Kiwior tylko przyglądał się, co robią koledzy. Ależ emocje w meczu Arsenalu z City [WIDEO]

Manchester City wygrał 1:0 z Arsenalem w hicie 1/16 finału Pucharu Anglii. Bohaterem spotkania został Nathan Ake, który zdobył jedyną bramkę w tym starciu. Na murawie zabrakło za to Jakuba Kiwiora, który załapał się do składu meczowego, ale porażkę kolegów oglądał z fotela ławki rezerwowych.

Szlagierowe starcie Arsenalu z Manchesterem City otworzyło czwartą rundę Pucharu Anglii. Drużyna Pepa Guardioli w poprzedniej rundzie rozbiła aż 4:0 Chelsea, a piłkarze Mikela Artety pokonali 3:0 Oxford United. Spotkaniu Manchesteru z Arsenalem uważnie przyglądali się również polscy kibice. Po raz pierwszy w kadrze meczowej znalazł się Jakub Kiwior. Rozpoczął jednak spotkanie na ławce rezerwowych, a jego miejsce na boisku zajął Gabriel Magalhaes. Polak mógł tylko biernie przyglądać się, jak jego drużyna odpada z rozgrywek. 

Zobacz wideo Ile zarabia Fernando Santos? Sekretarz generalny PZPN odpowiada

Manchester awansował do 1/8 finału FA Cup. Kiwior z ławki przyglądał się bezradnemu Arsenalowi

Fani zebrani na Etihad Stadium mogli liczyć na emocje już od pierwszych minut. Wszystko za sprawą Takehiro Tomiyasu. W 5. minucie obrońca Arsenalu oddał strzał z granicy pola karnego, ale Stefan Ortega popisał się udaną interwencją. Podobnie było w 21. minucie. Wówczas Leandro Trossard kopnął piłkę w sam środek bramki. I z tym uderzeniem bramkarz Manchesteru City nie miał problemu. 

Piłkarze Guardioli po raz pierwszy doszli do głosu dopiero w 25. minucie. Kevin De Bruyne chciał zmieścić piłkę tuż przy dalszym słupku, lecz nieznacznie się pomylił i ta minęła słupek. 

Coraz częściej pod bramką Arsenalu zaczął pojawiać się również Erling Haaland. W poprzednim spotkaniu ligowym z Wolverhampton ustrzelił hat-tricka, dlatego stoperzy Arsenalu skupili uwagę przede wszystkim na młodym napastniku. W pierwszej połowie dość brutalnie powstrzymywali go przed oddaniem strzału. W jednej z akcji Haaland został nawet trafiony łokciem w głowę i poprosił o pomoc medyczną. Chwilę później był w stanie kontynuować rywalizację. Tylko że nie potrafił już oddać celnego strzału. Zresztą, w ostatnich minutach pierwszej partii nie wiele się działo i ostatecznie piłkarze schodzili do szatni przy bezbramkowym remisie.

Druga połowa zaczęła się bardzo spokojnie. Dopiero w 55. minucie De Bruyne zagroził bramce Arsenalu. Oddał strzał kierowany nisko w środek bramki, ale znów perfekcyjnie pomiędzy słupkami spisał się Matt Turner. Golkiper bez problemów wypiąstkował piłkę.

Tyle szczęścia Turner nie miał w 64. minucie. Najpierw Julian Alvarez huknął niespodziewanie na bramkę Arsenalu, ale piłka trafiła w słupek. To nie był koniec tej akcji. Chwilę później piłkę w polu karnym przejął Jack Grealish. Wykonał kilka zamachów nad piłką, następnie podał ją do Nathana Ake, który strzelił w prawy dolny róg bramki, wyprowadzając Manchester na prowadzenie. 

Bramka rozsierdziła piłkarzy Arsenalu, którzy ze "zdwojoną" siłą zaczęli atakować City. Na ich nieszczęście golkiper gospodarzy spisywał się jednak bez zastrzeżeń i pomógł drużynie awansować do 1/8 finału Pucharu Anglii. 

Więcej treści sportowych na stronie głównej Gazeta.pl

Arsenal - Manchester City - 0:1

Strzelcy: Nathan Ake (64')

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.