Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Tak wygląda trening Fabiańskiego. "Łukasz jak to zobaczył, kupił pracownikom wózek"

- W domu nie było tak źle, bo mój syn bardzo chętnie grał ze mną w piłkę. Do gry używaliśmy bardzo lekkiej, nadmuchiwanej piłki, która latała we wszystkie strony. W pewnym momencie bardzo mi się to spodobało, bo uznałem, że to całkiem przydatny trening - opowiada Łukasz Fabiański w wywiadzie dla portalu "The Athletic".

Łukasz Fabiański strzela, Łukasz Fabiański broni. Od opisu kuriozalnego treningu polskiego bramkarza rozpoczyna się jego wywiad dla portalu "The Athletic". - To dość dziwne, bo nie chcesz uderzać tak, by strzelić sobie gola. Z jednej strony to zabawne, bo chociaż chcesz utrudniać sobie zadanie, to okazuje się to niemożliwe - mówi Fabiański, który w długiej rozmowie opowiedział m.in. o sposobach na trening w czasie pandemii i powrocie Premier League.

Zobacz wideo

Dzięki stopniowemu znoszeniu obostrzeń dla piłkarzy na Wyspach bramkarz West Hamu United może już trenować w klubowym ośrodku z innymi zawodnikami. Wcześniej o formę dbał w domu, a konkretniej w przylegającym do niego ogrodzie. 

Zobacz wideo Co dalej z ligą angielską? Na szali 750 mln funtów. Rozmowa z Łukaszem Fabiańskim

- W domu nie było tak źle, bo mój syn bardzo chętnie grał ze mną w piłkę. Do gry używaliśmy bardzo lekkiej, nadmuchiwanej piłki, która latała we wszystkie strony. W pewnym momencie bardzo mi się to spodobało, bo uznałem, że to całkiem przydatny trening - śmieje się Fabiański.

W czasie zawieszenia rozgrywek Polak nie tylko trenował. Jak przyznał w wywiadzie, zajmował się też trawą w ogrodzie, która ucierpiała od jego treningów i częstego rzucania się. - Była całkowicie zniszczona, ale odkąd wróciliśmy do treningów w klubie, prawie wcale z niej nie korzystam. Myślę, że od tego momentu mocno koncentruję się nad tym, by ją 'naprawić'. Idzie dobrze, sądzę, że niedługo pokażę efekty moich działań - mówi.

"Chcę mieć pewność, że na wznowieniu ligi nikt nie ucierpi"

Jak Fabiański zapatruje się na powrót rozgrywek? - Sam nie wiem, co o tym sądzić. Po prostu chcę mieć pewność, że na wznowieniu ligi nikt nie ucierpi. Powrót Premier League powinien mieć tylko pozytywne efekty. Wszyscy wiemy jednak, że istnieje ryzyko - mówi Polak.

I dodaje: Opiszę to na własnym przykładzie. W trakcie meczu często pluję w rękawice, by mieć pewniejszy chwyt. Dla bramkarzy to zupełnie normalne. Za każdym razem, gdy łapię piłkę, coś może na niej zostać. Później sędzia gwiżdże rzut wolny, zawodnik z pola bierze piłkę w ręce, a później dotyka swojej twarzy. To normalna boiskowa sytuacja, która niesie za sobą spore ryzyko. Na takie wątpliwości nie uzyskamy jednak kompletnej odpowiedzi i wyjaśnień.

- Cała sytuacja jest naprawdę trudna, ale na powrót przygotowuję się jak do normalnych meczów. Nie chcę myśleć o ryzyku i skutkach ubocznych. Nie mogę podejść do meczu z innym nastawieniem, z większą ostrożnością, bo są momenty, w których jako bramkarz muszę przejąć kontrolę nad boiskową sytuacją. W trakcie gry jest wiele sytuacji, w których zderzam się z innymi zawodnikami, ale to część mojej roli. Rozumiem okoliczności, ale nie chcę i nie mogę zmienić swojego stylu i podejścia.

Po 29 kolejkach Premier League West Ham United zajmuje 16. miejsce z 27 punktami na koncie. Zespół Fabiańskiego, znajdujące się w strefie spadkowej Bournemouth, wyprzedza tylko dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu. 

- To frustrująca sytuacja, bo mieliśmy bardzo dobry początek sezonu. Byłem też zadowolony ze swojej formy, a później przydarzyła mi się kontuzja, która wykluczyła mnie z gry na blisko trzy miesiące. Wiadomo, że urazy się zdarzają, ale ten był wyjątkowo bolesny, bo całkowicie zerwałem mięsień w biodrze. Przez długi czas nie mogłem wykonywać dalekich kopnięć, co dla bramkarza jest bardzo istotne. Pozytywem przerwy w rozgrywkach było to, że mogłem spokojnie popracować nad wzmocnieniem tego mięśnia - mówi Fabiański, który do gry wrócił 28 grudnia i już w trzecim meczu zszedł z boiska z odnowionym urazem. Nawrót kontuzji na szczęście nie okazał się groźny i przez niego Polak stracił dodatkowo tylko dwa spotkania.

Pomoc, o której nie mówi

Wywiad kończą opowieści o tym, jak Fabiański lubi pomagać innym ludziom. Autor przypomina, jak Polak pomógł zakończyć zbiórkę pieniędzy organizowaną przez jego pierwszy klub - Polonię Słubice - oraz przytacza historię z czasów gry Polaka w Swansea. O tej drugiej nikt wcześniej nie napisał.

"Pewnego dnia Łukasz zauważył, że pracownicy klubu z trudem przenoszą cały sprzęt na boisko treningowe. By im pomóc, kupił im wózek na akumulator. Nigdy nie chciał opowiadać o tej historii" - czytamy.

- To prawda - przyznaje Fabiański. - Wydaje mi się, że często pomagam ludziom i nie mam z tym problemów, ale nie lubię o tym mówić publicznie. Ośrodek treningowy Swansea ma wiele górek. Dla odpowiadającej za stroje Sue, jako kobiety... Uważam, że łatwiej jej było z wózkiem, więc po prostu chciałem pomóc - kończy.