Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najzdolniejszy uczeń Pepa Guardioli chce pokrzyżować mu plany. Połączyła ich jedna rozmowa

To będzie spotkanie absolwentów. Mikel Arteta, bodaj najzdolniejszy uczeń Pepa Guardioli, usiądzie na ławce Arsenalu. Guardiola, najlepszy uczeń Juana Manuela Lillo, poprowadzi Manchester City. A Hiszpan to jego mentor z dawnych lat, podczas pandemii przygarnięty do sztabu City w roli asystenta. Spotkają się w środę o 21:15, by rozmrozić ligę angielską.
Zobacz wideo

Spotkanie przy ławce rezerwowych na Etihad Stadium będzie jak zjazd absolwentów: Pep Guardiola uczył się futbolu od Juana Manuela Lillo, którego podczas pandemii namówił na dołączenie do sztabu w Manchesterze City, a sam przez ostatnie trzy lata był nauczycielem dla Mikela Artety, który uznawszy w grudniu, że sporo się już nauczył, ruszył przebudowywać Arsenal. Spotkają się po pół roku. Pierwszy raz usiądą na przeciwnych ławkach rezerwowych.

- Miał olbrzymie znaczenie dla mojej kariery trenerskiej i życia osobistego. Dużo się od niego nauczyłem, przeżyliśmy razem znakomite chwile. Były też oczywiście trudne momenty. W każdym razie, jeśli chodzi o to jaką osobą jest Pep, jak się z nim współpracuje, jakie ma wartości, jak traktuje swój sztab i zawodników, mogę mówić tylko pozytywnie - rozpływał się na przedmeczowej konferencji Arteta.

Jak Guardiola poznał Artetę

Kluczowy był pierwszy telefon. Był 2012 rok, Barcelona grała w półfinale Ligi Mistrzów z Chelsea. Pep zadzwonił do swojego młodszego brata Pere, by porozmawiać o zbliżającym się meczu. Rozbierali już grę przeciwnika na najdrobniejsze szczegóły. Pere działa jako agent i też kocha futbol, ale taktyczna obsesja brata momentami go wykańczała, więc skontaktował go ze swoim sąsiadem, który znacznie bardziej lubił słuchać o taktyce. Mieszkał drzwi w drzwi z Mikelem Artetą. Zaczęli rozmawiać. I to nie Pep mówił. Nie dość, że wreszcie pojawił się ktoś, kto potrafił go przegadać, to jeszcze informacje, które miał Arteta - ich szczegółowość, trafność, sposób podania - dały mu poczucie, że ma do czynienia z doskonałym piłkarskim umysłem. Przez całe takich szukał, więc na koniec rozmowy stwierdził, że powinni utrzymywać lepszy kontakt.

Minęły trzy lata. Guardiola wciąż pamiętał tamtą rozmowę. Arsenal przegrał z Bayernem w Lidze Mistrzów 1:5, a mecz był okazją, by mogli się spotkać i spokojnie porozmawiać. Arteta po tym sezonie kończył grać w piłkę, bo przewlekłe kontuzje odbierały mu resztki radości, a Pep negocjował już potajemnie przejęcie Manchesteru City. Rzucił więc niezobowiązująco, że jeśli kiedyś trenowałby jakąś angielską drużynę, to chciałby, żeby połączyli siły.

Pracując w Manchesterze przez trzy lata wygrali dwa tytuły mistrzowskie, dwa Puchary Ligi Angielskiej i jeden Superpuchar Anglii. Dogadywali się, bo Guardiola wciąż powtarza, że jako trener musi otaczać się krytykami, a akurat Arteta nigdy nie miał problemu z byciem w kontrze. Mogli się nie zgadzać, ale byli do siebie podobni. Ta sama taktyczna obsesja, maniakalność i chęć doskonalenia - życiowo momentami niewygodna, ale pozwalająca osiągać spektakularne sukcesy w pracy. Arteta potrafił na przykład wykleić taktycznymi rysunkami cały swój salon. Żona jeszcze się do niego nie przeprowadziła z Londynu, więc mógł poużywać. Odwiedzający go znajomi byli przerażeni: maniak, wariat. Te pięknie pomalowane ściany, tymi gryzmołami. „The Athletic" relacjonuje, że później stawał przed Pepem w gabinecie i rozrysowywał kolejne ustawienia i schematy rozegrania. Dyskutowali. Wreszcie Guardiola doczekał się takiego asystenta. Dosyć miał tych, co grzecznie siadali po drugiej stronie biurka i na wszystko mu przytakiwali. Podzielili się obowiązkami: Mikel był blisko zawodników, wchodził w rolę dobrego policjanta. Nie zdradził przy tym siebie: nie udawał szczególnie miłego i towarzyskiego. Pozostawał konkretny. Przydało mu się sześć języków obcych, którymi mówi.

Guardiola szykował go na swojego następcę. Powtarzał w wywiadach, że to idealny kandydat, by jego wizja futbolu została na Etihad dłużej od niego. Arteta miał być gwarancją kontynuacji. Nie przypuszczał, że odejdzie z klubu jeszcze przed nim, dlatego gdy Mikel powiedział mu, że rozmawiał z Arsenalem i zamierza go opuścić, przyjął to z rozczarowaniem. Najdłużej zajęło im dogadanie się w sprawie Rodolfo Borrella, asystenta Pepa, którego Arteta chciał zabrać ze sobą. Na to Katalończyk się nie zgodził. Wie jak trudno o dobrych asystentów. 

Ucznia zastąpił mistrz 

Guardiola od grudnia nie ściągnął do sztabu nikogo nowego, żeby załatać dziurę po Artecie. Nie wyobrażał sobie w środku sezonu wpuścić do zespołu kogoś z zewnątrz. Nie miałby czasu tłumaczyć, wdrażać i zapoznawać z regułami. Tylko by się frustrował. Dopiero przerwa spowodowana koronawirusem, która nienaturalnie podzieliła ten sezon, dała mu czas. Namówił swojego mistrza - Juana Manuela Lillo, trenera z najpiękniejszymi ustami w Hiszpanii, który zachwycająco potrafi mówić o futbolu, ale później przegrywa na boisku. Teoretyk i filozof - to łagodnie. Oszust i naciągacz - to częściej. Ale Guardiola go uwielbia. To dla niego u schyłku kariery piłkarskiej leciał przez ocean do Meksyku, by zagrać dziesięć meczów i zapisać dziesiątki zeszytów. Złapał kontuzję, ale wciąż towarzyszył Lillo na ławce rezerwowych, zupełnie jakby już był jego asystentem. Podpatrywał i wciąż o coś pytał. Budował swoją wizję futbolu. 

Po niespełna piętnastu latach zamieniają się miejscami. Futbolowy Einstein znów spotyka się z Picasso. I choć jeden jest Baskiem, drugi Katalończykiem, to tak naprawdę swój trafia na swego. Ich znajomi żartują, że teraz obaj będą chodzili niewyspani, bo dyskusje o futbolu do białego świtu, to u nich norma. Mało kto inspirował Guardiolę bardziej niż Lillo. Mógł nie mieć sukcesów w klubach, Pepowi wystarczał jego nietuzinkowy umysł. Pracował w Hiszpanii, Meksyku, Kolumbii, Chile, Japonii i Chinach. Wszędzie inspirował. Paco Jemez, obecnie trener Rayo, mówi, że od Lillo nauczył się, jak kochać piłkę nożną. - Na każdym treningu sprawiał, że uczyłeś się czegoś nowego, choćby sposobu interpretowania futbolu. Z kolei Sebastian Abreu, urugwajski napastnik, który grał w 30 klubach, mówi: - Jest w futbolu taki niewidzialny sukces, który według mnie jest lepszy niż niektóre trofea. To ilu następców wychowałeś. Liczba piłkarzy, którzy wskaże ciebie jako najlepszego trenera z jakim pracowało, też jest dobrą nagrodą. A dla mnie kimś takim jest Lillo. - To najlepszy trener, jakiego kiedykolwiek miałem. Wykracza poza naukę gry, nauczył mnie, jak być człowiekiem. Jest filozofem i doskonałym motywatorem - stwierdził natomiast Argentyńczyk Pablo Piatti.

I z Guardiolą jest podobnie. Kiedy we wrześniu 1996 roku spotkali się po raz pierwszy, Barcelona z Pepem w składzie wygrała 4:2 z Realem Oviedo prowadzonym przez Lillo. Guardiola, mimo wygranej, zachwycił się sposobem gry rywala. Dostrzegł pomysł, innowacyjne wówczas ustawienie 4-2-3-1. Po meczu odnalazł trenera rywali, by podpytać go o kilka aspektów. Chociaż trenował go sir Bobby Robson, a on wolał rozmawiać z niespecjalnie znanym trenerem rywali. - Uwielbiam twoje zespoły, słyszałem o tobie wspaniałe rzeczy. Pogadamy? - zapytał. - Jak miałbym nie mieć czasu na rozmowę z jednym z najlepszych piłkarzy na świecie? - odparł Lillo. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Mentor Guardioli nigdy nie był piłkarzem, natomiast zaczął trenować, gdy miał siedemnaście lat. Już dwanaście lat później awansował z Salamanką do najwyższej ligi. Nigdy w historii nie było tam młodszego trenera. Ale nie dotrwał do końca sezonu. Zresztą, nigdy w La Lidze nie udało mu się rozpocząć i skończyć rozgrywek z tym samym klubem. W 2010 roku spotkali się raz jeszcze. Obaj już byli trenerami. Barcelona wygrała z Almerią 8:0, następnego dnia Lillo został zwolniony, a Guardiola miał kaca.

Przez cztery lata nie znalazł pracy. Wziął go dopiero pogrążony w ruinie kolumbijski Millonarios. Nie dało się tam normalnie pracować, bo pięciu prezesów kłóciło się o władzę, media pisały, ile Lillo zarabia, a ludzie krzyczeli, że to naciągacz. Na 23 meczach się skończyło.

Lillo zaczepił się w reprezentacji Chile jako asystent Jorge Sampaoliego, później był z nim w Sevilli, a ostatnie lata spędził w Japonii i Chinach. Trenował m.in. Vissel Kobe z Lukasem Podolskim, Davidem Villą i Andresem Iniestą w składzie. Protestowali, gdy był zwalniany. Ale przyszedł nowy trener i zdobył mistrzostwo. To dobrze podsumowało karierę Lillo. Nie znajdziecie bardziej chwalonego trenera bez sukcesów. Ale tylko on może dać Guardioli inspirację, a Guardiola jemu - sukcesy. Kończą flirtować i zaczynają poważny związek.

Więcej o: