Zwycięstwo Arsenalowi dały trafienia Eddiego Nketiaha w piątej i 10. minucie spotkania. Już w 27. minucie meczu gospodarze mieli ułatwione zadanie. Za brutalny faul na Gabrielu Martinellim obejrzał zawodnik Leeds, Luke Ayling. Honorowe trafienie gościom dał w 66. minucie Diego Llorente.
W pierwszej połowie na boisku pojawił się Mateusz Klich. Reprezentant Polski rozegrał słabe zawody, a w 34. minucie otrzymał żółtą kartkę. Zawodnik Leeds faulował Granita Xhakę, co wywołało wściekłość u szwajcarskiego pomocnika. Gdy były gracz Cracovii zaczął się oddalać, zawodnik Arsenalu zaczął krzyczeć w jego kierunku "Klich, Klich". Szwajcar chciał wdać się w dyskusję z Klichem i ruszyć do niego, ale był powstrzymywany przez Gabriela. Na drugą połowę nie wyszedł, gdyż trener Leeds postanowił wprowadzić na boisko Lewisa Bale'a. Brytyjscy dziennikarze za niedzielny mecz wystawili Polakowi notę "4".
Po tej porażce sytuacja Leeds mocno się skomplikowała. Dzięki wygranej 2:1 nad Leicester ze strefy spadkowej uciekł Everton, który ma 35 pkt po 34 kolejkach i jedno zaległe spotkanie do rozegrania. Zespół Jessego Marscha obecnie zajmuje 18., spadkowe miejsce z 34 pkt i ma tyle samo punktów co 17. Burnley. To oznacza, że walka o utrzymanie będzie toczyła się do samego końca sezonu (szans na utrzymanie nie mają już Watford oraz Norwich), czyli jeszcze przez trzy kolejki.
- Musimy naciskać, ponieważ nikt tak naprawdę nam nie pomoże i musimy sami wygrywać mecz - mówił w rozmowie z klubowymi mediami Mateusz Klich. - To będzie intensywne zakończenie sezonu i potrzebujemy siły psychicznej, aby poradzić sobie z sytuacją, ale myślę, że sobie z tym radzimy całkiem nieźle - dodał. Następne spotkanie Leeds zagra 11 maja u siebie z Chelsea. Z kolei dzień później Arsenal powalczy z Tottenhamem, który w miniony weekend zremisował z Liverpoolem 1:1.