W tym roku świąt nie będzie? Omikron zbiera żniwo w Premier League. Fatalne dane o szczepieniach w lidze

Konrad Ferszter
Zamiast przygotowywać się do meczów w Boxing Day, czyli w 2. dzień Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowy Rok, Premier League zastanawia się nad zawieszeniem rozgrywek. Omicron, czyli nowy wariant koronawirusa, coraz mocniej destabilizuje rywalizację w najsilniejszej piłkarskiej lidze świata.

87 565 - tyle przypadków zakażeń koronawirusem zanotowano w czwartek w Wielkiej Brytanii. To największa liczba zakażeń od początku pandemii. Zjednoczone Królestwo nie radzi sobie z nowym wariantem wirusa - omikronem - co coraz mocniej odbija się na Premier League.

Zobacz wideo eSekcja Sport.pl

Tylko w ciągu ostatniego tygodnia odwołano cztery spotkania ligowe i mecz Tottenhamu z Rennes w Lidze Konferencji Europy, przez co zespół Antonio Conte odpadł z rozgrywek. W sobotę i niedzielę nie obędzie się aż połowa z zaplanowanych meczów w Premier League. Wszystko przez rosnącą w zastraszająco szybkim tempie liczbę zakażonych zawodników. Zawodników, których coraz większa liczba ekspertów wskazuje na głównych winowajców obecnej sytuacji w rozgrywkach.

Premier League znów zawieszona?

Coraz więcej klubów Premier League naciska na zawieszenie rozgrywek na 10-14 dni. Według nich czas ten byłby wystarczający do powstrzymania rosnącej liczby zakażeń wśród zawodników. Byłoby to podobne rozwiązanie do tego, jakie zastosowano w sezonie 2019/20, gdy koronawirus zaczął szaleć w Europie. Wtedy jednak przerwa w rozgrywkach potrwała od 13 marca do 17 czerwca 2020 roku.

W poniedziałek dojdzie do kryzysowego spotkania klubów Premier League, na którym zostanie podjęta decyzja w sprawie rozgrywek. O ile ich organizator chce, by mecze były rozgrywane w miarę możliwości, o tyle silniejsze kluby mocno dotknięte koronawirusem mogą żądać przerwy w rozgrywkach.

Transfer Kyliana Mbappe jest już pewny? Dyrektor sportowy PSG reagujeTransfer Kyliana Mbappe jest już pewny? Dyrektor sportowy PSG reaguje

Na ich czele ma stanąć Manchester United, którego wtorkowy mecz z Brentford i sobotni z Brighton zostały przełożone, bo Ralph Rangnick ma do dyspozycji zaledwie siedmiu zdrowych piłkarzy. By mecz mógł dojść do skutku, drużyna musi liczyć co najmniej 14 graczy pierwszego zespołu włącznie z co najmniej jednym bramkarzem.

Problem dotyczy nie tylko Premier League, ale też niższych lig. EFL, czyli organ odpowiadający za Championship, League One i League Two, zapowiedział, że mecze w tych rozgrywkach będą odbywać się w miarę możliwości, mimo że w ostatnim czasie w tych trzech ligach odwołano łącznie aż 14 spotkań.

- Gdybyśmy mieli jakikolwiek dowód na to, że wstrzymanie rozgrywek na najbliższy weekend, uratuje mecze w czasie świąt, na pewno byśmy to zrobili. W tym momencie nie mamy jednak żadnych przesłanek, które sugerowałyby, że mogłoby tak się stać - w rozmowie z "The Times" powiedział prezes EFL, Rick Parry.

I dodał: - Czym innym byłoby wstrzymane rozgrywek w niedalekiej przyszłości, jeśli sytuacja w kraju i przede wszystkim w klubach się nie uspokoi. Musimy zrobić wszystko, by rozgrywki były możliwie jak najbardziej sprawiedliwe, co w obecnych czasach wcale nie będzie takie łatwe.

Trenerzy nie mówią jednym głosem

Dyskusja na temat możliwości zawieszenia rozgrywek w Premier League zatacza coraz szersze kręgi i ma coraz więcej zwolenników i przeciwników. - Nie mam dobrej odpowiedzi na to, co by było, gdybyśmy zawiesili ligę. Nie wiem, co mógłbym zrobić po dwóch tygodniach przerwy. Według mnie takie rozwiązanie nie byłoby dobre, ale terminarz musi być bardziej elastyczny. Z powodu koronawirusa wypadło nam na razie trzech zawodników, a gramy mecze 26 i 28 grudnia. Z 13 dostępnymi zawodnikami to nie do ogarnięcia. Jest wiele pytań, a tak mało odpowiedzi - powiedział w czwartek trener Liverpoolu, Juergen Klopp, który w meczu z Newcastle United nie mógł skorzystać z zakażonych Virgila van Dijka, Fabinho i Curtisa Jonesa.

Znacznie ostrzej wypowiedzieli się inni menedżerowie. - Liczba meczów i bliskość kontaktu nie sprzyjają ani zawodnikom, ani sztabom. Zwłaszcza w okresie świątecznym piłkarze mają bardzo mało czasu na regenerację, przez co są bardziej podatni na wirusa - powiedział trener West Hamu United, David Moyes.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

- Nie sądzę, że kibice chcą oglądać ligę, w której nie odbywa się połowa meczów. Liga w ten sposób traci wiele i rodzi się wokół niej poczucie niesprawiedliwości. Władze powinny podjąć odważną decyzję, która tę sprawiedliwość by przywróciła - to z kolei słowa trenera Newcastle United, Eddiego Howe'a.

W podobnym tonie, jednak jeszcze ostrzej, wypowiedział się trener Brentford, Thomas Frank. - Odwołajmy wszystkie mecze w najbliższy weekend. Rozgrywanie połowy spotkań nie ma sensu - stwierdził.

Chociaż eksperci medyczni na Wyspach przewidują dalszy wzrost zachorowań na koronawirusa, to na poniedziałkowym spotkaniu klubów Premier League ma zaproponować kontynuowanie rozgrywek bez przerwy. Największą obawą związaną z potencjalnym wstrzymaniem rozgrywek jest napięty do granic możliwości terminarz. Przy ewentualnym zawieszeniu ligi, prawdopodobnie trzeba byłoby wydłużyć ją w maju, co z pewnością nie spodobałoby się federacjom, które w czerwcu mają zacząć grę w Lidze Narodów.

Najlepszym przykładem problemów z terminami na ewentualnie przekładane mecze jest Chelsea. Zespół Thomasa Tuchela w czwartek przeciwko Evertonowi zagrał bez zakażonych Romelu Lukaku, Timo Wernera, Mateo Kovacicia i Calluma Hudsona-Odoia. Omikrodon dotknął też Bena Chilwella, ale on i tak nie zagrałby z powodu kontuzji kolana. Chelsea nie może jednak pozwolić sobie na przekładanie meczów, bo wciąż rywalizuje na pięciu frontach: Premier League, Lidze Mistrzów, Pucharze Ligi, Pucharze Anglii oraz Klubowych Mistrzostwach Świata FIFA, które czekają ją na początku lutego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

- Mógłbym szukać wymówek, ale na wiele rzeczy nie mam wpływu. Wolę koncentrować się na dostępnych zawodnikach i przyszłych meczach - powiedział Tuchel.

Co zrobić z niezaszczepionymi?

Premier League zdaje się wierzyć we wprowadzone przez siebie zaostrzone zasady sanitarne. Każdy, kto chce wjechać do ośrodka treningowego własnego klubu, może to zrobić dopiero po wykonaniu szybkiego testu na obecność koronawirusa. Dokładniejsze testy PCR wykonywane są w klubach dwa razy w tygodniu. Mimo że na razie nikt nie myśli o powrocie do "bańki" czy zamykaniu stadionów, to rządzący ligą niemal codziennie apelują do zawodników o ograniczenie kontaktów towarzyskich.

Coraz częściej mówi się też o szczepieniach. A raczej ich braku u wielu zawodników. W czwartek EFL wydało oficjalny komunikat, w którym ujawniło dane dotyczące zaszczepienia przeciwko COVID-19 wśród piłkarzy. Okazało się, że 59 procent zawodników jest po dwóch dawkach szczepionki, a 16 procent ma niebawem otrzymać drugą dawkę. Okazuje się, że 25 procent graczy lig należących do EFL nie zamierza przyjmować preparatu przeciwko koronawirusowi.

Jeszcze gorzej te liczby mają wyglądać w Premier League. Według nieoficjalnych informacji zaledwie w 7 z 20 klubów poziom zaszczepienia wynosi powyżej 50 procent. W dwóch z pozostałej trzynastki poziom zaszczepienia nie osiągnął nawet 20 procent! Chociaż klub oficjalnie temu zaprzeczył, to już w październiku "The Times" poinformował, że jednym z najgorszych pod tym względem jest Manchester United.

Niemożliwe? A jednak. Eden Hazard coraz bliżej zmiany klubuNiemożliwe? A jednak. Eden Hazard coraz bliżej zmiany klubu

Źródła dziennika podają, że w lidze tworzy się coraz większe napięcie między klubami, w których niemal wszyscy zawodnicy są zaszczepieni, a między tymi, w których piłkarze szczepić się nie chcą. Chociaż Klopp już dawno apelował do graczy, by ci ufali lekarzom i specjalistom medycyny, to wielu wciąż nie chce się zaszczepić z powodu rosnącej liczby ataków serca na stadionie czy rzekomych problemów z płodnością, które mają być związane z preparatami na koronawirusa.

Chęci u tych zawodników z pewnością nie zwiększą przypadki m.in. van Dijka, Fabinho czy Lukaku, którzy otrzymali pozytywne wyniki testów, mimo że są dwukrotnie zaszczepieni. W Premier League jednak coraz mocniej zastanawiają się, co zrobić z niezaszczepionymi zawodnikami. Bo to oni w dużej mierze destabilizują rozgrywki.

Prawo na Wyspach obliguje każdą niezaszczepioną osobę do kwarantanny po kontakcie z zakażonym. Tego samo nie muszą robić ludzie, którzy przyjęli dwie dawki szczepionki. To m.in. dlatego na jednej z ostatnich konferencji prasowych Steven Gerrard stwierdził, że Aston Villa w zimowym okienku będzie mocno zastanawiała się nad sensem sprowadzania niezaszczepionych zawodników.

"Wszystkie kluby powinny żądać, by ich zawodnicy byli zaszczepieni. Piłkarze powinni słuchać lekarzy i ekspertów, a nie mediów społecznościowych i ludzi, którzy snują teorie spiskowe. Jeśli nie chcesz się zaszczepić, siedź w domu, bo jeśli "bańka" nie zadziała, piłka nożna umrze. Sport zawodowy stoi nad przepaścią i to właśnie wasza wina" - napisał w "The Times" Henry Winter.

I dodał: "Leeds, Brentford czy Wolves pokazały, że dobra współpraca z drużyną jest możliwa. Wszyscy powinni iść w tym kierunku. Ci, którzy tego nie chcą, nie powinni otrzymywać pensji. Nawet jeśli to drakońska kara, to piłkarze muszą zrozumieć, że kraj boryka się z wielkimi problemami. A jeśli kraj, to też dyscyplina i kluby, dzięki którym zarabiają wielkie pieniądze".

Więcej o: