Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liverpool świetny nie tylko na boisku, ale też w biznesie. Chcą rzucić wyzwanie Realowi i Barcelonie

Nie tylko na boisku, ale też w biznesie w ostatnich latach świetnie radzi sobie Liverpool. Klub z Anfield Road odbudował swoją markę, która za chwilę może stać się największą na Wyspach.

Ze 184,5 milionów funtów w 2010 roku do 533 milionów w 2019 wzrósł roczny dochód Liverpoolu. W ostatnim czasie klub z Anfield Road imponująco radzi sobie nie tylko na boisku, ale też w biznesie. W latach 2017-2019 Liverpool zanotował niemal taki sam wzrost dochodów (o 168,8 mln funtów), jak we wcześniejszych siedmiu latach (o 179,7 mln funtów).

Zobacz wideo Liverpool - Everton 1:0. Curtis Jones na 1:0 [ELEVEN SPORTS]

To wszystko zasługa nie tylko Juergena Kloppa i jego drużyny, ale też zarządzającej klubem amerykańskiej firmy Fenway Sports Group. A konkretniej Billy'ego Hogana, który odpowiada w klubie za sprzedaż i kontakty ze sponsorami.

Liverpool goni Manchester United

W opublikowanym niedawno raporcie finansowym firmy Deloitte, Liverpool zajął siódme miejsce wśród klubów piłkarskich z największym przychodem w sezonie 2018/19. W rozgrywkach, w których "The Reds" po raz szósty zdobyli Puchar Europy, klub zarobił brutto 604,7 mln funtów. Z angielskich klubów wyżej uplasowały się tylko kluby z Manchesteru: City na szóstym miejscu (610,6 mln funtów przychodu) oraz United na trzeciej pozycji (711,5 mln funtów).

Eksperci zauważają, że przy obecnej sytuacji sportowej i biznesowej tylko kwestią czasu jest, kiedy Liverpool w tym raporcie zacznie deptać po piętach odwiecznemu rywalowi z Old Trafford. Jak więc udało się obudzić i rozruszać "drzemiącego potwora", jakim przez lata był klub z Anfield Road?

Tu trzeba skupić się na Hoganie, który na obecne stanowisko został mianowany w 2012 roku, czyli dwa lata po tym, jak Fenway Sports Group kupiła Liverpool od George'a Gilletta i Toma Hicksa za 300 mln funtów. - Sytuacja wyjściowa klubu nie była dobra. Znaliśmy jednak jego potencjał, a przede wszystkim potężną bazę kibiców na całym świecie - powiedział Hogan w rozmowie z "The Athletic" i przytoczył własną historię z Dżakarty.

- Na miejscu okazało się, że w moim paszporcie nie ma miejsca na tamtejszą wizę i nie mogę opuścić lotniska. Zostałem zabrany do jakiegoś biura, gdzie mężczyzna machał moim paszportem, paląc papierosa i rozmawiając przez telefon. Nie wyglądał na zachwyconego. W końcu zapytał mnie, po co przyleciałem do Indonezji. Gdy odpowiedziałem mu, że w sprawach biznesowych w imieniu Liverpoolu, natychmiast odłożył telefon. "Wielki, wspaniały klub" - powiedział, oddając mi paszport i przytulając na pożegnanie. Do paszportu wbił mi maleńką wizę i było po problemie. Rozpoznawalność największych klubów piłkarskich jest na niewiarygodnym poziomie - opowiedział.

"Przekazali światu, na czym polega ich wyjątkowość"

Praca Hogana zaczęła się od bardzo trudnego zadania, jakim było załatanie dziury po odejściu Adidasa. Niemiecki gigant odzieżowy osiem lat temu odmówił przedłużenia umowy z Liverpoolem, bo jego wymagania finansowe były zbyt wysokie w stosunku do wyników osiąganych na boisku. Sezon 2011/12 "The Reds" zakończyli na ósmym miejscu w Premier League, kolejny o pozycję wyżej.

Hogan jednak nie spanikował, a odejście Adidasa przerodził w swój pierwszy sukces. Komentując rozstanie, klub ogłosił, że firma nie była w stanie sprostać jego finansowym oczekiwaniom i że nie docenia globalnej marki, jaką jest Liverpool. Chwilę później "The Reds" ogłosili podpisanie kontraktu z nieznaną w Europie, amerykańską firmą Warrior Sports. Umowa rocznie warta była 25 mln funtów, czyli ponad dwa razy więcej, niż ta z Adidasem!  Od 2015 roku Liverpool zarabiał już 45 mln funtów rocznie na mocy umowy z firmą New Balance, a od nowego sezonu ubierać go będzie już Nike, który rocznie płacić będzie rekordowe 75 mln funtów za sezon.

Dziś, w dobie historycznych wyczynów zespołu Kloppa, Liverpoolowi na rynku jest dużo łatwiej. Kilka lat temu Hogan musiał jednak wykazać się ogromną wiedzą i umiejętnościami, by przekonywać do siebie kolejnych sponsorów i zainteresować nimi wielką bazę kibiców, która w czasach gorszych wyników drużyny była "zamrożona".

Liverpool musiał odnowić zainteresowanie fanów, którzy przez 30 lat czekali na mistrzostwo Anglii, ale też zwrócić się do tych, którzy w minionych latach woleli sukcesy Manchesteru City czy Chelsea. 

- Ludzie dobrani przez Fenway Sports Group na stanowiska sprzedaży i marketingu okazali się kapitalnymi fachowcami. Zanim oni pojawili się w klubie, jego działania w tym zakresie były kiepskie. Kilka lat temu nie potrafili przekonać do siebie Adidasa, a przecież niedawno ta sama firma biła się o to, by do nich wrócić. Przez lata to Manchester United był największą marką w Anglii, jednak uważam, że dzięki pracy w biurach i drużyny Kloppa na boisku, już niedługo się to zmieni - powiedział Daniela Haddad, specjalista od marketingu sportowego, dla "The Athletic".

I dodał: To, co najbardziej udało im się w ostatnich latach, to przekazanie światu, na czym polega wyjątkowość Liverpoolu. Nauczyli się rozmawiać z potężnymi firmami na temat marki, jaką są, a nie na temat liczb, jakie osiągają w mediach społecznościowych. Te oczywiście są ważne, ale nie najważniejsze dla najbogatszych.

Rzucą wyzwanie Realowi i Barcelonie?

W ciągu ostatnich dziesięciu lat komercyjne dochody Liverpoolu wzrosły z 62 do 188 mln funtów. Oficjalna strona internetowa klubu zasypana jest przeróżnymi sponsorami, których widać też na koszulkach drużyny. Co ciekawe, część z nich nie reklamuje się na strojach meczowych, a na ubraniach treningowych, które również udało się sprzedać.

Liverpool doskonale radzi sobie na boisku, ale też w sprzedaży i komunikacji z kibicami za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jakie są więc jego najbliższe cele? - Chcemy wykorzystywać rozmiar klubu, koncentrując się na takich rynkach, jak USA, Chiny czy Indie, gdzie popularność piłki nożnej wciąż wzrasta - powiedział Hogan.

- Wiemy, że przed nami bardzo trudne zadania i potężna konkurencja, ale nie mamy zamiaru się na niej skupiać. Jeśli wciąż będziemy odnosić sukcesy na boisku i poza nim, to uda nam się podbić nowe rynki - zakończył, rzucając niejako wyzwanie nie tylko rywalom w kraju, ale też w Europie, gdzie komercyjnie od lat rządzą Real Madryt i FC Barcelona.

Więcej o: