Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mocarstwowe plany Chelsea! Tylu pieniędzy Roman Abramowicz nie wydał od lat

Nie tylko Hakim Ziyech, ale też Timo Werner, Ben Chilwell i Kai Havertz mogą trafić tego lata do Chelsea. Roman Abramowicz sięga głęboko do kieszeni, by gonić uciekających w lidze i Europie rywali.

Około 275 milionów euro - nawet taką kwotę na wzmocnienia drużyny tego lata może wydać Roman Abramowicz. Chociaż w ostatnich latach rosyjski właściciel Chelsea nie skąpił grosza na nowych piłkarzy (m.in. Mateo Kovacicia, Kepę Arrizabalagę, Jorginho, Christiana Pulisica czy Alvaro Moratę), to takiej ofensywy transferowej na Stamford Bridge nie było od lat. A jeśli wziąć pod uwagę nie tylko kwoty odstępnego, ale też jakość zawodników łączonych z drużyną Franka Lamparda, to można stwierdzić, że Abramowicz wraca do początków swoich rządów w klubie, gdy w dwa lata zbudował zespół za ponad 330 milionów euro.

Zobacz wideo Trwa odmrażanie piłki nożnej. "Jesteśmy najbezpieczniejszym zawodem na świecie"

Wtedy, w cztery okienka, do zachodniego Londynu za gotówkę trafiło aż 21 piłkarzy. Teraz, w ciągu kilku tygodni, miałoby ich być "tylko" czterech. Tylko i aż, bo każdy z nich byłby ogromnym wzmocnieniem zespołu. Na razie pewne jest, że 1 lipca piłkarzem Chelsea zostanie Hakim Ziyech, za którego londyńczycy zapłacili Ajaksowi 40 milionów euro. Ponad 230 milionów mieliby kosztować poważnie łączeni z klubem Timo Werner, Ben Chilwell i Kai Havertz.

Przywrócić niedawny blask

Chociaż z czterech nazwisk Lampard na razie może być pewny tylko jednego, to pozyskanie pozostałej trójki wydaje się bardzo możliwe. W ostatnich latach Chelsea znalazła się w sytuacji, jakiej za kadencji Abramowicza jeszcze nie doświadczyła. W poprzednich dwóch sezonach drużyny Antonio Conte i Maurizio Sarriego nie tylko traciły odpowiednio 30 i 26 punktów do mistrzowskiego Manchesteru City, ale miały też problem z zakwalifikowaniem się do Ligi Mistrzów. W obecnych rozgrywkach wygląda to podobnie. Przed restartem Premier League Chelsea traci do Liverpoolu aż 34 punkty, a niewielka przewaga nad Manchesterem United, Wolverhampton czy nawet beniaminkiem - Sheffield United - nie daje jej pewności udziału w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.

Abramowicz, który przez kosztowny rozwód i odebranie brytyjskiej wizy łączony był nawet ze sprzedażą klubu, chce zadać kłam plotkom i poprzez efektowne inwestycje przywrócić Chelsea niedawny blask. To dlatego Rosjanin zdecydował się przebić Liverpool w wyścigu po Wernera i ruszyć po młodych i utalentowanych Chilwella i Havertza. Cała trójka nie tylko dodałaby drużynie Lamparda wiele jakości, ale też idealnie wpisałaby się w proces odmładzania kadry. 

Teraz, podobnie jak na początku rządów Abramowicza w Chelsea, pieniądze nie byłyby problemem. Dzięki sprzedaży Edena Hazarda i Alvaro Moraty, ale też zakazowi transferowemu w poprzednich dwóch okienkach, klub dysponuje pokaźnymi środkami (wg niektórych źródeł nawet blisko 200 milionami euro). Sytuację poprawić mają też rychłe odejścia Williana i Pedro którzy, choć odejdą za darmo, to zwolnią wysokie tygodniówki.

- Trudno powiedzieć, czy Abramowicz spełnia właśnie każdą zachciankę Lamparda, ale pewne jest, że takie transfery nie odbywałyby się bez wiedzy menedżera. Wydaje się, że czasy, w których Rosjanin sprowadzał do Chelsea Andrija Szewczenkę, gdy Jose Mourinho chciał innego zawodnika, już minęły - mówi Michał Zachodny z portalu "Łączy Nas Piłka".

I dodaje: To nie tylko ewidentne wsparcie menedżera, ale też chęć pokazania siły na tle tych, których Chelsea musi gonić, czyli Liverpoolu i Manchesteru City. To, jak odskoczyli pierwsi, wszyscy widzą. Chwilowa nieskuteczność drużyny Pepa Guardioli sprawiła zaś, że City nie są dziś bliżej Liverpoolu i znacznie dalej od Leicester i Chelsea. Nie zmienia to jednak faktu, że drużyna Katalończyka ma dużo więcej jakości od goniących ją drużyn.

Młodzi nie zawiedli, nowi dodadzą jakości

Ziyech, Havertz i Werner, którzy w tym sezonie strzelili łącznie 54 gole i dołożyli do tego 42 asysty, mieliby dodać siły i tak niezłej ofensywie Chelsea. W obecnych rozgrywkach Premier League więcej bramek zdobyły tylko Liverpool, Manchester City oraz Leicester City. Przybycie nowych zawodników nie musiałoby jednak wcale oznaczać, że obecni liderzy drużyny, czyli m.in. młodzi Mason Mount i Tammy Abraham wypadliby ze składu. - Kadra Chelsea jest szeroka i wyrównana, jednak brakuje w niej liderów, którzy wyróżnialiby się naprawdę dobrymi liczbami. A takich jeszcze mocniej będzie brakować po bardzo prawdopodobnych odejściach Williana i Pedro - mówi Zachodny.

- Jestem przekonany, że żaden z młodych piłkarzy nie zawiódł Lamparda w ostatnich miesiącach. Mount i Abraham, którzy w pierwszym sezonie w Premier League otrzymali tak duże szanse, są liderami drużyny. Trudno więc mówić, by któryś z nich rozczarował. Nie wyobrażam sobie, by obaj młodzi piłkarze, którzy są twarzami zmian w Chelsea, w kolejnym sezonie mieli pełnić mniej istotne role - dodaje.

- Poza tym nie uważam Wernera za bezpośredniego konkurenta dla Abrahama. To zupełnie inny napastnik, który będzie stanowił uzupełnienie braków w ofensywie Chelsea. Podobnie jest w przypadku Mounta, którego największym atutem jest to, że może grać na kilku pozycjach, o czym niejednokrotnie mówił sam Lampard. Nie jest więc tak, że Ziyech i Mount nie będą mogli grać razem. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę ustawień, jakie trener Chelsea stosował w tym sezonie, czyli 4-3-3, 4-2-3-1 czy 3-4-2-1. Takie możliwości trenerowi dają uniwersalni piłkarze i transfery Ziyecha i Wernera, czyli zawodników wielowymiarowych, pokazują, że Chelsea chce podążać tą drogą.

Co z defensywą?

O ile drużyna Lamparda nie ma w tym sezonie większych problemów ze strzelaniem goli, o tyle znacznie gorzej jest z ich traceniem. Pod tym względem Chelsea zajmuje dopiero 9. miejsce w lidze, a skuteczniejszą defensywą może pochwalić się m.in. dopiero 11. w tabeli Crystal Palace. W tym kontekście może więc nieco dziwić, że londyńczycy ruszają po zdecydowane wzmocnienia w ofensywie, a jednym obrońcą, który zresztą wg "The Athletic" ma być priorytetem dla Lamparda, jest Chilwell, czyli lewy obrońca Leicester.

- Oczywiste jest, że największe braki Chelsea ma na środku obrony. Tam, po odejściu Davida Luiza, brakuje lidera, który potrafiłby trzymać dyscyplinę formacji. Brazylijczyk oczywiście popełniał błędy, ale podobnych cech nie widać na razie u Antonio Ruedigera czy Kurta Zoumy. Obaj, tak samo jak Fikayo Tomori, mają duży potencjał, ale przez wspomniany brak dyscypliny, Chelsea często traciła bramki po prostych, czasami szkolnych błędach - mówi Zachodny.

I wyjaśnia: Niewykluczone jednak, że ten sezon traktowany jest też jako przejściowy w dopracowywaniu szczegółów, np. pressingu. Być może Lampard po prostu wierzy, że z tymi piłkarzami, których już ma, gra będzie wyglądała lepiej w następnym sezonie. Poprawa zresztą już nastąpiła, bo jeśli przypomnimy sobie pierwszy mecz Chelsea z Manchesterem United (0:4) i błędy, jakie popełniali londyńczycy, to widać, że i w defensywie stopniowo się rozwijają. Na początku rywale nie mieli problemów z omijaniem pressingu Chelsea, ale niedawne zwycięstwa z Liverpoolem, Tottenhamem czy Evertonem wzięły się m.in. z płynniejszej gry londyńczyków nie tylko przy piłce, ale i bez niej.

Chociaż kibice Chelsea, m.in. dzięki zapowiadanym transferom, mogą już być myślami przy kolejnym sezonie, to bardzo ważne, a może i kluczowe być to, co wydarzy się jeszcze w tym. Drużyna Lamparda musi bowiem obronić miejsce, dające prawo gry w Lidze Mistrzów. Londyńczycy rozgrywki wznowią w niedzielę, kiedy na wyjeździe zagrają z Aston Villą.

Czytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .