Przed rozpoczęciem spotkania Manchester City i Arsenal w ligowej tabeli dzieliło pięć punktów na korzyść londyńczyków. Drużyna Pepa Guardioli ma jednak aż dwa zaległe spotkania i dzięki wygranej 4:1 znacznie zwiększyła swoje szanse na mistrzostwo Anglii. Duża stawka spotkania to wielkie nerwy na boisku i na trybunach. Niektórzy z piłkarzy nie trzymali meczowego ciśnienia.
Manchester City już w siódmej minucie wyszedł na prowadzenie po bramce Kevina De Bruyne. Tuż przed przerwą na 2:0 podwyższył John Stones, a w 54. minucie dublet skompletował De Bruyne. 3:0 oznaczało niemal koniec szans Arsenalu na powrót do spotkania i wiedzieli o tym piłkarze City i kibice na trybunach. Dla Arsenalu w 86. minucie trafił jeszcze Rob Holding, ale w doliczonym czasie gry wynik 4:1 ustalił Erling Haaland.
Po bramce Norwega Ederson postanowił sprowokować kibiców Arsenalu. Był ustawiony naprzeciw ich trybuny, przyłożył pięści do oczu i imitował ruch ocierania łez. Brazylijczyk kapitalnie się przy tym bawił i uśmiech nie zszedł z jego twarzy.
Niedługo później sędzia zagwizdał po raz ostatni, a w okolicy środka boiska doszło do scysji. Obrońca Arsenalu Ben White podszedł do Phila Fodena i wydawało się, że podziękuje mu za spotkanie. Złapał go jednak za koszulkę, a później za kark, a pomocnik City "odwdzięczył" się odepchnięciem. Niemal od razu pojawili się wokół nich inny zawodnicy i doszło do małej przepychanki. Na szczęście konflikt się nie zaognił i nie doszło do bójki.
Na pięć kolejek przed końcem Premier League Arsenal ma 75, a Manchester City 73 punkty w ligowej tabeli. Drużyna Pepa Guardioli rozegra jednak dwa zaległe mecze z West Hamem United i Brighton. Sprawę mistrzostwa Anglii ma jedynie w swoich rękach.
Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.
Kolejny mecz Manchester City rozegra w niedzielę 30 kwietnia przeciwko Fulham. Z kolei Arsenal na własnym stadionie podejmie Chelsea 2 maja.