu miał miejsce w 25. minucie, gdy po odbiorze i asyście Martinellego bramkarza Ivo Grbicia pokonał z kilkunastu metrów Kai Havertz, a jeszcze przed przerwą, w 39. minucie, do siatki po podaniu Saki trafił także Declan Rice.
W ten sposób Sheffield United zostało pierwszym w historii angielskich lig profesjonalnych zespołem, który w czterech kolejnych meczach oficjalnych u siebie stracił po przynajmniej pięć goli - ekipa Chrisa Wildera przegrywała kolejno z Brighton 2:5 (Puchar Anglii), a także w lidze z Aston Villą (0:5), ponownie Brighton (0:5) oraz w poniedziałek z Arsenalem.
W drugiej połowie padła już tylko jedna bramka, ale ponownie była ona dla Arsenalu. W 58. minucie wynik na 0:6 ustalił mocnym strzałem ze skraju pola karnego Ben White. Gol White'a był o tyle wyjątkowy, że był on trafieniem nr 10 000 w historii Arsenalu.
Dzięki tej wygranej Arsenal dalej liczy się w walce o mistrzostwo Anglii. "Kanonierzy" po 27 kolejkach mają 61 punktów - o dwa mniej od prowadzącego Liverpoolu oraz o jeden mniej od drugiego Manchesteru City. Drużyna Sheffield United z ledwie 13 punktami zamyka tabelę Premier League. W następnej kolejce rywalem zespołu Jakuba Kiwiora będzie Brentford. Derby Londynu na Emirates Stadium zostaną rozegrane w sobotę 9 marca o godzinie 18:30.