Ponad pół miliarda funtów. Nowe władze Chelsea wykiwały UEFA. Rekord za rekordem

Ponad pół miliarda funtów na przebudowę składu wydali od maja nowi właściciele Chelsea. Tylko w styczniu na Stamford Bridge trafili piłkarze za 290 mln funtów na czele z rekordowym transferem Enzo Fernandeza. Todd Boehly i jego wspólnicy napisali historię, jakiej w zachodnim Londynie nie napisał nawet Roman Abramowicz. A przy okazji wykiwali UEFA i jej zasadę finansowego fair play.

Kiedy niemal równo rok temu brytyjski rząd nałożył na Chelsea sankcje, które zmusiły Romana Abramowicza do sprzedaży klubu, wielu wieszczyło jego upadek. Przez blisko 20 lat Rosjanin wpompował w Chelsea setki milionów funtów, które pomogły jej w zdobyciu aż 21 trofeów. 

Zobacz wideo Ból głowy PZPN-u przed meczem z Albanią. Znamy kluczowy termin

Odejście Abramowicza miało oznaczać koniec finansowego eldorado na Stamford Bridge. A przynajmniej bardzo mocno je ograniczyć. Kiedy w maju zeszłego roku klub przejmowało konsorcjum prowadzone przez Amerykanina Todda Boehly'ego wszyscy wiedzieli, że przed Chelsea nowa era. Nikt jednak nie spodziewał się, że będzie to era "Abramowicz 2.0", jak nazywają ją dziś angielskie media.

20 lat temu Rosjanin zaszokował świat, kiedy na potęgę skupował gwiazdy, które w kolejnych sezonach stanowiły o sile Chelsea. Nikt wcześniej nie sprowadzał piłkarzy z takim rozmachem. Tamte kwoty wydają się śmiesznie niskie w porównaniu do tego, co w ciągu ostatnich 12 miesięcy zrobili Boehly i wspólnicy. Dla kibiców Chelsea to najlepsi właściciele klubu, którzy odmienili rynek transferowy. Dla reszty świata to cwani bogacze, którzy na zawsze go popsuli.

Takich historii nie pisał nawet Abramowicz

Dokładnie o 22:54 na koncie słynącego ze znakomitych informacji transferowych dziennikarza Fabrizio Romano padło jego znane "here we go", oznaczające dopięcie transakcji piłkarza. Tym razem chodziło o rekordowy na Wyspach transfer Enzo Fernandeza z Benfiki do Chelsea. Po dwóch dniach negocjacji w Lizbonie amerykańscy właściciele klubu ze Stamford Bridge wymusili na Rui Coście - byłym piłkarzu, dziś prezesie Benfiki - sprzedaż pomocnika za 105 mln funtów w sześciu ratach. 

22-letni mistrz świata pobił rekord ustanowiony w sierpniu 2021 r. przez Manchester City, który za 100 mln funtów ściągnął Jacka Grealisha z Aston Villi. Transfer Fernandeza jest czwartym najwyższym w historii futbolu - więcej płaciło jedynie PSG za Neymara i Kyliana Mbappe oraz Atletico Madryt za Joao Felixa.

Chelsea znów była bohaterem wielkiego transferu i całego zimowego okienka. Tak jak w 2011 r., kiedy po zaproszeniu Davida Luiza z Benfiki Abramowicz rzucił się na napastnika Liverpoolu - Fernando Torresa. Na tamte czasy to była wielka historia. Rosjanin wysłał po gwiazdę rywala prywatny samolot i wyrwał go z Anfield Road za rekordowe wtedy 50 mln funtów.

Totalne szaleństwo na rynku transferowym

Dziś ta historia już nie robi na nikim wrażenia. I nie chodzi tylko o kwotę transferu Hiszpana, ale też o liczbę pozostałych transferów dokonanych przez Chelsea. Tylko zimą na Stamford Bridge trafili jeszcze Mychajło Mudryk, Benoit Badiashile, Noni Madueke, Andrey Santos, David Datro Fofana, Joao Felix oraz Gabriel Slonina. Ta siódemka w połączeniu z Fernandezem kosztowała Chelsea kosmiczne 290 mln funtów. Nikt nigdy nie wydał takich pieniędzy w zimowym okienku transferowym.

To więcej niż w styczniu na transfery wydały łącznie wszystkie kluby czołowych pięciu lig Europy. To więcej niż wydały kluby Premier League w zeszłorocznym zimowym oknie. To więcej niż wszystkie transfery Tottenhamu od 2008 r. Albo o 140 mln funtów więcej niż wszystkie transfery Brentford w historii. Anglicy uwielbiają takie smaczki, a przecież to nie koniec.

Fernandez, Mudryk, Badiashile, Madueke, Santos, Fofana, Felix i Slonina dołączyli do Wesley'a Fofany, Marca Cucurelli, Raheema Sterlinga, Kalidou Koulibaly'ego, Carney'a Chukwuemeki, Pierre'a-Emericka Aubameyanga, Denisa Zakarii i kilku nastolatków, którzy trafili do Chelsea latem. Odkąd Amerykanie rządzą klubem, na nowych zawodników wydali już niewyobrażalne 565 mln funtów. Pół miliarda funtów w niecały rok. Tego nie zrobiły nawet słynące ze spania na pieniądzach PSG, Manchester City czy tym bardziej Newcastle United.

A przecież latem do Chelsea dołączą jeszcze Christopher Nkunku z RB Lipsk oraz Malo Gusto z Lyonu. Transfer tego drugiego został już potwierdzony, o pierwszym wszyscy najlepiej poinformowani dziennikarze pisali już, że sprawa jest przesądzona, a transfer zostanie potwierdzony po zakończeniu obecnego sezonu.

Amerykanie znaleźli jeden prosty sposób

Głównym pytaniem dotyczącym rozrzutności Chelsea, jest to, jak to możliwe, że klub nie narusza zasad finansowego fair play? Przecież wprowadzona przez UEFA reguła miała zabraniać największym i najbogatszym klubom właśnie takich działań. Odpowiedź mieści się w jednym słowie: amortyzacja.

Czym dokładnie ona jest? W największym skrócie: rozciąganiem kosztów transferów na kilka lat. Amerykanie z Chelsea zachowali się jak szemrani ludzie z kłamliwych reklam w internecie. Oni też znaleźli jeden prosty sposób, a wszyscy dookoła albo ich nienawidzą, albo im zazdroszczą.

Fernandez i Mudryk podpisali z Chelsea 8,5-letnie kontrakty do 2031 r. O rok krótszymi umowami związali się Badiashile, Madueke i Santos. Do 2029 r. obowiązują kontrakty Wesley'a i Davida Fofany, a do 2028 r. Cucurelli i Chukwuemeki.

Tak długich kontraktów kluby piłkarskie nie zwykły oferować. Dla Chelsea to jednak sposób na ominięcie zasad finansowego fair play, które w największym skrócie zakładało, że kluby w ciągu roku nie mogły wydawać więcej, niż zarobiły. Długie kontrakty dla nowych piłkarzy sprawiły, że Chelsea koszty ostatnich 12 miesięcy rozciągnęła nie na cztery czy pięć lat, a na okres dwa razy dłuższy niż zazwyczaj.

Na przykład rekordowy transfer Fernandeza będzie kosztował klub niewiele ponad 13 mln funtów rocznie. W połączeniu z pozostałymi zawodnikami koszt rocznej amortyzacji wszystkich transferów wyniesie około 50 mln funtów. To kwota śmiesznie niska, którą Chelsea będzie w stanie bez problemu pokryć.

Zwłaszcza że finansowe fair play działa w nietypowy sposób. Koszty transferów przychodzących rozkładane są na lata trwania kontraktu zawodnika. Kwoty pozyskiwane z transferów wychodzących księgowane są natomiast w jeden rok. Jeśli więc za 1,5 roku Chelsea sprzeda piłkarza za około 50 mln funtów, może w całości pokryć roczny koszt ostatnich transferów.

A z zarabianiem pieniędzy, także na sprzedaży zawodników, klub nie będzie miał problemów. Latem planowana jest czystka na Stamford Bridge, która zaczęła się już we wtorek, kiedy do Arsenalu za 12 mln funtów odszedł Jorginho. Następni w kolejce już czekają. Hakim Ziyech, Christian Pulisic, Cesar Azpilicueta, Ruben Loftus-Cheek, Conor Gallagher, Edouard Mendy czy Aubameyang - to tylko niektórzy piłkarze, którzy mogą odejść już latem.

To z kolei sprawi, że latem Chelsea będzie mogła jeszcze poszukać np. bardzo dobrego bramkarza. Zasady finansowego fair play zezwalają klubom na stratę maksymalnie 26 mln funtów w ciągu trzech lat. Tak więc latem znów nikt na Stamford Bridge nie będzie oglądał dwa razy jednego funta. I na razie nie zmienią tego zapowiedzi UEFA, która chce zakazać klubom podpisywania wieloletnich kontraktów z piłkarzami. W tym przypadku po prostu się spóźniła.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.