Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najdroższy piłkarz w historii Tottenhamu totalnym niewypałem! Może odejść już po roku

Chociaż Tanguy Ndombele latem zeszłego roku stał się najdroższym piłkarzem w historii Tottenhamu, to jego wkład w grę drużyny jest znikomy. Pomocnik, za którego londyńczycy zapłacili Lyonowi 60 milionów euro, już za chwilę może odejść z klubu.

Tanguy Ndombele potrzebował raptem kilkudziesięciu sekund, by błysnąć w barwach Tottenhamu. Francuz zadebiutował w klubie w towarzyskim meczu z Juventusem (3:2), gdy pojawił się na boisku w 63. minucie. I już chwilę później cieszył się z asysty. Ndombele przeciął podanie Matii De Sciglio i popisał się świetnym, prostopadłym podaniem do Lucasa Moury.

Zobacz wideo Tottenham - Middlesbrough 2:1. Wszystkie gole [ELEVEN SPORTS]

Już w pierwszych chwilach w nowym klubie pomocnik zaimponował ruchliwością, wizją i precyzją. Gdy dołożymy do tego gola strzelonego w ligowym debiucie przeciwko Aston Villi (3:1) i asystę w następnej kolejce przeciwko Manchesterowi City (2:2), otrzymamy niemal idealny początek kariery Ndombele w północnym Londynie. Kariery, która dla najdroższego zawodnika w historii Tottenhamu, może jednak skończyć się już za kilka tygodni.

Utalentowany piłkarz czy zwykły leń?

Bo ta historia bajkowy ma tylko początek. Piłkarz, który miał być odpowiedzią Tottenhamu na Paula Pogbę z Manchesteru United czy Kevina De Bruyne z Manchesteru City, za chwilę dołączy pewnie do Roberto Soldado, Davida Bentley'a czy Paulinho, czyli największych wtop transferowych w historii londyńskiego klubu.

Dobry czas Ndombele w Tottenhamie trwał raptem do listopada. To wtedy Jose Mourinho zastąpił zwolnionego Mauricio Pochettino, a mniej więcej w tym samym czasie francuski pomocnik nabawił się kontuzji pachwiny, która nie dawała mu spokoju przez kilka tygodni. Urazy Ndombele, jego nieumiejętność dostosowania się do wymagań Mourinho, ale i nadzwyczajna surowość Portugalczyka w mediach sprawiły, że ich relacje stały się fatalne.

Rok Ndombele w Tottenhamie to mieszanka krótkich błysków na boisku i trudności z przystosowaniem się do fizycznych wymagań Premier League. I o to największe pretensje ma Mourinho. Portugalczyk nie rozumie, dlaczego tak utalentowany zawodnik daje drużynie tak mało. A Ndombele nie rozumie, dlaczego trener ma o to do niego częste i publiczne pretensje.

Eksperci Premier League zadają sobie pytanie: czy Ndombele jest wybitnie utalentowanym piłkarzem, który potrzebuje cierpliwości otoczenia w debiutanckim sezonie, czy bardziej leniem, któremu potrzeba solidnego kopniaka, by dać z siebie to, co najlepsze?

"Wiecznie kontuzjowany"

Wszystko, co najgorsze w relacjach Ndombele z Mourinho, zaczęło się w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. To wtedy zawodnik nie znalazł się w kadrze na mecz z Brighton (2:1), a Portugalczyk jego absencję tłumaczył tak: "Nie jest kontuzjowany, ale nie czuł się też zdolny do gry". Kilka dni później, po porażce z Southampton (0:1), Mourinho na konferencji prasowej wypalił: "Ndombele jest wiecznie kontuzjowany".

Komentarz trenera Tottenhamu miał podzielić szatnię. Jedni mieli uważać, że Francuzowi przyda się mocny impuls do pracy, a inni, że tak delikatne sprawy powinno się rozwiązywać w klubie, po rozmowach ze sztabem medycznym. Chociaż Mourinho publicznie uderzył w swojego piłkarza, to wciąż chciał mu pomóc. To on miał być inicjatorem wdrożenia programu fitness, który poprzez dietę i indywidualne zajęcia, miał pomóc Ndombele w walce z kontuzjami i poprawić jego kondycję.

- Transfer z Ligue 1 do Premier League to bardzo duży krok naprzód. Przystosowanie się do warunków angielskiego futbolu jest naprawdę trudne. Wymagania wobec ciała są zupełnie inne, a część zmian, które musi przeprowadzić, mogą być sprzeczne z cechami, z którymi wychowywał się i grał przez całe życie. Poza tym pamiętajmy, że Ndombele to wciąż bardzo młody zawodnik, który będzie chciał się wykazać, by sprostać wysokim oczekiwaniom. A tego nie da się zrobić, gdy nie jest się w najlepszej formie fizycznej. I to jest błędne koło, bo nim ją osiągnie, dozna kolejnej kontuzji - mówił "The Athletic" Ben Dinnery, zajmujący się analizą urazów u sportowców.

"Musi dawać więcej drużynie"

Dinnery podzielał linię obrony, jaką przyjął Ndombele: to kontuzje nie pozwalają mu grać na miarę oczekiwań. Mourinho widzi jednak więcej i zarzuca zawodnikowi lenistwo. Zresztą nie tylko on. Po meczu z Wolves (2:3) w mediach społecznościowych krążyło wideo, w którym wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Ndombele, truchta za uciekającym mu Pedro Neto.

- Rywal był bardzo szybki. Widocznie nie był w stanie go złapać - bagatelizował sprawę Mourinho, który dał jednak Francuzowi szansę przy niekorzystnym wyniku i na pewno oczekiwał od niego innej postawy w defensywie.

O narastającej w trenerze Tottenhamu frustracji przekonaliśmy się sześć dni później, po zremisowanym meczu z Burnley (1:1). Ndombele dostał szansę w podstawowej jedenastce, ale został zmieniony już w przerwie. - Ktoś tu musi uświadomić sobie, że to jest Premier League. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie dawał nam więcej, bo na razie to zdecydowanie za mało - mówił Mourinho zaraz po meczu w rozmowie ze Sky Sports, nie wymieniając nazwiska piłkarza.

Dużo ostrzejszy był chwilę później na konferencji prasowej. - Uważam, że w pierwszej połowie nie mieliśmy pomocy. Ważniejsze od taktyki jest to, by mieć w składzie zawodnika, który chce piłkę, który nie boi się gry, który uczestniczy w pressingu, który odzyskuje piłki i wygrywa pojedynki. A my tego nie mieliśmy. Muszę podkreślić, że Tanguy miał już wystarczająco dużo czasu, aby wejść na wyższy poziom. Zdaję sobie sprawę, że Premier League jest trudną ligą i niektórzy piłkarze mogą potrzebować znacznie więcej czasu na adaptację do niej. Sądzę jednak, że mając taki potencjał jak on, musi dawać więcej drużynie - mówił Mourinho.

- Ndombele albo nie może, albo nie chce biegać. Żadna z tych rzeczy nie jest dobra - analizował postawę Francuza były obrońca Liverpoolu, Jamie Carragher.

Więcej nie zagra dla Mourinho?

Wydawało się, że Ndombele jest skończony w Tottenhamie. Wtedy jednak przyszła pandemia koronawirusa, która zastopowała rozgrywki. Francuz miał ponad 100 dni na to, by przekonać do siebie Mourinho i rozpocząć nowy rozdział w Tottenhamie. Przez chwilę wydawało się nawet, że piłkarz wykorzystał szansę. W trakcie pandemii Ndombele został przyłapany na indywidualnym treningu w parku z Mourinho. Pomocnik, tak samo, jak kilku innych zawodników, miał pracować nad poprawą fizyczności, łamiąc tym samym zalecenia rządu w sprawie zachowywania społecznego dystansu.

Mourinho publicznie przepraszał za ten wymysł, jednocześnie podkreślając postępy uczynione przez Ndombele. Jego słowa zweryfikowały jednak dwa pierwsze mecze po restarcie ligi, w których Francuz, mimo pięciu zmian, nie podniósł się z ławki rezerwowych. - Wciąż daje nam za mało - krótko oceniał Mourinho.

To miało być za wiele dla Ndombele. W zeszłym tygodniu ESPN poinformował, że zawodnik pokłócił się z trenerem, zarzucając mu niesprawiedliwe traktowanie i zapowiedział, że w jego zespole więcej już nie zagra.

- Gdy widzisz go na boisku, nie potrzeba wiele, by zauważyć jego jakość. Sprawia jednak wrażenie nieco nonszalanckiego w ruchach, przez co ludzie myślą, że nie daje z siebie wszystkiego, że jest leniwy - powiedział o Ndombele były gracz Tottenhamu, Pascal Chimbonda.

I dodał: Ludzie nie lubią zbyt wyluzowanych facetów, a jeśli nie dajesz z siebie wszystkiego dla Mourinho, on wyrzuci cię z drużyny. Gdybym miał możliwość porozmawiania z Ndombele, powiedziałbym mu: "Stary, czas przyspieszyć i udowodnić, na co cię stać. Bądź tym, kim byłeś w Lyonie i pokaż nam wszystkim, że nie myliliśmy się, gdy kupowaliśmy cię za wielkie pieniądze".

Nastolatek, który wszedł na dobrą drogę. I musi na nią wrócić

To nie pierwsze takie problemy w karierze Ndombele. Latem 2016 roku niechlujne podejście do obowiązków mogło zakończyć jego karierę, zanim ta w ogóle się zaczęła. 19-letni wówczas pomocnik był zawodnikiem francuskiego Amiens, które świętowało właśnie awans do drugiej ligi. Ndombele w sukcesie nie miał jednak żadnego udziału, bo w lidze nie zagrał choćby minuty.

Piłkarz miał nie przykładać się do obowiązków i ważyć co najmniej osiem kilogramów za dużo. Jego podejście do obowiązków zmieniła dopiero rozmowa z dyrektorem sportowym klubu, Johnem Williamsem. - Powiedziałem mu, że jeśli chce zrobić karierę, musi zmienić nawyki. Musiał schudnąć i zacząć żyć futbolem każdego dnia - powiedział Williams w rozmowie z "The Athletic".

Rozmowa wychowawcza podziałała. W przerwie między sezonami Ndombele wrócił do Paryża, gdzie rozpoczął pracę z kolegą z dzieciństwa - Nordinem Baarounem - który wziął piłkarza w obroty. - Wrócił do nas po pięciu tygodniach jako inny człowiek i zawodnik. Coś przestawiło się w jego głowie. Nareszcie skupiał się tylko na piłce. Od tamtej pory wiedziałem, że zajdzie daleko - dodaje Williams.

Nikt jednak nie spodziewał się, że talent Ndombele eksploduje tak szybko i że już trzy lata później za rekordową kwotę trafi do Tottenhamu. Zdaje się jednak, że w Londynie wróciły stare demony. Demony, które nie zakończyły jego przygody z futbolem, ale które mogą zakończyć jego krótką karierę w północnym Londynie.

Czytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o: