Roman Abramowicz traci 1,5 miliarda funtów. Bezpowrotnie. Chelsea drży

Konrad Ferszter
Rok temu wygrali Ligę Mistrzów, teraz nie wiedzą, jak pojadą na kolejny mecz. Sankcje nałożone na Romana Abramowicza sprawiły, że Chelsea znalazła się w stanie zawieszenia. Klubowe biznesy są zamrożone, sponsorzy zaczęli się wycofywać, możliwe, że Chelsea straci także piłkarzy. Miesięczne koszty utrzymania klubu to 50 mln funtów, a czarny scenariusz zakłada, że pieniędzy starczy na kilka miesięcy. No chyba, że Chelsea jednak uda się sprzedać.

Dni, w których Chelsea gra mecz na wyjeździe, w okolicach jej stadionu są bardzo spokojne. W czwartek, w dniu 117. urodzin klubu, mniej więcej do godz. 11 było podobnie. Miejscowi kibice, którzy wybierali się na mecz do oddalonego o 200 kilometrów Norwich, dopiero szykowali się do wieczornej podróży. Inni spędzali normalny dzień w pracy.

Zobacz wideo "Mam dreszcze". Ukraiński piłkarz reaguje na decyzję Polaków [SPORT.PL LIVE #16]

Pod Stamford Bridge kręciło się tylko kilkunastu zagranicznych fanów, którzy przyjechali pod stadion, by zrobić kilka zdjęć i odwiedzić otwierany o godz. 10 sklep z pamiątkami. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że za chwilę wydarzy się coś, co przyszłość klubu postawi pod dużym znakiem zapytania.

Drużyna trenera Thomasa Tuchela była już w drodze na lotnisko Gatwick, skąd prywatnym samolotem miała lecieć na ligowy mecz do Norwich. Piłkarze i sztab szkoleniowy byli jednymi z pierwszych ludzi, którzy dowiedzieli się o sankcjach nałożonych na właściciela klubu Romana Abramowicza. Ale kiedy w ich głowach rodziły się pytania o przyszłość, pod Stamford Bridge widoczne były już pierwsze skutki czwartkowej decyzji brytyjskiego rządu.

Według "The Times" ostatnimi klientami klubowego sklepu była para turystów z RPA, która kupiła dwie koszulki meczowe dla synów. - Nie byliśmy świadomi tego, co się dzieje. Ludzie za nami, którzy mieli rzeczy w koszykach, musieli oddać towar i wyjść ze sklepu - opowiedziała matka chłopców. I dodała: - Moi synowie nic nie wiedzą o obecnej sytuacji. Mają tylko 6 i 7 lat. Są po prostu szczęśliwi, że dostali koszulki.

Tyle szczęścia nie mieli stojący w kolejce Malezyjczycy, którzy przylecieli do Londynu na niedzielny mecz Chelsea z Newcastle. Spotkanie obejrzą, bo bilety kupili wcześniej, ale zakupów w sklepie już nie zrobili. Tereny wokół Stamford Bridge zostały zagrodzone, sklep i restauracja obok - zamknięte. Przylegający do stadionu hotel poinformował, że nie może przyjmować nowych rezerwacji.

Przy Fulham Road nagle zrobiło się pusto i cicho. Przyszłość Chelsea stanęła pod znakiem zapytania. Wszystko to dokładnie w dniu jej 117. urodzin. - Co poczułem? Wielką niepewność. Zawsze się boimy, gdy nie wiemy, co nas czeka. Z drugiej strony każdy spodziewał się, że sankcje prędzej czy później się pojawią. Abramowicz miał wiele możliwości, by odciąć się od Władimira Putina i wesprzeć Ukrainę, ale tego nie zrobił. Stało się jasne, że będzie musiał odejść - mówi nam Robert Błaszczak, polski kibic i posiadacz karnetu na mecze Chelsea, od lat mieszkaniec Londynu.

Klub wciąż na sprzedaż

Sankcje, które brytyjski rząd nałożył na właściciela klubu za bliskie kontakty z Putinem, są rozległe. "Abramowicz ma powiązania z Putinem, który jest zaangażowany w destabilizację Ukrainy, podważa jej terytorialną integralność, suwerenność i niepodległość" - napisano w oficjalnym komunikacie brytyjskiego rządu. Wszystkie aktywa Rosjanina na Wyspach Brytyjskich zostały zamrożone, co bardzo mocno odbiło się na Chelsea, której Abramowicz jest właścicielem od 2003 roku.

Pytań o przyszłość klubu jest wiele, ale najważniejsze brzmi: czy Abramowicz będzie mógł sprzedać Chelsea? Rosjanin już kilkanaście dni temu zapowiedział, że zamierza to zrobić, od ponad tygodnia rozmawiał z potencjalnymi kupcami. I choć początkowo brytyjskie media informowały, że transakcja zostanie wstrzymana do czasu zdjęcia sankcji, to później stało się jasne, że Chelsea jednak może zmienić właściciela. Pod jednym warunkiem - Abramowicz nie otrzyma choćby pensa ze sprzedaży klubu, bo na to nie zezwala mu obowiązujące od czwartku brytyjskie prawo.

Władimir KliczkoWładimir Kliczko pełen gniewu. Wylicza. Ma wiadomość "dla tych Rosjan"

Zamieszanie wokół klubu nie sprawiło jednak, że zainteresowanie potencjalnych kontrahentów się zmniejszyło. Wśród najpoważniejszych kandydatów do pozyskania Chelsea wciąż wymienia się amerykańsko-szwajcarski duet multimiliarderów Todd Boehly - Hansjorg Wyss, tureckiego biznesmena Muhsina Bayraka, brytyjskiego dewelopera i kibica klubu Nicka Candy'ego, amerykańskiego współwłaściciela baseballowego klubu Chicago Cubs Thomasa Rickettsa czy jego rodaka, właściciela futbolowego klubu New York Jets, Woody'ego Johnsona.

Tak szerokie zainteresowanie możliwością zakupu Chelsea wcale nie dziwi. Dzięki rządom Abramowicza londyński klub stał się jednym z najsilniejszych na świecie. Co więcej, utytułowaną Chelsea, zwycięzcę Ligi Mistrzów z 2021 roku, można kupić za kwotę nawet połowę niższą niż trzy miliardy funtów, których na początku oczekiwał Rosjanin.

"Sytuacja może wyjść Chelsea na dobre"

Co się stanie z pieniędzmi, skoro nie mogą one trafić do Abramowicza? Opcji jest kilka. "The Telegraph" przekazał, że kwota zostałaby albo zamrożona przez brytyjski rząd, albo przekazana na rzecz fundacji charytatywnej. Nie można też wykluczyć, że po zdjęciu sankcji upomniałby się o nie sam Abramowicz. Choć to wydaje się mało prawdopodobne.

1,5 miliarda funtów to kwota, którą Rosjanin wpompował w klub od 2003 roku w formie pożyczki. W niedawnym komunikacie o sprzedaży Chelsea Abramowicz zapewnił, że nie będzie chciał odzyskać tych pieniędzy, a zysk ze sprzedaży klubu, za który sam zapłacił kiedyś 140 milionów funtów, przekaże ofiarom wojny na Ukrainie. Brytyjskie media doprecyzowały jednak, że pieniądze trafiłby też do rodzin rosyjskich żołnierzy. Być może te niejednoznaczne komunikaty Abramowicza przyspieszyły nałożenie na niego sankcji.

Reprezentant Polski ma nowy klub. Jest oficjalne potwierdzenieReprezentant Polski ma nowy klub. Jest oficjalne potwierdzenie

Kibice Chelsea zastanawiają się, jak cała ta sytuacja wpłynie na klub. - Nowy właściciel nie będzie musiał od razu płacić trzech miliardów funtów Abramowiczowi, który mógłby zrobić z tymi pieniędzmi, co tylko by zechciał. Inwestor, który był przygotowany na zapłacenie wspominanych trzech miliardów funtów, teraz może rozbić te pieniądze na pół - mówi Błaszczak.

I dodaje: - Połowę może odłożyć na bok, gdyby okazało się, że trzeba będzie je zapłacić albo brytyjskiemu rządowi, albo Abramowiczowi. Tak czy inaczej - to okazyjna cena za tak duży klub. Druga połowa może zostać zainwestowana np. w nowy stadion, który jest dziś absolutnym priorytetem dla rozwoju marki, jaką chce być Chelsea. Dlatego uważam, że paradoksalnie obecna sytuacja klubu może mu wyjść na dobre.

- Co równie ważne, w sprzedaż klubu zaangażuje się rząd, który w trakcie transakcji będzie mógł wymusić przygotowane przez siebie rekomendacje. Najważniejszą z nich jest tzw. prawo "golden share" dla kibiców, które zwiększałoby ich udział w funkcjonowaniu klubu i dawało im możliwość blokowania szkodliwych dla niego rzeczy. W czasach, gdy coraz większa liczba klubów uzależniona jest jedynie od bogatych właścicieli, dawałoby to odpowiedni bufor bezpieczeństwa w sytuacjach takich jak ta, w której znalazła się Chelsea - rozważa Błaszczak.

Paraliż codziennego funkcjonowania

Nie brakuje też pytań o teraźniejszość Chelsea. Sankcje nałożone na Abramowicza wpłynęły nie tylko na możliwości związane ze sprzedażą klubu, ale też na jego codzienne funkcjonowanie. Mimo że Chelsea otrzymała specjalną licencję, dzięki której wciąż może płacić zawodnikom i dokończyć obecny sezon, to jej ruchy zostały potężnie ograniczone.

Przez zamrożone aktywa Abramowicza Chelsea nie może podpisywać nowych umów. Oznacza to, że klub nie może ani sprzedać, ani kupić nowych zawodników. Nie może też przedłużyć wygasających kontraktów swoich piłkarzy, co oznacza, że liderzy obrony Cesar Azpilicueta, Antonio Ruediger i Andreas Christensen najprawdopodobniej opuszczą klub latem za darmo.

Zamrożenie umów oznacza też, że nie może on sprzedawać biletów na kolejne mecze. Niedzielne spotkanie z Newcastle na jakiś czas będzie ostatnim, które obejrzy komplet kibiców. Na pozostałe przychodzić będzie tylko 28 tysięcy posiadaczy karnetów. Te nie obowiązują jednak na rozgrywki Ligi Mistrzów, co oznacza, że jeśli Chelsea awansuje do ćwierćfinału, to mecz u siebie zagra przy pustych trybunach.  

Do końca maja - bo na razie na tyle nałożono sankcje - klub będzie też miał problemy logistyczne przy planowaniu podróży na mecze wyjazdowe. Budżet na taki wyjazd od czwartku wynosi 20 tysięcy funtów. Tymczasem według nieoficjalnych informacji krajowy wyjazd klubowej ekipy na mecz, który wiąże się z przelotem i jedną nocą w hotelu, w przypadku Chelsea kosztuje od 20 do 30 tysięcy funtów. 

Felicio Brown ForbesWymowne słowa Brzęczka. Niecodzienna historia z gwiazdą w roli głównej

W czwartek plotkowano, że na środowy mecz Ligi Mistrzów do Lille drużyna Tuchela uda się autokarem, ale jednak wiele wskazuje na to, że wyjazd do Francji odbędzie się jeszcze w normalny sposób. Wszystko przez to, że był planowany i opłacony przed nałożeniem sankcji. Problemy pojawią się po ewentualnym awansie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdzie Chelsea będzie mogła wylosować np. Real Madryt lub Bayern Monachium. Wtedy piłkarzy czeka albo długa podróż autokarem albo zrzutka z własnej kieszeni na wyjazd na mecz.

- Dopóki będziemy mieli wystarczającą liczbę koszulek i autokar, by dojechać na mecz, będziemy twardo walczyć - powiedział Tuchel po meczu z Norwich, który jego piłkarze wygrali 3:1. - Chelsea ma zapas pieniędzy na kilka miesięcy, a wydaje mi się, że sprawa zostanie rozwiązana maksymalnie w ciągu miesiąca. Natomiast jeśli okaże się, że wszystko przeciągnie się do końca sezonu, to miałbym lekkie obawy - mówi Błaszczak.

Problemy ze sponsorami i obywatelami

Ze wspomnianymi przez Tuchela koszulkami w czwartek też był już problem. Niedługo przed meczem główny sponsor Chelsea - telekomunikacyjna firma Three - zawiesiła współpracę z klubem, prosząc o usunięcie jej logo z koszulek i reklam na stadionie. Pierwszej prośby Chelsea nie zdążyła spełnić i w czwartek zagrała jeszcze w "starych" koszulkach. W niedzielę z Newcastle logo firmy już jednak nie zobaczymy.

Zerwanie współpracy z Chelsea rozważają też inni sponsorzy. Wśród nich jest m.in. firma odzieżowa Nike, która w 2016 roku podpisała z klubem 15-letnią, rekordową umowę opiewającą na 900 milionów funtów czy produkująca auta firma Hyundai.

Rafał GikiewiczRafał Gikiewicz zmieni klub? Jest dwóch chętnych na Polaka

Z Chelsea pozostanie zaś zajmująca się hotelarstwem i zakwaterowaniem firma Trivago, której logo widoczne jest na strojach treningowych zespołu. W piątek firma poinformowała, że z cierpliwością zaczeka na zmianę właściciela klubu, która według jej informacji, ma nastąpić stosunkowo szybko.

Sankcje dotyczą jednak znacznie szerszego grona niż tylko Abramowicz, jego klub i pierwsza drużyna. Poszkodowani są też "zwykli" pracownicy klubu, których Chelsea zatrudnia około tysiąca. Według "The Athletic" ci mieli dostać jedynie lakonicznego maila od prezesa Bruce'a Bucka, z którego nie wynikało nic konkretnego.

- Ludzie martwią się o swoje posady i nie ma znaczenia, czy mówimy o pracownikach klubowego sklepu czy księgowej. Nikt nie wie, co się dzieje. Nikt nie wie, jaka będzie najbliższa przyszłość. Wydaje się, że nakładając sankcje na Abramowicza, brytyjski rząd nie pomyślał o swoich obywatelach pracujących w Chelsea - "The Athletic" cytuje jednego ze swoich anonimowych rozmówców.

- Na restrykcjach cierpi lokalna gospodarka. Mniej kibiców na trybunach oznacza, że będzie mniej ludzi w pubach, że mniej ludzi kupi jedzenie na mieście. To też wielki problem dla drobnych sprzedawców, ludzi najniżej sytuowanych w społeczeństwie, którzy pracują dla klubu dwa dni w tygodniu, dorabiając do i najniższej krajowej. Cała gospodarka związana z tak dużym przedsięwzięciem jak mecz mocno się skurczy - mówi Błaszczak.

Andrij SzewczenkoZbombardowano wyjątkowe dla Szewczenki miejsce. "Całkowicie zniszczone"

I dodaje: - To wszystko sprawia, że spodziewam się, że sytuacja niepewności, w której jest Chelsea, nie potrwa długo. Rząd nie może pozwolić sobie na takie straty. I nie chodzi tylko o finanse, ale też politykę. Nie tylko kibice, ale też pracownicy i współpracownicy klubu są wyborcami. Sprawne przeprowadzenie sprzedaży klubu nie odbije się na spadku poparcia dla rządzących.

Wszystkim zależy na jak najszybszej sprzedaży

Chociaż klub wciąż może otrzymywać pieniądze z praw telewizyjnych, a także od Premier League i UEFA, to przy obecnych problemach nie wytrzymałby długo. Przy miesięcznych kosztach szacowanych na 50 milionów funtów, bez dodatkowych dochodów budżet klubu momentalnie by się rozsypał. Brytyjskie media szacują, że w takim zawieszeniu Chelsea przetrwałaby zaledwie kilka miesięcy.

To jednak scenariusz najczarniejszy dla kibiców klubu i zarazem najmniej prawdopodobny. Sankcje nałożone na Abramowicza na pewno odbiją się Chelsea mniejszą lub większą czkawką, ale przede wszystkim mają na celu jak najszybsze wypędzenie Rosjanina z klubu. Chociaż nie sposób przewidzieć, co wydarzy się po zmianie właściciela, to na razie priorytet dla klubu i brytyjskiego rządu.

- Z całą pewnością można stwierdzić, że rząd jest otwarty na sprzedaż klubu. Chociaż wymagałoby to nowej licencji i dalszych rozmów ze skarbem państwa, to zdecydowanie jest to do zrobienia - powiedział w czwartek rzecznik prasowy Borisa Johnsona.

Rewolucja w Manchesterze United? 14 zawodników na wylocie z klubuRewolucja w Manchesterze United? 14 zawodników na wylocie z klubu

- Rząd ma wszystkie karty w ręku, ale i jemu, i władzom ligi oraz UEFA zależy, by jak najszybciej doszło do zmiany właścicielskiej. Warunek jest jeden: Abramowicz nie może na tym zarobić. Bank, który został upoważniony do przeprowadzenia transakcji, potwierdził, że żadna z ofert nie została wycofana. Wydaje się, że wszystkim stronom zależy na jak najszybszym przeprowadzeniu operacji - "The Athletic" cytuje jednego z pracowników Raine Group, który ma pośredniczyć przy sprzedaży Chelsea.

- Chelsea znalazła się w sytuacji, z której wszyscy będą chcieli jak najszybciej wyjść. Abramowiczowi na pewno nie zależy na tym, by klub, który z wielką pasją budował przez blisko 20 lat, po prostu się rozpadł. Nowy właściciel natomiast będzie chciał przejąć Chelsea, która wciąż walczy o najważniejsze trofea, a nie musi zmagać się z ujemnymi punktami za problemy finansowe. W interesie rządu nie jest zaś przejmowanie i sprowadzanie na dno klubu, który jest obecnym obrońcą Ligi Mistrzów i aktualnym mistrzem świata. Na końcu są też kibice, którzy zrobią wszystko, by Chelsea dalej normalnie funkcjonowała. I wierzę, że tak właśnie będzie, choć po blisko 20 latach panowania Abramowicza może to być kompletnie inna rzeczywistość - podsumowuje Błaszczak.

Więcej o: