Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Szok w Premier League. Przerażające wiadomości do piłkarzy. Aż trudno cytować

- Jak mam wytłumaczyć czarnoskóremu zawodnikowi, że wpis z pirackim wideo jest usuwany w kilka minut i konto jest zawieszane, a wiadomości z rasistowskim przekazem wiszą godzinami i nic się nie dzieje? - pyta dyrektor Arsenalu Vinai Venkatesham. Rasizm, seksistowskie komentarze czy życzenia śmierci to internetowa rzeczywistość piłkarzy w Premier League. Anglicy ruszyli na wojnę z hejtem w mediach społecznościowych, tylko czy jest ona do wygrania?

Pierwsza bitwa została przegrana. Nieco ponad tydzień temu angielscy działacze - szefowie federacji, profesjonalnych lig, związków zawodowych piłkarzy, trenerów i sędziów - wysłali list otwarty do Marka Zuckerberga i Jacka Dorseya, szefów Facebooka i Twittera. Nazwali ich portale "rajem dla hejterów" i apelowali o ukrócenie agresji wobec piłkarzy. Uzasadnienie prośby? "Zwykła, ludzka przyzwoitość". Giganci odpowiedzieli komunikatami pełnymi korporacyjnej nowomowy, w których mówili wszystko, jednocześnie nie mówiąc nic. I gdy pojawił się pierwszy realny test, to został on oblany.

Piłkarz walczącego o awans do Premier League Swansea Yan Dhanda był obrażany na tle rasistowskim. Instagram - którego właścicielem jest Facebook - konta hejtera nie usunął, jedynie ograniczył możliwości wysyłania wiadomości oraz tworzenia nowych kont. "Ludzie zasługują na drugą szansę i możliwość nauki na błędach" - argumentował Facebook w komunikacie przesłanym agencji AP. Klub, co nie dziwi, był "zszokowany i zdziwiony pobłażliwością" okazaną przez giganta. "To zatrważające, że Facebook mocniej nie wspiera ofiar hejtu" - pisano.

Zobacz wideo Agent Kamila Grosickiego wyjaśnia sytuację: Na teraz jest tylko jeden temat

Czterech piłkarzy, 3500 rasistowskich wiadomości. "Zrób mi przysługę i zdechnij"

Problem jest potężny. Zawodnicy Brentford już nie klękają przed meczami. Tłumaczą, że będą promować równość rasową w inny sposób, bo wspieranie akcji "Black Lives Matter" w ten sposób nie ma znaczenia. I mają rację. Hejt, także ten rasistowski, jeszcze nigdy nie miał się tak dobrze.

Mówili, że oszust i naciągacz, a on dostał szansę od Guardioli i stał się jego mistrzemMówili, że oszust i naciągacz, a on dostał szansę od Guardioli i stał się jego mistrzem

Dobrze świadczą o tym liczby zebrane przez firmę Signify dla "Daily Mail". Wynika z nich, że tylko w ostatnim miesiącu Harry Kane, Granit Xhaka, Antonio Ruediger i Hector Bellerin otrzymali co najmniej 3,5 tys. rasistowskich i homofobicznych wiadomości. A ta liczba pewnie jest znacznie wyższa, bo nie wliczano wpisów, w których oznaczony był ktoś poza zawodnikiem. 

"Pier... się śmieciu o twarzy małpy. Ja pier..., jak można żyć z tak brudną skórą?", przeczytał we wpisie z emotikonami małpy i kupy 21-letni Reece James, utalentowany obrońca Chelsea.

Wpis Reece'a Jamesa na InstagramieWpis Reece'a Jamesa na Instagramie Twitter

Davinson Sanchez, obrońca Tottenhamu, przeczytał: "Zrób mi przysługę i zdechnij". Xhaka z Arsenalu w ciągu miesiąca otrzymał 2004 hejterskie wpisy. 1374 z nich zawierało obraźliwe treści, również wezwania do dźgnięcia piłkarza nożem.

Groził mu koniec kariery, a teraz zachwyca w Premier League. Groził mu koniec kariery, a teraz zachwyca w Premier League. "Guardiola odkrył w nim instynkt zabójcy"

Jego klubowy kolega Hector Bellerin dostał pytanie: "Czy możesz zabić Xhakę?". Hiszpan, który nie kryje wsparcia dla środowisk LGBT, mógł przeczytać: "pierd... geju i ch... piłkarzu, wypie... z naszego klubu". A po starciu z Tottenhamem (0:2) ktoś napisał: "Ty bezużyteczna pi... Przed meczem z Tottenhamem tweetujesz o wspieraniu gejów, a potem się kompromitujesz. Wypi.. stąd!".

Inny gracz Arsenalu, Willian, opublikował wiadomości z Instagrama: "Wracaj do dżungli, jeb... małpo", "Jesteś beznadziejny, małpo", "Jeb... cię, małpo".

Wpis Williana na InstagramieWpis Williana na Instagramie Instagram

James McClean ze Stoke poprosił o pomoc, gdy dostał na Instagramie wiadomość: "Nie każ mi podkładać ognia pod twoim domem i spalić wszystkich, którzy są w środku".

Po rzekomych błędach sędziemu Mike'owi Deanowi sugerowano, że zostanie odłączony od tlenu, a niektórzy życzyli mu śmierci na Covid-19.

Po tym jak żona Anthony’ego Martiala poinformowała, że po jednym z meczów Manchesteru United jej rodzinie grożono śmiercią, klub zaproponował Francuzowi ochronę domu. Nie była to zresztą pierwsza taka inicjatywa, bo "Czerwone Diabły" już niegdyś zagwarantowały wsparcie i przegląd zabezpieczeń mieszkania wiceprezesowi Edowi Woodwardowi, kiedy pod jego domem odpalono race, a ściany pomazano sprayem. Prawdopodobnie to samo klub zrobi teraz dla napastnika i jego rodziny. – Po meczach spotykamy się z taką ilością hejtu, że to właściwie stało się normą – rozkładała ręce Melanie Martial. 

Mourinho ostro potraktował dziennikarkę. Znów widzi wroga za każdym rogiem. Ten projekt się już kończy?Mourinho ostro potraktował dziennikarkę. Znów widzi wroga za każdym rogiem. Ten projekt się już kończy?

Znormalizowaliśmy hejt. Dla Facebooka i Twittera piłka to margines. Ale winnych da się znaleźć

Do listy dopisać można Romaine'a Swayersa, Axela Tuanzebe z Manchesteru United (klub wydał oświadczenie broniące piłkarzy przed hejtem, skandaliczne wpisy eksponował Rio Ferdinand) i Harry'ego Kane'a, któremu wypomina się żydowskie korzenie. Jose Mourinho sugerował: – Przekroczyliśmy granicę. Coś trzeba zrobić.

Władze Premier League chcą, by Twitter, Instagram czy Facebook były surowo karane za nieusuwanie obraźliwych treści i bardziej wysilały się, by chronić użytkowników. – Walka z nienawiścią w internecie jest dla nas priorytetem – powiedział Richard Masters, prezes Premier League. A głos zabrał nawet Książę William. – Obelgi rasistowskie, na boisku, trybunach, czy w mediach społecznościowych, są podłe i trzeba z nimi skończyć - mówił.

List otwarty do Zuckerberga i Dorseya spotkał się z reakcją Facebooka i Twittera. Giganci zapewniali, że są gotowi na ustępstwa. Ale takie, po których - jak można zakładac - niewiele się zmieni. Możliwości anonimowego hejtowania nie znikną, bo dalej będzie można zakładać nowe konta. W innym wypadku, jak tłumaczyły firmy, wiązałoby się to z naruszeniem wolności słowa. Jedne kluby (jak Manchester United) wydawały komunikaty, inne (jak Brighton) usuwały setki komentarzy, a jeszcze kolejne proponowały bojkot, który związek zawodowy piłkarzy (PFA) zorganizował już w 2019 r. Tylko jaki on ma sens? – W Facebooku czy Twitterze rozmawiają o wpływie na demokratyczne wybory, terroryzm czy znaczenie ruchów antyszczepionkowych. Futbol to tylko mało istotny skrawek ich biznesu – powiedział "Daily Mail" jeden z działaczy klubu z Premier League.

Marcus Rashford wyprzedził legendę Manchesteru United. Marcus Rashford wyprzedził legendę Manchesteru United. "Był czołowym piłkarzem"

Facebook i Twitter argumentowały, że trudno jest zidentyfikować ludzi odpowiedzialnych za krytyczne wpisy, ale to nie do końca prawda. Ośmieszyła ich wspomniana firma Signify. Wygenerowanie raportu nie trwało długo, tak samo jak identyfikacja hejterów. Okazało się, że część z nich posiadała nawet karnety na mecze w Premier League, a wielu było stałymi bywalcami stadionów. Monitoring mediów społecznościowych to koszt rzędu 5 tys. funtów miesięcznie, a korzyści mogą być wymierne.

– Oswoiliśmy hejt – martwi się dyrektor generalny Arsenalu Vinai Vankatesham. Jego klub wprowadził politykę "zero tolerancji". Jeśli zidentyfikuje autora obraźliwych wpisów, wręczy mu dożywotni zakaz stadionowy i zgłosi sprawę na policję. Gdy policja zainteresowała się sprawą skandalicznie obraźliwych wpisów pod adresem Wilfrieda Zahy, okazało się, że piszącym był dwunastolatek.

Objawili się dwaj geniusze piłki. Niepotrzebny strach o futbol po erze Messiego i RonaldoObjawili się dwaj geniusze piłki. Niepotrzebny strach o futbol po erze Messiego i Ronaldo

– Skąd w ludziach tyle nienawiści? – zastanawiał się Cesar Azpilicueta z Chelsea. Bernd Leno z Arsenalu mówi, że przestał czytać "pełne debili" media społecznościowe, gdy ktoś kazał mu "zachować się jak Robert Enke", niemiecki bramkarz, który popełnił samobójstwo...

Media społecznościowe mogą mieć pozytywny wpływ. Trzeba z nich "tylko" odpowiednio korzystać. A z tym jest kolosalny problem. 

Premier League jest bardzo wyczulona na punkcie rasizmu. Edinson Cavani z Manchesteru United został zawieszony na trzy mecze za nazwanie kolegi "negrito" w przyjacielskiej wymianie wiadomości w mediach społecznościowych, choć akurat w Urugwaju ten zwrot nie ma podtekstu rasistowskiego. Bernardo Silva z Manchesteru City został ukarany za porównanie Benjamina Mendy'ego do ciemnoskórej postaci z kreskówek. Nie było tu złych intencji, żart rozśmieszył Francuza, ale Portugalczyk i tak został zawieszony na hitowy mecz z Chelesa i musiał iść na kurs tolerancji. Greg Clarke, wiceprezydent angielskiej federacji (FA), w listopadzie podał się do dymisji po tym, jak w parlamencie nazwał czarnoskórych zawodników "kolorowymi piłkarzami".

Anglicy wywierają presję na rząd, by wprowadził wysokie kary za hejt. Chcą też nakazu weryfikacji kont w mediach społecznościowych. Brytyjski minister cyfryzacji, kultury, mediów i sportu Oliver Dowden podkreślił, że zgodnie z nowym prawem, sieci społecznościowe będą pociągane do odpowiedzialności za rasizm swoich użytkowników. Zapewnił, że Wielka Brytania za internetowych trolli chce się wziąć porządnie. Chodzi o ustawę, która została zaproponowana przez rząd Theresy May jeszcze w roku 2019 r., wedle której firmy mają chronić użytkowników przed obraźliwymi i szkodliwymi treściami (terroryzmem, przemocą, pornografią dziecięcą, rasizmem, dezinformacją itd.). Karą może być nawet do 10 proc. rocznych obrotów, co w przypadku największych firm oznacza miliardy funtów. Ustawa może zostać przyjęta na Wyspach jeszcze w tym roku. Podobne regulacje obowiązują już w Niemczech. Firmy mogą tam zostać ukarane grzywną w wysokości nawet 50 mln euro za publikowanie zabronionych treści. Również w Rosji wchodzi w tym roku w życie ustawa o "suwerennym runecie" (rosyjskim internecie), która zobowiązuje operatorów do monitorowania i blokowania nielegalnych informacji i dostępu do zabronionych witryn. Tyle że w tym przypadku należy to raczej łączyć z chęcią kontroli nad nieprzychylnymi państwu treściami i próbą uniezależnienia się od globalnego internetu.

Po sukcesie akcji Marcusa Rashforda z października 2020 r. na Wyspach przekonują się, że media społecznościowe mogą mieć pozytywny wpływ, ale trzeba z nich odpowiednio korzystać. A z tym jest problem. – Nie będę udostępniać zrzutów ekranu z hejtem. Byłoby to nieodpowiedzialne. Jak możecie sobie wyobrazić, nie ma w tych wiadomościach nic oryginalnego. Moje konto śledzą dzieci o różnych kolorach skóry i nie muszą tego czytać. To media społecznościowe w najgorszym wydaniu. Tak, jestem czarnoskórą osobą i każdego dnia jestem z tego dumny – przekonywał Rashford.

– To, co się dzieje, nie jest normalne. Walczymy, ale sami tej walki nie wygramy. Jak mam wytłumaczyć czarnoskóremu zawodnikowi, że wpis z pirackim wideo jest usuwany w kilka minut i konto jest zawieszane, a wiadomości z rasistowskim przekazem wiszą godzinami i nic się nie dzieje? – zastanawiał się Venkatesham, a podobne pytania zadaje sobie dziś mnóstwo osób nie tylko na Wyspach, bo walkę o równość rozpoczęła też Ligue 1. Francuzi narzekają, że "piłkarze, trenerzy i sędziowie stali się celem dla ludzi chowających się za zasłoną anonimowości". Wezwane do odpowiedzi Facebook i Twitter zadeklarowały, że "zastanowią się nad możliwymi rozwiązaniami".