Dramat w Chelsea. Mobbing i poniżanie doprowadziły do samobójstwa

Konrad Ferszter
Gdy w ciągu ostatnich miesięcy o Chelsea mówiono głównie w kontekście zmian właścicielskich, w klubowych gabinetach rozgrywał się dramat. Mobbing i poniżanie pracowników doprowadziło do samobójstwa jednego z nich. Sprawę opisał "New York Times".

Chodzi o Richarda Bignella - byłego szefa klubowej telewizji. Jego problemy zaczęły się w momencie, gdy kanał przeniesiono z działu komunikacji do marketingu. To tam Bignell spotkał nowego szefa - Gary'ego Twelvetree'ego - który ma odpowiadać za piekło pracowników Chelsea.

Zobacz wideo

Bignell nie radził sobie z fatalnymi metodami pracy stosowanymi przez Twelvetree'ego. Szef działu marketingu Chelsea oskarżany jest o mobbing i poniżanie współpracowników. Z anonimowych relacji świadków wynika, że Twelvetree swoim skandalicznym zachowaniem doprowadzał ludzi do płaczu. Tylko w zeszłym roku kilkanaście osób z 50-osobowego działu skorzystało ze zwolnień lekarskich, a co najmniej 10 z nich porzuciło pracę.

"Wyglądał fatalnie. Zdawało mi się, że jest chory i stracił mnóstwo kilogramów" - tak stan Bignella z lata zeszłego roku opisywał jeden z jego kolegów. Do spotkania miało dojść tuż przed tym jak Bignell sam poszedł na zwolnienie lekarskie. Mężczyzna wrócił z niego we wrześniu zeszłego roku i już dzień po powrocie został zwolniony z pracy.

Nowy piłkarz Legii czeka w hotelu. Transfer Baku nagle stanął w miejscuNowy piłkarz Legii czeka w hotelu. Transfer Baku nagle stanął w miejscu

W styczniu Bignell popełnił samobójstwo. Z pośmiertnego raportu patologa wynika, że mężczyzna był "poważnie dotknięty przez niepokój, depresję i rozpacz z powodu utraty pracy". "Był bardzo popularnym i niezwykle szanowanym członkiem naszej rodziny" - pisali o nim koledzy z pracy w oficjalnym komunikacie o jego śmierci. Bignell wspominany był jako osoba bardzo pozytywna i wiecznie uśmiechnięta.

Współpracował przy kontroli własnego zachowania

Samobójstwo Bignella wstrząsnęło pracownikami Chelsea, a problemy działu kierowanego przez Twelvetree'ego zaczęły wychodzić na jaw. W obliczu rosnącej wewnętrznej presji klub zatrudnił zewnętrzną firmę, której zadaniem było zbadanie kultury pracy w działach. Nie uspokoiło to jednak pracowników marketingu, ponieważ jedną z osób odpowiedzialnych za stworzenie raportu miał być... Twelvetree.

- To nie miało prawa się udać. Jak mogłoby być inaczej, skoro kontrolował i badał własne zachowanie? - na łamach "NYT" pyta anonimowo jeden z pracowników. Przepytani przez dziennik pracownicy Chelsea zgodnie podkreślają, że badania kultury pracy w klubie nie przyniosły żadnych efektów. Dość powiedzieć, że nie przedstawiono im żadnych raportów, wniosków ani możliwych zmian w miejscu pracy.

Zrozpaczeni pracownicy Chelsea swoje problemy zgłaszali najwyżej postawionym osobom w klubie. Jeden z mężczyzn, który z powodu postawy Twelvetree'ego zwolnił się z pracy, napisał list do byłego prezesa. Bruce Buck, tak samo jak kilku innych dyrektorów, na skargi nie reagował. Nawet gdy klub zlecił badania kultury pracy, w oficjalnych komunikatach nie padło słowo o skargach czy podejrzeniach względem Twelvetree'ego. Pracownicy dowiedzieli się jedynie, że to rutynowa, niezbędna kontrola.

Venus Williams też wraca na Wimbledon. Amerykanka zagra z PolkąVenus Williams też wraca na Wimbledon. Amerykanka zagra z Polką

W ostateczności blisko tuzin byłych i obecnych pracowników Chelsea zdecydowało się na anonimową rozmowę z dziennikarzem "NYT". Obecni pracownicy klubu bali się o utratę posady, byli nie chcieli ryzykować problemów w przyszłości.

Wszyscy zeznali natomiast, że Twelvetree beształ ich na oczach innych pracowników. Inne osoby doświadczały jego gniewu w bardziej poniżających okolicznościach, np. gdy kazano im wstać i opuścić spotkanie. Za każdym razem Twelvetree miał wrzeszczeć, a nawet używać wulgaryzmów.

Impreza, która przerodziła się w sesję terapeutyczną

Masowy eksodus pracowników Chelsea wciąż trwa. W relacji jednego z nich dla "NYT" czytamy, że ostatnia impreza pożegnalna jednego z pracowników przerodziła się w masową sesję terapeutyczną. Problemy dotarły już jednak do nowych właścicieli Chelsea, którzy poczynili pierwsze kroki ku naprawie sytuacji.

Mieli oni m.in. kontaktować się z rodziną tragicznie zmarłego Bignella. Nowi właściciele Chelsea dokonują też zmian na najważniejszych funkcjach w klubie. Chociaż trudno przypuszczać, by zmiana prezesa miała związek właśnie z tym skandalem, to faktem jest, że Bucka w tej roli zastąpił sam Todd Boehly, czyli jeden z nowych właścicieli klubu.

Jack Wilshere może niespodziewanie wrócić do Arsenalu. Odbyły się rozmowyJack Wilshere może niespodziewanie wrócić do Arsenalu. Odbyły się rozmowy

W oświadczeniu przesłanym do "NYT" nowe władze Chelsea zapewniły, że powołały już zewnętrzny zespół, który ma zbadać działania przeprowadzone w klubie na zlecenie poprzedniej władzy. "Nowy zarząd klubu mocno wierzy w środowisko pracy i kulturę korporacyjną, która wzmacnia pracowników i zapewnia im poczucie bezpieczeństwa, wartości i zaufania" - czytamy w oświadczeniu.

Burza po zmianie właścicielskiej

To kolejna burza, która rozpętała się nad Stamford Bridge w ostatnich miesiącach. Te w skrócie można byłoby nazwać trzęsieniem ziemi i wielką niepewnością. W marcu wieloletni właściciel klubu - Roman Abramowicz - został zmuszony do sprzedania go po tym, jak rząd Wielkiej Brytanii nałożył na niego sankcje za kontakty z Władimirem Putinem. Majątek Abramowicza, jak wielu oligarchów, został zamrożony po rozpoczęciu przez Rosjan wojny w Ukrainie.

To bardzo mocno ograniczyło działania Chelsea. Klub nie mógł kupować i sprzedawać piłkarzy czy negocjować nowych umów z własnymi zawodnikami, co doprowadziło do odejścia ważnych graczy zespołu Thomasa Tuchela: Antonio Ruedigera i Andreasa Christensena. Chelsea nie mogła też prowadzić sprzedaży biletów, przez co mecze na Stamford Bridge oglądali tylko ci fani, którzy przed sezonem kupili karnet. Mniejszych problemów było jeszcze mnóstwo. 

Vesović wyznaje po czasie: W Legii mnie nie szanowali. Kibice wiedzieli, co się dziejeVesović wyznaje po czasie: W Legii mnie nie szanowali. Kibice wiedzieli, co się dzieje

Wszystko miało się zmienić wraz z przyjściem nowych właścicieli. I przez chwilę rzeczywiście powiało optymizmem. Boehly miał obiecać Tuchelowi aż 200 milionów funtów na transfery m.in. Matthijsa de Ligta, Raheema Sterlinga, Ousmane'a Dembele czy Raphinhi. Ale w ostatnich dniach znów zaczęły się piętrzyć problemy.

Z Chelsea odeszli już wieloletni prezes klubu - Buck - oraz odpowiadająca za transfery - Marina Granowskaja - która przez wielu nazywana była najpotężniejszą kobietą w futbolu. Kilka dni temu klub opuścił też współpracujący z Rosjanką i Tuchelem Petr Cech. 

Czesław MichniewiczIwan o Michniewiczu: Czesław poczuł się zbyt pewnie. Przegra tę wojenkę

W czwartek opinią publiczną wstrząsnął artykuł "NYT". Pytanie, czy to koniec problemów, czy w najbliższych dniach Chelsea znów będzie musiała zarządzać kolejnym kryzysem.

Więcej o: