Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wielka przemiana piłkarza Liverpoolu. Chcieli go oddać po roku, dziś jest najlepszy w lidze

Historia Jordana Hendersona w Liverpoolu oparta jest na cierpliwości i wytrwałości. To też lekcja dla młodych piłkarzy, że wszystko, co najlepsze, nie zawsze przychodzi od razu. Anglik jest pierwszym od blisko 40 lat kapitanem Liverpoolu, który rok po roku wznosił puchary za wygranie ligi i Ligi Mistrzów.

Raptem kilkadziesiąt godzin po tym, jak drużyna Juergena Kloppa odebrała medale i trofeum za zwycięstwo w Premier League, na ścianie budynku obok Anfield Road powstał mural z wizerunkiem Jordana Hendersona. "Wszystko jest możliwe. Nigdy nie przestawaj wierzyć" - głosi napis obok Anglika, wznoszącego puchar.

Zobacz wideo Liverpool - Everton 1:0. Curtis Jones na 1:0 [ELEVEN SPORTS]

30-latek jest uwielbiany na Anfield Road. Dziś nikt nie wyobraża sobie zespołu Kloppa bez jego kapitana i lidera. Bez godnego następcy Stevena Gerrarda. Henderson jest najlepszym przykładem na to, że ciężka praca i wiara w nią zawsze zostaną wynagrodzone.

A przecież jeszcze niedawno jego nazwisko utożsamiane było z wieczną porażką. Do zeszłego roku Henderson przegrał z Liverpoolem wszystko: finał Pucharu Anglii w 2012 roku, Premier League dwa lata później, finały Pucharu Ligi i Ligi Europy w 2016 roku oraz Ligi Mistrzów dwa lata temu. Nie szło mu nawet w reprezentacji, z którą na mundialu w Rosji przegrał dwa decydujące o medalach mecze z Chorwacją i Belgią.

Nawet gdy osiem lat temu wygrał z Liverpoolem Puchar Ligi, to nie uważano go za zwycięzcę. Bo to jego Kenny Dalglish ściągnął pierwszego z boiska w wygranym po rzutach karnych meczu z Cardiff. Gdy Henderson siadał na ławce rezerwowych, Liverpool przegrywał 0:1. Dziś jednak Anglik jest zeszłorocznym zdobywcą Ligi Mistrzów, aktualnym mistrzem Anglii i najlepszym piłkarzem tego sezonu według BBC oraz stowarzyszenia dziennikarzy piszących o piłce nożnej.

Mógł odejść po roku

Henderson miał raptem 18 lat, gdy zagrał pierwszy mecz w Premier League. Debiut w reprezentacji Anglii zaliczył dwa lata później. Transfer do Liverpoolu miał jeszcze bardziej napędzić jego karierę. Pomocnik trafił na Anfield Road jako pierwszy wielki transfer Fenway Sports Group, czyli nowych właścicieli klubu. Liverpool miał być znowu potężny, oczekiwania wobec klubu i zawodnika były ogromne. Zdecydowanie za duże dla 21-latka z zaledwie 79 meczami w Premier League.

Liverpool przytłoczył Hendersona, odebrał mu jego wiarę we własne możliwości. Dla spokojnego chłopaka z Sunderlandu transfer na Anfield Road okazał się zbyt dużym krokiem naprzód. Wszędzie mówiono tylko o wydanych na niego 16 milionach funtów i o tym, że kiedyś zastąpi w Liverpoolu Gerrarda. Henderson był w centrum uwagi, a on potrzebował tylko spokoju, by skupić się na pracy.

Na pracy, która w pierwszym roku, delikatnie mówiąc, nie szła mu dobrze. Każda krytyka, od kolegi z drużyny, od mediów, od kibiców bardzo mocno osiadała w jego głowie. - Do dzisiaj pamiętam, jak ciężko zniosłem reakcję Luisa Suareza, który wściekł się na mnie na treningu, że nie podałem mu wystarczająco szybko - powiedział Henderson w rozmowie z Jamiem Carragherem. Krytyka go bolała, ale nie gasiła jego zapału do pracy.

To właśnie podejście do obowiązków uratowało karierę Hendersona w Liverpoolu. Gdy w 2012 roku drużynę przejął Brendan Rodgers, Anglik znalazł się poza jego planami. Rodgers chciał wymienić Hendersona na Clinta Dempseya. W klubie panowało już przekonanie, że transfer młodego pomocnika z Sunderlandu okazał się wtopą. Gdy zawodnik dowiedział się o decyzji trenera, rozpłakał się. Płakał też w rozmowie z ojcem, którego prosił o poradę. Ostatecznie Henderson został na Anfield Road i chociaż w kolejnych latach przegrał wiele, to dziś wreszcie jest piłkarzem, którego Liverpool widział w nim dziewięć lat temu.

"Jego nieobecność odczuwalna bardziej, niż Klopp chciałby to przyznać"

Ale nawet u Kloppa, u którego dziś jest niepodważalnym liderem drużyny, Henderson miał problemy. Zdarzało się, że to na niego spadała niesłuszna krytyka, gdy drużyna pod wodzą Niemca nie grała jeszcze na miarę oczekiwań. Media uderzały w Anglika jakby z przyzwyczajenia. Tak było na przykład w styczniu zeszłego roku, gdy idący po mistrzostwo kraju Liverpool, zaczął tracić przewagę nad Manchesterem City.

Po meczu z Leicester City (1:1) Hendersonowi oberwało się za to, że nie był w stanie godnie zastąpić Trenta Alexandra-Arnolda na prawej obronie. Kilka miesięcy wcześniej byli tacy, którzy uważali, że transfer Fabinho oznacza początek końca Hendersona na Anfield.

Henderson to wszystko przetrwał. Od sezonu 2010/11 tylko David Silva rozegrał więcej meczów w Premier League. Chociaż w obecnych rozgrywkach jego liczby nie zwalają z nóg (cztery gole, pięć asyst), to eksperci na Wyspach nie mieli wątpliwości, kto był najlepszym piłkarzem w Premier League.

Anglik jest nie tylko doskonałym zawodnikiem, ale też wielkim liderem, którego Liverpoolowi brakowało po odejściu Gerrarda. Jego wpływ na zespół jest nieoceniony. Po przegranym dwumeczu z Atletico Madryt w Lidze Mistrzów można było znaleźć opinie, że drużynie Kloppa do awansu zabrakło w pełni zdrowego Hendersona. W rewanżu na Anfield zawodnik miał zagrać z niezaleczoną do końca kontuzją uda, której doznał w pierwszym meczu w Madrycie.

- W trzech z pięciu ostatnich przed kontuzją występach Henderson zaliczył dwa gole i trzy asysty. Jednak postrzeganie jego braku przez liczby w ofensywie byłoby błędem. Po pierwsze, to innego rodzaju defensywny pomocnik od Fabinho: lepiej asekurujący środkowych obrońców, także we własnym polu karnym. Ale Henderson jest też liderem, dorastał na Anfield do tej roli i teraz spełnia ją znakomicie. Każdy trener ceni sobie takiego piłkarza i też trudno oczekiwać, by Fabinho, który zalicza swój pierwszy sezon w Anglii, zawodnikiem z taką charakterystyką z miejsca był - mówił nam przed rewanżem na Anfield Michał Zachodny z portalu "Łączy Nas Piłka".

I dodał: Henderson to też świetna fizyczność, on jedyny wytrzymuje tempo Jamesa Milnera w słynnych już przedsezonowych testach. Mówimy o czymś, czego nie da się zmierzyć, wyliczyć. Najlepszym dowodem jest to, że Fabinho zalicza średnio więcej odbiorów czy przechwytów – ale w przypadku Liverpoolu nieobecność Hendersona była bardzo odczuwalna. Myślę, że nawet bardziej, niż Klopp chciałby to przyznać. 

Krytyka, czyli paliwo do dalszego rozwoju

Dziś Henderson jest zewsząd chwalony. Nie tylko przez dziennikarzy i ekspertów, bo o Angliku ciepło wypowiadał się też m.in. sir Alex Ferguson, który kilka lat temu w swojej biografii stwierdził, nie ma on warunków, by stać się jednym z najlepszych pomocników w kraju.

- Umiejętność wychodzenia z trudnych sytuacji sprawiła, że dziś jest tak dobrym piłkarzem. Często zastanawiamy się, co kształtuje zawodnika. Dla mnie to mieszanka talentu i podejścia do pracy. Jordan jest idealnym potwierdzeniem tej tezy. Kilku innych piłkarzy ma za sobą fenomenalny rok, ale nie mam wątpliwości, że on zasłużył na nagrodę dla najlepszego zawodnika sezonu. Henderson szedł swoją drogą, ciężko pracował i dziś jest w miejscu, w którym zawsze chciał być - powiedział o Angliku Klopp.

- Na boisku ja jestem dobrym policjantem, a Jordan złym. Poza nim jednak nasze podejście całkowicie się zmienia. Henderson jest wtedy nie do poznania. Zawsze uśmiechnięty, pozytywny, szukający kompromisów - tak swojego kapitana opisywał James Milner.

Co na to wszystko sam Henderson? - Dziś rozumiem, że krytyka jest nieodłączną częścią futbolu i całego sportu. Kiedy byłem młodszy, było mi jednak bardzo ciężko to pojąć. Zwłaszcza w tak wielkim klubie, gdzie wpływa na ciebie nie tylko krytyka, ale też ogromne oczekiwania. Najważniejsze jest to, by znaleźć sposób na radzenie sobie z tym. I ja go znalazłem dzięki doświadczeniu. Teraz krytyka jest dla mnie paliwem, które napędza mnie do dalszego rozwoju. 

Więcej o: