W niedzielne popołudnie na London Stadium piłkarze Davida Moyesa zmierzyli się z drużyną, która miała bardzo wiele do udowodnienia. "Koguty" Jose Mourinho w ostatnich 11 kolejkach zgromadzili bowiem jedynie 11 punktów, a do tego chciały się zrewanżować West Hamowi za pierwszy mecz obu drużyn, gdy Tottenham prowadził do 82. minuty 3:0, by ostatecznie tylko zremisować 3:3.
Jeśli jednak rzeczywiście zespół Mourinho był podwójnie zmotywowany po ostatnich niepowodzeniach, to na początku tego spotkania zupełnie tego nie prezentował. Już w piątej minucie akcję gospodarzy wykończył "na raty" Michail Antonio i to West Ham szybko wyszedł na prowadzenie.
"Młoty" tego dnia były bardzo konkretne. Oddały jedynie cztery strzały na bramkę Hugo Llorisa, ale wszystkie były celne i groźne dla francuskiego golkipera. Tak też było, gdy pod koniec pierwszej połowy główkował Craig Dawson. Wówczas jednak Lloris znakomicie przeniósł piłkę ponad poprzeczkę. Tottenham też przed przerwą miał swoje szanse. Dwukrotnie próbował chociażby Harry Kane, ale nie potrafił pokonać skupionego w bramce West Hamu Łukasza Fabiańskiego.
Po zmianie stron Tottenhamowi znowu zabrakło koncentracji. Dzięki temu w kontrataku przez defensywę "Kogutów" przebił się Jesse Lingard, po czym mocnym strzałem w długi róg bramki pokonał Llorisa. Pierwotnie ten gol nie został uznany, gdyż pogubił się sędzia-asystent, sygnalizując spalonego, ale o tym nie było mowy i po interwencji VAR było 2:0 dla West Hamu.
Co ciekawe, był to pierwszy i ostatni strzał gospodarzy na bramkę przeciwnika. Od tego momentu Tottenham zaczął bardzo intensywnie atakować w poszukiwaniu gola kontaktowego, a następnie wyrównania, ale piłkarzom Mourinho tego dnia brakowało dokładności. Wystarczy powiedzieć, że z dwudziestu uderzeń na bramkę Fabiańskiego tylko cztery były celne.
Bardzo aktywny w szeregach gości był Gareth Bale. To właśnie Walijczyk najpierw próbował nieskutecznie zaskoczyć polskiego bramkarza, a następnie z rzutu rożnego idealnie dośrodkował na pierwszy słupek, gdzie bardzo ładnym strzałem głową bramkę kontaktową dla Tottenhamu strzelił Lucas Moura.
Problem w tym, że wszystkie kolejne ataki "Kogutów" kończyły się strzałami niecelnymi. Minimalnie pomylił się Harry Kane, w poprzeczkę trafił Gareth Bale i koniec końców ofiarna defensywa West Hamu przyniosła skutek. "Młoty" pokonały Tottenham 2:1 i po raz pierwszy od marca 2016 roku zakończą kolejkę w czołowej czwórce Premier League. Drużyna Davida Moyesa na poważnie włączyła się do walki o grę w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie, będąc aktualnie najwyżej sklasyfikowanym zespołem z Londynu.