Kompromitująca prośba Chelsea. I to uzasadnienie. "Żenada"

W ostatnim czasie trudno o choćby jeden spokojny dzień w Chelsea. We wtorek londyńczycy skompromitowali się oświadczeniem, w którym, powołując się na "sportową uczciwość", poprosili o zamknięcie stadionu najbliższego przeciwnika w Pucharze Anglii.
Fot. Kirsty Wigglesworth / AP

 - Nie mogę uwierzyć w to, co przeczytałem. To jest po prostu niewiarygodne - w rozmowie z "The Times" grzmiał właściciel i prezes Middlesbrough, Steve Gibson. 64-latek ze wściekłością zareagował na wniosek Chelsea, by sobotni mecz Pucharu Anglii na Riverside Stadium odbył się bez udziału publiczności.

Zobacz wideo Tak wyglądają scenariusze rozważane przez PZN. "Kluczowe spotkanie w tym tygodniu" [Sport.pl LIVE #17]

W ten sposób działacze ze Stamford Bridge chcieli działać na rzecz "sportowej uczciwości" w dobie kryzysu, jaki został wywołany przez nałożenie sankcji na Romana Abramowicza. Jednym z efektów decyzji brytyjskiego rządu jest to, że Chelsea nie może sprzedawać biletów nie tylko na mecze domowe, ale też wyjazdowe.

Na sobotnie spotkanie w Middlesbrough klub sprzedał około 500-600 biletów z 4,5-tysięcznej puli. Chociaż Chelsea robiła wszystko, by większa liczba jej kibiców mogła pojechać na mecz, to ostatecznie wydała komunikat, w którym poinformowała o zakończeniu sprzedaży. To właśnie w tym komunikacie padł kuriozalny pomysł zamknięcia dla fanów Riverside Stadium.

Kuriozalna propozycja Chelsea. "Żałosne"

"Propozycja jest dziwaczna i bezpodstawna. Wszyscy wiemy, za co ukarano Chelsea i że ta decyzja nie ma nic wspólnego z naszym klubem. Proponowanie rozwiązań, na których ucierpią też nasi kibice, jest totalnie niesprawiedliwe. Biorąc pod uwagę przyczyny nałożenia sankcji, próba powoływania się przez Chelsea na 'sportową uczciwość' jest skrajną ironią losu" - napisano w oficjalnym komunikacie Middlesbrough.

Jeszcze mocniej wypowiedział się właściciel i prezes klubu. - Sportowa uczciwość i Chelsea nie idą w parze. Przez 19 lat napędzały ich pieniądze Abramowicza. Poza tym, czy do końca sezonu Chelsea będzie rozgrywała mecze u siebie przy pustych trybunach? To naprawdę żałosne - powiedział Gibson.

Wiadomo już, że propozycja Chelsea spotkała się nie tylko z publiczną krytyką, ale niemal na pewno zostanie też odrzucona przez federację. "The Times" poinformował, że klub otrzymał też odpowiedź na kuriozalne oświadczenie z rządu.

"Oświadczenie uderzające w Middlesbrough pokazuje, że klub wciąż nie rozumie, dlaczego znalazł się w poważnej sytuacji. Stało się tak, bo jest własnością podmiotu, który ma powiązania z ludźmi odpowiedzialnymi za przerażające rzeczy w Ukrainie. Nie mamy nic przeciwko, by w przyszłości kibice Chelsea byli na meczach, ale nie pozwolimy, by wpływy z biletów trafiały do tego podmiotu. Zamiast na jednym meczu klub powinien się skupić na tym, by zmiana właściciela przebiegła w możliwie najkrótszym czasie" - napisano.

Chociaż sankcje nałożone na Abramowicza obowiązują do końca maja, to Chelsea już rozmawia z brytyjskim rządem, by ich efekt jak najmniej odbijał się na klubie. Bardzo możliwe, że sankcje zostaną zmodyfikowane, jeśli Chelsea awansuje do kolejnych rund Ligi Mistrzów i Pucharu Anglii.

Klub robi wszystko, by móc prowadzić sprzedaż biletów, jednak kwestią sporną jest to, co powinno dziać się z pieniędzmi. Sankcje nałożone na Abramowicza zabraniają mu zarabiania, więc dochód nie może trafić do klubu. Możliwe jest rozwiązanie, w którym rząd zezwoli Chelsea na sprzedaż biletów, jeśli pieniądze trafią na przykład na cel charytatywny lub na pomoc Ukrainie.

Więcej o: