Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Słowa Alexa Fergusona o Liverpoolu stały się symbolem United. Na tę chwilę czekali osiem lat

Ostatni raz przed "derbami Anglii" Liverpool i Manchester United dwa pierwsze miejsca w tabeli zajmowały w 1988 roku. Mecz dwóch największych i najbardziej utytułowanych klubów w Anglii odzyskuje pełny blask. W niedzielę więcej do udowodnienia będzie miał zespół Ole Gunnara Solskjaera, który, chociaż na Anfield Road przyjedzie w roli lidera, to będzie musiał pokazać, że jest w stanie wykonać kolejny krok naprzód. Krok ku odzyskaniu mistrzostwa Anglii po ośmiu latach.

Manchester United i Liverpool łącznie zdobyły 39 mistrzostw Anglii. Pierwsi wygrywali ligę rekordowe 20 razy, drudzy raptem raz mniej. Rywalizacja, która zaczęła się od ekonomicznej bitwy między miastami, z czasem przeniosła się na boisko i stała się jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą częścią historii rozgrywek. Chociaż na początku dominował Liverpool, to po przybyciu do Manchesteru Alexa Fergusona, sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Słowa Szkota o strąceniu klubu z Anfield z "pi******ej grzędy" przeszły do historii, stając się symbolem zmian i wzrostu siły United. Nie tylko w kraju, ale też w Europie.

Zobacz wideo Kłopoty Milika w Napoli. "Wolę w kadrze niegrającego Milika niż grającego regularnie Piątka"

W ostatnich latach rywalizacja obu klubów jednak wyblakła. Chociaż wciąż rozpalała kibiców i budziła zainteresowanie na całym świecie, to brakowało jej sportowych argumentów. Po odejściu Fergusona United popadli w nijakość, którą za kadencji Juergena Kloppa wykorzystał Liverpool. W ostatnich dwóch sezonach "The Reds" dominowali nad rywalem, a ich najmniejsza przewaga w lidze przed "derbami Anglii" wynosiła aż 14 punktów. Przed ostatnim meczem w styczniu zeszłego roku Liverpool miał aż 30 punktów przewagi nad United.

Wydawało się, że to przepaść, której nie da się zasypać w najbliższym czasie. A jednak na niedzielny mecz na Anfield Road to drużyna Ole Gunnara Solskjaera pojedzie w roli lidera z trzypunktową przewagą nad Liverpoolem. United na pierwsze miejsce w Premier League awansował we wtorek, po wyjazdowej wygranej z Burnley (1:0). Ostatni raz zespół z Old Trafford na tym etapie sezonu był w tym miejscu w 2013 roku. Ostatnim, w którym prowadził ją Ferguson.

Drużyna Solskjaera rośnie w imponującym tempie, choć jeszcze niespełna miesiąc temu wydawało się, że dni Norwega w Manchesterze są policzone. Na Old Trafford wytrzymali jednak presję, zachowali spokój i dziś mogą pochwalić się 8 zwycięstwami w 10 ostatnich meczach ligowych. Do pełnej ekscytacji jednak jeszcze daleko. Solskjaer i jego zawodnicy muszą udowodnić, że są w stanie wykonać następny krok. A gdzie znajdą na to lepsze miejsce, jak nie w domu aktualnego mistrza, gdzie przed rokiem ponieśli ostatnią wyjazdową porażkę w Premier League?

Świetny rok, w którym wpadek nie brakowało

Jeszcze na początku grudnia chwalenie United zostałoby uznane za oderwanie od rzeczywistości. Porażki z PSG (1:3) i RB Lipsk (2:3) sprawiły, że zespół Solskjaera odpadł z Ligi Mistrzów, a angielskie media huczały od plotek o rychłym zwolnieniu Norwega. Jego pozycji nie wzmacniała sytuacja w lidze gdzie, choć zespół miał niezłą passę, to wciąż wypominano mu wcześniejsze porażki na Old Trafford z Arsenalem (0:1), Crystal Palace (1:3) czy klęskę 1:6 z Tottenhamem.

Wszystko, co złe, było winą Solskjaera. To właśnie jego uznano za winnego odpadnięcia z Ligi Mistrzów. To Norweg w meczu z PSG nie zmienił upomnianego żółtą kartką Freda, który wyleciał z boiska w 70. minucie. To też Solskjaer wymyślił zbyt defensywną taktykę na mecz w Lipsku, która zdecydowała o katastrofalnym początku spotkania i w konsekwencji o decydującej porażce.

Ale mimo że poważne źródła informowały, iż Manchester United jest po słowie z Mauricio Pochettino i zmiana trenera wydawała się kwestią nie dni, a godzin, to Solskjaer otrzymał publiczne wsparcie od władz klubu. Te, tak samo jak Norweg, wierzyły, że najwyższa forma nadejdzie lada dzień. I nie zawiodły się, bo Manchester United w imponujący sposób zakończył poprzedni rok, który doskonale pokazuje postęp zespołu.

Gdyby zsumować ligowe punkty z 2020 roku, Manchester United zająłby trzecie miejsce w tabeli z punktem straty do Manchesteru City i 12 do Liverpoolu, od którego rozegrał dwa mecze mniej. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że trzech z sześciu porażek zespół Solskjaera doznał w styczniu, przed transferem fenomenalnego Bruno Fernandesa, statystyka robi się jeszcze ciekawsza. Zwłaszcza że w 2019 roku, czyli pełnym pracy Norwega w Manchesterze, drużyna była dopiero piąta z aż 36 punktami straty do Liverpoolu.

Co oczywiste Fernandes wzniósł United na wyższy poziom, ale przy nim rosną też inni. Coraz dojrzalszym i pewnym punktem zespołu jest Scott McTominay, a formę na bardzo wysokim poziomie ustabilizował Marcus Rashford. Z dołka wychodzą też piłkarze najbardziej doświadczeni jak David de Gea, Harry Maguire czy Paul Pogba. Agent ostatniego, Mino Raiola, jeszcze na początku grudnia mówił, że jego klient jest nieszczęśliwy w klubie, z którego chce jak najszybciej odejść. Francuz ostatnio znów jednak przypomina mistrza świata i po bardzo dobrych meczach z Wolverhampton i Aston Villą, został najlepszym graczem spotkania z Burnley, w którym zdobył jedyną bramkę. Dodatkowe opcje w ataku dał drużynie doświadczony Edinson Cavani, którego współpraca z Rashfordem i Anthonym Martialem wyglądała ostatnio imponująco.

"To, co dzieje się w United, jest ekscytujące"

Solskjaer nadał też drużynie charakteru, z którego słynęły zespoły Fergusona. Chociaż Manchester United wygrywał wyjazdowe mecze z Brighton (3:2), Newcastle United (4:1), Evertonem (3:1), Southampton (3:2), West Hamem United (3:1) i Sheffield United (3:2), to każdy z nich zaczynał od straty gola. Liczba punktów, jaką drużyna Solskjaera zdobyła w tym sezonie z niekorzystnej pozycji, jest najwyższa w historii Premier League.

Norweg, choć jest odpowiedzialny za wyniki drużyny, lubi dzielić się swoimi obowiązkami i słuchać innych. W klubowym ośrodku w Carrington Solskjaer stworzył mieszankę, która trafiła do piłkarzy. Ci młodsi mogą rozmawiać z klubowymi legendami, Roy'em Keanem i Ryanem Giggsem, o ich doświadczeniach z gry na Old Trafford. Ci starsi mają do dyspozycji zespół specjalistów od treningu i analityków. Andrew Meredith, który trafił do klubu z niemieckiego FC St. Pauli, jest szefem działu zajmującego się analizą statystyk. David Horrocks wprowadza do treningu przydatne ćwiczenia z innych sportów. Chociaż twarzą wszystkiego jest Solskjaer, to za rozwój drużyny odpowiada zespół ludzi, którzy na co dzień pozostają w cieniu.

- To, co dzieje się w United, jest ekscytujące. Chociaż wszyscy wiedzą, że tego zespołu nie można jeszcze nazwać skończonym produktem, to wszystko jest na odpowiednich torach. Drużyna jest na pierwszym miejscu w tabeli, ma szansę powalczyć o mistrzostwo Anglii. Czy tak się stanie? Nie wiem, ale jestem przekonany, że sam fakt, iż są w grze jest dla kibiców wspaniałym uczuciem - powiedział w podcaście report Sky Sports, James Cooper. 

Przebić sufit

Cooper zauważył kluczową rzecz. Chociaż Manchester United zasługuje na pochwały, to wciąż nie można nazwać go zespołem na poziomie rywali z City i Liverpoolu. I to nie tylko dlatego, że drużyna Solskjaera musiała odrabiać straty w niemal każdym wyjazdowym meczu przeciwko słabszym rywalom. 

Manchester United gra bardzo dobrze, daje kibicom nadzieję na trofea, jednak w kluczowym momencie nie potrafi zrobić kolejnego kroku naprzód. W poprzednim sezonie zespół Solskjaera zagrał w trzech półfinałach: Ligi Europy, Pucharu Anglii oraz Pucharu Ligi. W każdym z nich przegrał, nie będąc nawet blisko awansu do finału. W tym sezonie drużyna z Old Trafford przegrała kluczowe mecze w Lidze Mistrzów, ponownie odpadła też w półfinale Pucharu Ligi z Manchesterem City (0:2). 

Temu, że Manchester United się rozwija, nie sposób zaprzeczyć. Solskjaer i jego piłkarze muszą jednak udowodnić, że są w stanie przebić sufit i wskoczyć na wyższy poziom. Idealna okazja nadarza się już w niedzielę, kiedy minie równo pięć lat od ostatniej ligowej wygranej United na Anfield Road (1:0 po golu Wayne'a Rooney'a - red.). Idealna nie tylko z uwagi na ich wysoką formę, ale też piętrzące się problemy Liverpoolu Kloppa.

- Jesteśmy w doskonałej sytuacji. Wiemy, że czeka nas bardzo trudny mecz, ale jesteśmy na to gotowi. Nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego czasu na to spotkanie. Jesteśmy w dobrej formie, zawodnicy są głodni sukcesów i chcą osiągać coraz więcej. To dla nas wielki test charakteru i jakości - mówił o meczu z Liverpoolem Solskjaer. 

Sytuację Manchesteru United doskonale podsumował jego były zawodnik, Gary Pallister. - Awans na pozycję lidera zaraz po Nowym Roku, to wspaniałe uczucie. To była długa droga, ale jej efekt usprawiedliwia dotychczasowe wymówki Ole. Zespół nie grał dobrze, ale on wiedział, że to się zmieni. Czy mogą zdobyć mistrzostwo Anglii? Na pewno mają na to szanse. Grają efektownie, linia pomocy błyszczy tak samo jak atak. Mecz z Liverpoolem będzie kluczowy. Jeśli go wygrają, wyślą sygnał do niedowiarków, że naprawdę są już gotowi - powiedział Anglik.

Początek meczu Liverpool - Manchester United w niedzielę o godzinie 17:30.