Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mówili, że oszust i naciągacz, a on dostał szansę od Guardioli i stał się jego mistrzem

O Juanmie Lillo mówili okropne rzeczy: że oszust i naciągacz, a nie porządny trener. A jednak Pep Guardiola wziął go na swojego asystenta. Guardiola jest szefem, Lillo jego mistrzem i wyrocznią. Razem pędzą po mistrzostwo Anglii. - Bez niego nie bylibyśmy na pierwszym miejscu. Ma fundamentalny wpływ na naszą grę - mówi trener Manchesteru City.

Manchester City jest niepokonany od 23 spotkań, wygrał 17 meczów z rzędu, zajmuje pierwsze miejsce w Premier League, ma 10 punktów nad drugim Manchesterem United, jest jednym z faworytów do wygrania Ligi Mistrzów, awansował też do ćwierćfinału Pucharu Anglii i finału Pucharu Ligi. Zewsząd słychać ochy i achy. A Guardiola po ordery wypycha swojego asystenta - Juanmę Lillo. 

- Jest niesamowity, niezwykle dla mnie ważny. Pomógł nam w kwestiach obronnych i zajął się latynoskimi piłkarzami. Nakierował mnie na odpowiednie tory, potrafi zawsze dopowiedzieć zdanie, którego mi brakuje. Widzi więcej ode mnie. Podczas meczu dostrzega niuanse, których ja nie wychwytuję. Poza tym, zna mnie znakomicie, wie czego potrzebuję w różnych sytuacjach i ma na mnie bardzo dobry wpływ - mówił Guardiola. A w Hiszpanii zachodzą w głowę jak to możliwe. Przecież wydawało się, że Lillo potrafi tylko pięknie opowiadać. Żaden inny trener w historii La Liga nie tracił pracy tak często i tak szybko. 

Zobacz wideo Agent Kamila Grosickiego wyjaśnia sytuację: Na teraz jest tylko jeden temat

Dziesięć meczów u Juanmy Lillo i dziesiątki zapisanych zeszytów 

W 2005 roku Guardiola poleciał dla Juanmy Lillo do Meksyku, by tam - w Los Dorados de Sinaola - dokończyć karierę piłkarską. Mniej jednak chodziło o kopanie piłki, bardziej o podpatrywanie trenera. Tego nieudacznika, "sprzedawcę dymu", jak nazywali go w Hiszpanii, twierdząc, że czaruje słowem, ale na boisku nic z tego wynika. Mówili o nim teoretyk i filozof - to łagodnie. Oszust i naciągacz - to częściej. Ale Guardiola był nim zachwycony. Nie tyle go podpatrywał, co się w niego wgapiał. 

Sebastian Abreu, urugwajski obrońca, siedział wtedy w szatni obok Pepa i nie mógł uwierzyć, że ten po każdym treningu, jeszcze przed wzięciem prysznica, sporządzał obszerne notatki: szkicował ćwiczenia, notował złote myśli Lillo, zapisywał zdania, które powiedział do zespołu. I tak trening po treningu, przez dziewięć miesięcy. Guardiola zagrał raptem w dziesięciu meczach, ale zapisał dziesiątki zeszytów. Zaopatrzony w wiedzę skończył karierę i wrócił do Barcelony trenować rezerwy. Reszta jest historią. 

Groził mu koniec kariery, a teraz zachwyca w Premier League. Groził mu koniec kariery, a teraz zachwyca w Premier League. "Guardiola odkrył w nim instynkt zabójcy"

Po niespełna piętnastu latach futbolowy Einstein znów spotkał się z Picasso. Zamienili się miejscami - Guardiola potrzebował asystenta po odejściu Mikela Artety. Zadzwonił do Lillo, powiedział, że wciąż nie wie wszystkiego o futbolu i dalej chce się od niego uczyć. Tak jeden z najbardziej utytułowanych trenerów namówił do współpracy trenera bez żadnych osiągnięć. Guardiola przerwał negocjacje Lillo z chińskim klubem i namówił na przeprowadzkę do Manchesteru.

I choć jeden jest Baskiem, a drugi Katalończykiem, to tak naprawdę swój trafił na swego. Ich znajomi żartują, że teraz obaj chodzą niewyspani, bo ich dyskusje o futbolu trwają do późna. Tylko Johan Cruyff inspirował Guardiolę bardziej niż Lillo. Mógł nie mieć sukcesów w klubach, Pepowi wystarczał jego nietuzinkowy umysł. Pracował w Hiszpanii, Meksyku, Kolumbii, Chile, Japonii i Chinach. Wszędzie był zwalniany. Za plecami Guardioli jest bezpieczny, a Guardiola z nim za plecami - jeszcze lepszy. 

Poznali się w 1996 roku, gdy Barcelona z Pepem w składzie wygrała 4:2 z Realem Oviedo prowadzonym przez Lillo. Guardiola, mimo wygranej, zachwycił się sposobem gry rywala. Dostrzegł pomysł, innowacyjne wówczas ustawienie 4-2-3-1. Po meczu odnalazł trenera rywali, by podpytać go o kilka aspektów. Chociaż trenował go sir Bobby Robson, on wolał rozmawiać z niespecjalnie znanym trenerem Oviedo. - Uwielbiam twoje zespoły, słyszałem o tobie wspaniałe rzeczy. Pogadamy? - zapytał. - Jak miałbym nie mieć czasu na rozmowę z jednym z najlepszych piłkarzy na świecie? - odparł Lillo.

Mentor Guardioli sam nigdy nie był piłkarzem, za to już jako siedemnastolatek zaczął trenować chłopców niewiele młodszych od siebie. Jeszcze przed trzydziestką awansował z Salamanką do najwyższej ligi. Nigdy w historii nie było tam młodszego trenera. Ale nie dotrwał do końca sezonu. Zresztą, nigdy w La Lidze nie udało mu się rozpocząć i skończyć rozgrywek z tym samym klubem. W 2010 roku spotkali się raz jeszcze. Wtedy już obaj byli trenerami. Barcelona wygrała z Almerią 8:0, następnego dnia Lillo został zwolniony, a Guardiola miał kaca.

Pochettino zaczął remont od piłkarza z traumą. Verratti dał koncert, ale psychicznie jest kruchyPochettino zaczął remont od piłkarza z traumą. Verratti dał koncert, ale psychicznie jest kruchy

Manchester City stojąc zrobił największy krok do przodu 

Początek tego sezonu nie wskazywał na to, że Manchester City ruszy po wszystkie trofea i już zimą zbuduje potężną przewagę w lidze. Jeszcze w połowie grudnia, po 1:1 u siebie z West Bromwich Albion, spadł na dziewiąte miejsce. Guardiola czepiał się, że sędzia doliczył tylko cztery minuty. Dziennikarze krytykowali, że nie wypada trenerowi City narzekać na takie błahostki po spotkaniu z beniaminkiem. Wcześniej przytrafiły się porażki 2:5 z Leicester i 0:2 z Tottenhamem. Zespół Jose Mourinho jest ostatnim, który pokonał Manchester City. Ale Guardiola nie doszedł do ściany po tej porażce. Zaraz po niej jego zespół wygrał aż 5:0 z Burnley i 2:0 z Fulham. Ścianą było wspomniane spotkanie z WBA. - Nie chodzi o wynik. Zremisowaliśmy 1:1, ale moglibyśmy ten mecz wygrać, a moje odczucia byłyby identyczne: nie poznawałem swojego zespołu. Nie podobała mi się nasza gra. Nie chciałem jej oglądać - opowiadał niedawno Guardiola.

Po tym spotkaniu zwołał naradę: Juanma Lillo, Guardiola, jego prawa ręka - Manel Estiarte i dyrektor sportowy Txiki Begiristain zastanawiali się, co dalej. Nie wiedzieli, że w tym samym momencie z inicjatywy Fernandinho spotkali się też piłkarze. I też zgodzili się, że ich ostatnie występy były nie do przyjęcia. Obiecali sobie pracować z jeszcze większą determinacją, dlatego, gdy Guardiola przedstawiał im plan na wyjście z kryzysu, byli już odpowiednio nastawieni. Chcieli się poprawić. - Na naszej naradzie doszliśmy do wniosku, że musimy wrócić do tego, co wdrożyliśmy kilka lat temu, zaraz po przyjściu do klubu. Odświeżyć naszą grę pozycyjną, wykonywać więcej podać, utrzymywać pozycję i mniej biegać z piłką - zdradził Guardiola. - Najważniejsze było jednak zaangażowanie piłkarzy. Porozmawiali i w swoim gronie stwierdzili, że muszą dać więcej od siebie. I zrobili to - dodał trener Manchesteru City.

- Kiedy nie idzie, trenerzy często czują, że ich zespół nie walczy lub nie ma odpowiedniego nastawienia. My nie graliśmy dobrze, bo kiedy mieliśmy piłkę, biegaliśmy za dużo. Wróciliśmy do starych rozwiązań: ustawiliśmy skrzydłowych szeroko i wysoko, mieli być bardziej stabilni. Teraz kiedy mamy piłkę, biegamy mniej. Dopiero, gdy ją tracimy musimy biec, jakby była to ostatnia akcja w życiu - wyjaśniał Guardiola. 

Juergen Klopp na konferencji prasowejJuergen Klopp jest przybity i zgryźliwy. Plaga nieszczęść spadła na Liverpool

Defensywy nie uszczelnił żaden z piłkarzy. Zrobił to dopiero Juanma Lillo

Kluczowe było też uszczelnienie defensywy. To stary problem w Manchesterze City. Guardiola ściągnął Johna Stonesa, Aymerica Laporte’a, przed tym sezonem chciał jeszcze Jose Gimeneza z Atletico Madryt, a ostatecznie sięgnął po Rubena Diasa i Nathana Ake. Problemu nie rozwiązali jednak piłkarze, a Juanma Lillo. Defensywa to jego obszar. Na nim skupiał się od pierwszego dnia w klubie. Efekty przyszły szybko: Manchester City stracił tylko 15 goli w 23 ligowych meczach i 14 razy zachował czyste konto. 

Ale żeby nie było za prosto - Lillo od lat twierdzi, że w piłce nożnej nie ma czegoś takiego jak atak i obrona. Taki podział - jego zdaniem - jest niesłuszny. Tłumaczy to w wywiadzie dla "The Blizzard": - Oczywiście, że nie ma czegoś takiego. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Nie można tego rozgraniczać, bo wyrywa się te rzeczy z kontekstu i nie są już tym samym. Nawet jeśli później planujesz ponownie poskładać te rzeczy w całość. Obrazowo: nie możesz oderwać prawej ręki od ciała Rafy Nadala i trenować tylko jej. Jeśli to zrobisz, po przytwierdzeniu jej może dojść do zachwiania całości. Nie możesz więc ćwiczyć tylko gry obronnej, bo najważniejsze w niej jest to, co zrobisz, gdy już odbierzesz piłkę. Chodzi więc o atak - mówił w 2012 roku. Kilka lat później tzw. "faza przejściowa", którą de facto opisywał, zaczęła odgrywać najważniejszą rolę w piłce nożnej. Za to właśnie Guardiola go uwielbia.