Ronaldo w ubiegłym roku wrócił do klubu z czerwonej części Manchesteru. I chociaż "Czerwone Diabły" były ogromnym rozczarowaniem, tak indywidualnie Portugalczyk zanotował niezły sezon, gdy w 39 spotkaniach strzelił 24 bramki. Aktualna rzeczywistość jest już zupełnie inna.
Przed swoim powtórnym debiutem w Manchesterze, Cristiano Ronaldo wygłosił płomienne przemówienie w szatni. - Wróciłem z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że kocham ten klub. Po drugie, z powodu zwycięskiej mentalności, która jest w strukturach Manchesteru United. Nie wróciłem, żeby być cheerleaderką! - grzmiał pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy dla zespołu, ale potrzebuję też waszego wsparcia. Czy jesteście gotowi do walki? Czy chcecie zostawić wszystko na boisku? - to kolejne słowa Ronaldo z tego przemówienia, po których wyszedł na boisko, strzelił dwie bramki, a Manchester United wygrał 4:1 z Newcastle.
Wydaje się, że słowa sprzed roku obróciły się przeciwko Portugalczykowi i ten stał się "cheerleaderką" w szatni drużyny Erika ten Haga, bowiem jego wkład sportowy, jest znikomy. Piłkarz wydaje się być w tym momencie bardziej wzorem do naśladowania, niż pełnoprawnym zawodnikiem drużyny. Jadon Sancho nie tak dawno mówił, że traktuje Cristiano Ronaldo, jako taki wzór. W podobnym tonie wypowiadał się najnowszy nabytek Manchesteru United, Antony. - W ciągu kilku dni wiele się od niego nauczyłem - podkreślał Brazylijczyk.
Teraz Ronaldo prawdopodobnie otrzyma szansę do gry w czwartkowym spotkaniu Ligi Europy z Sheriffem Tyraspol. To może być okazja dla niego, żeby wreszcie wpisać się na liście strzelców w tym sezonie. W tym sezonie 37-latek rozegrał ledwie 7 spotkań w barwach Manchesteru United, z czego tylko w dwóch wychodził od pierwszej minuty.
Więcej takich informacji znajdziecie na Gazeta.pl