Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Największa sensacja w historii futbolu! Bardziej prawdopodobne było odnalezienie potwora z Loch Ness

Od mistrzostwa Leicester City w sezonie 2015/16 brytyjscy bukmacherzy bardziej prawdopodobne uważali odnalezienie żywego potwora z Loch Ness lub Elvisa Presleya. Drużyna Claudio Ranieriego spowodowała jednak prawdopodobnie największą sensację w historii piłki nożnej.

5000/1 - tak szanse Leicester City na zdobycie mistrzostwa Anglii w sezonie 2015/16 oceniali bukmacherzy na Wyspach. Według nich bardziej prawdopodobne było m.in. odnalezienie potwora z Loch Ness (500/1), zwycięstwo sir Alexa Fergusona w "Tańcu z gwiazdami" (1000/1), odnalezienie żywego Elvisa Presleya (2000/1) czy wybór Kim Kardashian na prezydenta USA (2000/1).

Zobacz wideo Trwa odmrażanie piłki nożnej.

Kursom bukmacherów trudno było się jednak dziwić. Nikt nie mógł przewidzieć, że angielskich krezusów pogodzi drużyna, która rok wcześniej ledwo obroniła się przed spadkiem z Premier League. Nikt nie mógł stawiać na zespół z szóstym najniższym budżetem płacowym w lidze. Nikt nie mógł stawiać na drużynę prowadzoną przez trenera, który kilka miesięcy wcześniej stracił posadę selekcjonera reprezentacji Grecji po kompromitującej porażce 0:1 z Wyspami Owczymi w eliminacjach Euro 2016.

A jednak Leicester napisało cudowną bajkę i zdobyło pierwsze w historii mistrzostwo Anglii. Zespół Claudio Ranieriego zaszokował świat - spowodował prawdopodobnie największą sensację w historii piłki nożnej.

Mistrzostwo za drobne

"Zdobyliśmy mistrzostwo, a nie kupiliśmy" - szczycili się kibice Leicester, świętując zdobycie tytułu. Fani "Lisów" chętnie odwoływali się do budżetu swojego klubu, bo po raz pierwszy w historii Premier League zdarzyło się, by mistrz Anglii nie zajmował miejsca w pierwszej piątce ligi pod względem wysokości płac. Leicester było tu na szarym końcu. Na pensje piłkarzy mniej wydawały wtedy tylko Newcastle United, West Bromwich Albion, Norwich, Bournemouth oraz Watford. Budżet płacowy klubu z King Power Stadium był równy mniej więcej jednej czwartej wydatków ówczesnego mistrza - Chelsea.

Ale nie tylko niski budżet oraz przeszłość sprawiały, że w sezonie 2015/16 w Leicester widziano kandydata do spadku. Pozycji drużyny nie wzmacniał też Ranieri, który latem zastąpił na stanowisku Nigela Pearsona. Szkoleniowiec ten, z krótką przerwą, pracował w Leicester przez blisko sześć lat. W tym czasie uchronił zespół przed spadkiem do League One, awansował z nim do Premier League po raz pierwszy od dekady i utrzymał w niej w debiutanckim sezonie.

To było jednak za mało, by utrzymać posadę. Miejsce uwielbianego przez kibiców Pearsona zajął Ranieri, czyli trener, który w tamtej chwili nie miał na koncie żadnego mistrzostwa kraju, a jego największym sukcesem było zdobycie pucharów Włoch i Hiszpanii oraz Superpucharu Europy z Valencią. W Anglii Ranieri został zapamiętany jako pierwszy menedżer zwolniony przez Romana Abramowicza z Chelsea i jako ten, którego miejsce z powodzeniem zajął Jose Mourinho. Portugalczyk zresztą niejednokrotnie uszczypliwie zwracał się do poprzednika na konferencjach prasowych, wyśmiewając jego szkoleniowy dorobek. 

- Ranieri, naprawdę? Claudio Ranieri? Nie wierzę - rozczarowania wyborem nowego menedżera Leicester nie krył Gary Lineker, kibic klubu, były reprezentant Anglii, dziś ekspert BBC.

Kulejąca defensywa

Zatrudnienie Włocha okazało się jednak strzałem w dziesiątkę. Ranieri, który przez skłonność do rotacji w składzie i zmian ustawienia w Chelsea dorobił się ksywki "majsterkowicz", w Leicester pracę rozpoczął spokojnie. Chociaż Włoch odszedł od stosowanego przez Pearsona ustawienia z trzema obrońcami, to na pierwszy mecz ligowy w podstawowej jedenastce wystawił tylko jednego nowego zawodnika - Shinjiego Okazakiego.

Mimo że w mistrzowskim sezonie Leicester zasłynęło z doskonałej gry z kontrataku, a wynik 1:0 w pewnym momencie stał się ich znakiem rozpoznawczym, to początek rozgrywek nic takiego nie zwiastował. Chociaż po sześciu kolejkach zespół Ranieriego zajmował czwarte miejsce z 12 punktami na koncie, uwagę zwracała duża liczba straconych przez niego goli. "Lisy" straciły dziewięć bramek, co było najgorszym wynikiem w czołówce tabeli. Lepiej broniły nawet zajmujące 12. miejsce West Bromwich Albion czy Southampton, które były cztery pozycje niżej.

Ranieri wiedział, że kluczem do utrzymania się w lidze będzie uszczelnienie defensywy. Pierwszy krok ku temu wykonał w przerwie szóstej kolejki, gdy Leicester przegrywało na wyjeździe ze Stoke 0:2. To wtedy Włoch po raz pierwszy przesunął na środek pomocy N'Golo Kante, do maksimum wykorzystując jego umiejętność odbioru piłki. Mecz zakończył się remisem 2:2, a w drugiej połowie Ranieri odkrył optymalne ustawienie linii pomocy.

- Gramy trójką w środku pola. Centralną postacią jest Danny Drinkwater, a po jego bokach biega Kante - śmiał się asystent Ranieriego, Steve Walsh. Duet ten na skrzydłach wspierali Mark Albrighton i Riyad Mahrez, a pod jedynym napastnikiem - Jamiem Vardym - podwieszony był Okazaki.

Kluczowe zmiany

Kiedy wydawało się, że Leicester jest o krok od odnalezienia optymalnego ustawienia, zespół poniósł pierwszą porażkę w lidze. I to porażkę nie byle jaką, bo aż 2:5 z Arsenalem na własnym stadionie. Po tamtym meczu zespół Ranieriego, do spółki z West Hamem, miał najwięcej strzelonych goli w lidze (15), jednak tylko ostatni w tabeli Sunderland stracił ich więcej (16). 

Trener Leicester, który za pierwsze czyste konto obiecał swoim piłkarzom pizzę, wciąż nie mógł wywiązać się z zakładu. Co więcej, musiał zacząć się martwić pozycją drużyny. Po porażce z Arsenalem "Lisy" spadły na ósme miejsce w tabeli. Jak się okazało, następnej porażki Leicester doznało dopiero w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia.

Co okazało się kluczowe dla poprawy gry i wyników drużyny? Wymiana bocznych obrońców. Ranieri odstawił od składu grających odpowiednio na lewej i prawej stronie defensywy Jeffreya Schluppa oraz Ritchiego De Laeta. Obaj, przyzwyczajeni do roli wahadłowych w ustawieniu z trójką środkowych obrońców, często biegli do przodu, zostawiając samych sobie wolnych i nieruchliwych stoperów - Wesa Morgana i Roberta Hutha. Ich braki boleśnie uwypuklili skrzydłowi Arsenalu - Alexis Sanchez i Theo Walcott, zdobywając tamtego dnia cztery z pięciu bramek.

Miejsce Schluppa i De Laeta zajęli lepsi w defensywie Christian Fuchs oraz Danny Simpson, którzy mogli biegać do przodu tylko wtedy, gdy zespół przegrywał. Efekt? W pierwszych siedmiu kolejkach Leicester traciło średnio dwa gole na mecz. W kolejnych dziesięciu spotkaniach wynik ten spadł do zaledwie jednej bramki. "Lisy" nie przegrały żadnego z tych meczów, ogrywając m.in. Chelsea. Było to ostatnie spotkanie, w którym londyńczyków poprowadził Mourinho. Portugalczyk opowiadał później w mediach, że został zdradzony przez drużynę, a Ranieri mógł mieć satysfakcję z utarcia nosa konkurentowi.

- Musieliśmy coś zmienić. Schlupp i De Leat są szybcy jak błyskawica, ale ich wypady zostawiały rywalom zbyt dużo przestrzeni. Teraz bronimy we czterech - mówił bramkarz Leicester, Kasper Schmeichel.

Uwolniony Vardy

Pierwsze czyste konto drużyna zachowała w 10. kolejce, zwyciężając 1:0 Crystal Palace. - Bardziej przypominało to mecz we Włoszech niż w Anglii - śmiał się po spotkaniu Ranieri. Dla Leicester był to moment przełomowy, bo od tamtej pory zespół zachował czyste konto w 14 z 28 pozostałych meczów ligowych. 

Taktyka polegająca na ustawieniu linii obrony blisko własnej bramki i czekaniu na kontrataki, wypromowała też Vardy'ego, czyli jednego z bohaterów tamtego sezonu. Zadania napastnika polegały na trzymaniu się ostatniego obrońcy rywali, a następnie wygrywaniu z nim pojedynków biegowych do daleko zagrywanych piłek i zdobywaniu kolejnych bramek. Dzięki swojej niesamowitej dynamice i skuteczności Vardy strzelał gole w 11 meczach z rzędu, bijąc rekord należący do Ruuda van Nistelrooya.

Co ciekawe, Anglik przebił Holendra w meczu przeciwko jego byłemu klubowi - Manchesterowi United (1:1). Tydzień wcześniej Leicester po raz pierwszy od 15 lat awansowało na pozycję lidera ligi, pokonując na wyjeździe Newcastle (3:0).

- Dzięki niemu złe podanie wygląda na wspaniałe - zachwycał się Drinkwater. - Vardy nigdy się nie poddaje, zawsze idzie do końca. On sprawia, że zwykłe, dalekie wybicia piłki stają się doskonałymi podaniami - dodawał Schmeichel.

Nieoczywiści bohaterowie

Mimo że Leicester zaskakująco długo trzymało się czuba tabeli, to wciąż wielu nie traktowało ich poważnie w walce o mistrzostwo Anglii. Mało kto zakładał, że "Lisy" utrzymają narzucone przez siebie tempo. Zwłaszcza że skutecznością nie zachwycał już tak Vardy. W 2016 roku Anglik zdobył tylko dziewięć z 24 ligowych bramek.

To wtedy, w kluczowym momencie sezonu, zespół Ranieriego przeszedł metamorfozę. Do dopracowanej do perfekcji gry bez piłki i kontrataków Leicester dorzuciło kilka elementów, które zrobiły z nich drużynę wszechstronną. Po pierwsze były to skuteczne stałe fragmenty gry. O ile przed Bożym Narodzeniem Huth i Morgan nie mieli na koncie bramki, o tyle po świętach zdobyli ich aż pięć, w tym m.in. dającą zwycięstwo z głównym rywalem do mistrzostwa - Tottenhamem.

Ranieri nauczył się też lepiej korzystać z ławki rezerwowych. Najlepszym przykładem będzie tu Leonardo Ulloa, który trafiał, gdy Leicester nie mogło liczyć na Vardy'ego. Argentyńczyk strzelał gole w zwycięskich meczach z Norwich (1:0) i Swansea (4:0, dwie bramki) oraz w zremisowanym spotkaniu z West Hamem (2:2).

"Lisy" nauczyły się też grać agresywniej, czym zaskoczyły grający u siebie Manchester City. Drużyna Ranieriego od początku zaatakowała wyżej zespół Manuela Pellegriniego, dzięki czemu szybko wywalczyła rzut wolny na wysokości pola karnego rywali. Ten, po dośrodkowaniu Mahreza, na bramkę zamienił oczywiście Huth. Leicester wygrało na Etihad Stadium 3:1 i mimo że osiem dni później przegrało na wyjeździe z Arsenalem (1:2), to mistrzostwa nie dało sobie odebrać.

- Dzięki wygranej z nami Arsenal zbliżył się do nas na dwa punkty i przedłużył szanse na zdobycie mistrzostwa. Ich radość, wrzaski dobiegały do naszej szatni. Stały się one dla nas najlepszą motywacją do końca rozgrywek. Nikt nie zwiesił wtedy głowy - wspominał Ranieri.

Prawie cała Anglia z Leicester City

W ostatnich 12 kolejkach Leicester odniosło osiem zwycięstw i zanotowało cztery remisy, robiąc prawdopodobnie największą sensację w historii piłki nożnej. Kiedy okazało się, że "Lisy" naprawdę powalczą o mistrzostwo, kibicowała im cała Anglia - z wyjątkiem fanów Tottenhamu i Arsenalu, które również marzyły o tytule.

- Musicie to zrobić. Jeśli nie teraz, to kiedy? - pytał po porażce z Leicester bramkarz Manchesteru City, Joe Hart. - Jeśli zdobędą mistrzostwo, to będzie to coś absolutnie fantastycznego dla wszystkich ludzi piłki - mówił menedżer West Bromwich, Tony Pulis. - Zasługują na mistrzostwo i mam nadzieję, że je zdobędą - dodawał trener Southampton, Ronald Koeman.

Jeszcze dalej poszli piłkarze Chelsea, których remis 2:2 z Tottenhamem dał Leicester tytuł na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. - Fani, klub, piłkarze. My wszyscy nie chcemy, żeby Tottenham zdobył mistrzostwo - mówił Eden Hazard. - Byłoby wspaniale, gdyby po tytuł sięgnęło Leicester - dodawał Cesc Fabregas.

To normalne, że bezstronni fani kibicują słabszemu, ale tamta sytuacja przeszła najśmielsze oczekiwania. Nawet prowadzący ligowy program Lineker nie krył się z kibicowaniem Leicester, a pierwszy odcinek nowego sezonu poprowadził w samych bokserkach z klubowym herbem.

 

Leicester zostało porównane do Atletico Madryt, które dwa lata wcześniej zdobyło mistrzostwo Hiszpanii kosztem bogatszych Realu i Barcelony. Podobieństwa ograniczały się jednak do papierowego ustawienia 1-4-4-2, postawienia na defensywę i kontrataki. Przed sezonem szanse drużyny Diego Simeone na mistrzostwo oceniano bowiem na 100/1. 

- W czasach, gdy pieniądze znaczą wszystko, dajemy ludziom nadzieję - powiedział w trakcie sezonu Ranieri. Chociaż Włoch został zwolniony kilka miesięcy później, a w kolejnym sezonie Leicester zajęło dopiero 12. miejsce w tabeli, to tamtych surrealistycznych chwil, kibicom nie zabierze już nikt.

Więcej o:
Komentarze (6)
Największa sensacja w historii futbolu! Bardziej prawdopodobne było odnalezienie potwora z Loch Ness
Zaloguj się
  • tygrysio_misio

    Oceniono 3 razy 3

    A nie więcej niż pół godziny po tym jak zostali mistrzem... Mistrzem świata został Mark Selby z Leicester :-)
    Niezapomniana chwila :-)

  • el.pistolero

    Oceniono 2 razy 2

    Niezapomniany sezon. Pamiętam jak dostawałem ku rwicy gdy Wasilewski zmajstrował rzut wolny w doliczonym czasie gry meczu z Arsenalem. Rzut wolny zamieniony na brankę. Po tym meczu Arsenal zbliżył się na 2 pkt do Leicester. To była 26 kolejka i pomyślałem, że w tym momencie Lisy pękły, że już pozamiatane. Nie dadzą rady. Zyt wąska ławka, kontuzje i kartki. Na szczęście pokazali, że mają jaja :)

  • lizzy35

    Oceniono 2 razy 2

    "To było jednak za mało, by utrzymać posadę. Miejsce uwielbianego przez kibiców Pearsona zajął Ranieri," - posadę stracił w wyniku skandalu , który miał miejsce podczas tourne po Tajlandii a nie ze względu braku np. kompetencji

  • manufa

    0

    Ale nie napisaliście dlaczego Gary Lineker poprowadził program w samych gaciach. Otóż grał on w Leicester przez 6 sezonów i kiedyś powiedział, że jeśli oni zdobędą mistrzostwo to on poprowadzi program o lidze w samych gaciach. Za dotrzymanie słowa - wielki szacunek.

  • byann

    Oceniono 2 razy 0

    Niewiele o Mahrezie, jak na najlepszego gracza drużyny i całego Premier League.
    Riyad Mahrez wins the PFA Player of the Year for 2016, beating teammates Jamie Vardy and N'Golo Kante to the award.

  • mk30553

    Oceniono 1 raz -1

    taaaaa..... i ani słowa o Wasilewskim

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX