Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Szejkowie kupują angielski klub. Absurdalna sytuacja z piratami w tle

"Piracki proceder może uderzyć w transakcję przejęcia Newcastle United" - pisał o sprawie "The Times", ale po jakimś czasie poinformował, że targu dobito. Jeśli klub został przejęty przez Saudyjski Fundusz Inwestycyjny, to doszło do sytuacji absurdalnej. Powiązany z władzami Arabii Saudyjskiej nowy właściciel ekipy z Premier League stanie w konflikcie interesów z piracką platformą satelitarną beoutQ. Wiele wskazuje zaś na to, że platforma ma nieoficjalne wsparcie saudyjskiego rządu.

Arabia Saudyjska całej Premier League kojarzy się, źle lub bardzo źle. Nikt na Wyspach nie ma wątpliwości, że to kraj, którego rząd nieoficjalnie wspiera największą na świecie piracką platformę satelitarną - beoutQ. Ta przez niemal trzy lata swojej działalności opracowała mistrzowski plan kradzieży sygnału telewizyjnego z największych sportowych wydarzeń.

Zobacz wideo Błędy, wpadki, kiksy [ELEVEN SPORTS]

Jej widzowie oglądają Formułę 1, tenisowe Wielkie Szlemy, NBA, mundiale, Euro i najlepsze europejskie ligi, z Premier League na czele. Saudyjczycy za licencje do tych imprez nic nie płacą. Obraz i dźwięk "biorą" od legalnych nadawców, przepuszczają przez swoją reżyserkę, nakładają własne loga i grafiki, i wysyłają na satelitę, a potem reklamują platformę, która ma wszystko. Jej dekodery za małe pieniądze oferowane są w całym kraju i cieszą się sporą popularnością, zresztą nie tylko tam.

Anglicy wraz z przedstawicielami innych pokrzywdzonych stron weszli w koalicję i od pewnego czasu w większej grupie starają się walczyć z pirackim nadawcą. Jest o co. Wyliczyć straty, jakie wyrządza beoutQ, jest trudno, ale jeśli już ktoś się tego podejmuje, to liczy je w miliardach dolarów. Do tej pory działania wszystkich pokrzywdzonych wraz z FIFA i UEFA, były nieskuteczne. Jeszcze niedawno wydawało się, że trochę mocniejsze karty w ręku będą mieli właśnie Anglicy, a może nawet zdołają przemówić piratom do rozsądku. Do Newcastle zgłosili się bowiem Saudyjczycy z Muhammadem ibn Salmanem na czele i wyrazili chęć kupienia klubu. Po przeanalizowaniu kim jest nabywca, długo wydawało się, że na transakcję w Anglii nikt nie wyda zgody. To byłoby przekazanie klubu w ręce związane z rękami wroga. Blokując sprzedaż, można było mu powiedzieć: chcecie tu prowadzić legalne interesy, to najpierw zajmijcie się piractwem i kradzieżą, przez którą tracimy miliony. "Piracki proceder może uderzyć w transakcję przejęcia Newcastle United" - pisał o sprawie "The Times". Teraz gazeta doniosła, że do zakupu Newcastle już doszło. To może oznaczać, że Saudyjczycy którzy będą zarządzali klubem, mogę być też pośrednio odpowiedzialni za działania na jego niekorzyść.

W dogryzaniu Katarowi rykoszetem dostał cały świat

Aby wyjaśnić, na czym polega cała sprawa, trzeba cofnąć się do roku 2017. Wtedy to Arabia Saudyjska, Bahrajn, Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem i wprowadziły na ten kraj embargo gospodarcze oraz handlowe. Sąsiadów z Zatoki Perskiej irytowała polityka zagraniczna Kataru i rzekome "wspieranie ekstremistów". Embargo miało skutki uboczne. Uderzyło m.in. w arabskich kibiców. Sprawiło, że z Kataru nie mogły być dostarczane ani opłacane zestawy do odbioru legalnej, kodowanej telewizji satelitarnej beIN Sports, która weszła na rynek kilka lat wcześniej i szybko nabyła najważniejsze sportowe prawa na arabskie terytorium. Odcięto także dostęp do wersji online jej serwisu.

"Alternatywne rozwiązania będą dostępne wkrótce. Będą darmowe lub dużo tańsze" - informował na swoim oficjalnym profilu Saud bin Abdullah al-Qahtani, konsultant królestwa, osoba powiązana z tamtejszymi władzami. Sprawę dostarczania rodakom rozrywki rzeczywiście rozwiązano w kraju szybko. W sierpniu 2017 roku, przy sporej kampanii w portalach społecznych, ogłoszono start beoutQ. Dwa miesiące na stworzenie nowej platformy satelitarnej i zapewnienie jej najbardziej wartościowych treści byłoby medialnym rekordem świata. No i było, tyle że nie zrobiono tego w sposób legalny. W tym czasie opracowano jedynie system kradzieży treści i koncepcję ich dalszej emisji. Platforma beoutQatar - bo taki jest jej ironiczny skrót, bierze kanały głównie z katarskiej platformy beIN Sports, bo to w nią miała uderzyć. To jej treści wrzuca na swoją satelitę. Nakłada przy tym na loga oryginalnych stacji swój duży, nieprzezroczysty znak. Różnica jest tylko taka, że kto ogląda kanały na saudyjskiej platformie, płaci za nie kilkakrotnie mniej i ma sygnał opóźniony o siedem sekund; od pewnego czasu słyszy już komentarz saudyjskich, a nie katarskich dziennikarzy oraz ogląda autorskie przedmeczowe studia. Twórcy beoutQ zaczęli też dbać, by wielomilionowe koszty techniczne pirackiej operacji, choć w małym stopniu zaczęły się zwracać. Gdy tylko beIN Sports puszcza swoje reklamy, piraci przerywają na chwilę reemisję kradzionego sygnału i pokazują reklamy swoich partnerów.

Arabska platforma okrada wszystkich

Tyle że na nielegalnej działalności tracą wszyscy, których treści w beoutQ się pojawiają. W normalnych warunkach platforma musiałaby płacić za sportowe licencje. Cała Premier League za kilkuletni kontrakt dostałby co najmniej kilkadziesiąt milionów dolarów, a pewnie znacznie więcej.

W dodatku katarska stacja beIN Sport zakomunikowała, że na arabskim rynku ponosi przez pirata straty i musi znacząco zmniejszyć sumy wydawane na sportowe umowy na tym terytorium. Dodatkowo dostęp do taniej usługi Saudyjczyków wykupują kibice na innych terytoriach, na których obecny jest sygnał tej platformy, a dociera ona do Afryki północno-wschodniej czy południowej Europy. Jest m.in. w południowej części Francji i na Korsyce.

W tym miejscu trzeba podkreślić, że piractwo beoutQ to proceder na wielką skalę. Operacja, której nie przeprowadzi grupa kilku ukrytych w mieszkaniach informatyków i specjalistów od nadawania satelitarnego, ale akcja, w którą - jak twierdzą pokrzywdzeni – musi być zaangażowane samo państwo. 

- To nie jest klasyczny przypadek piractwa. Oni dysponują niesamowitymi możliwościami, aby udaremniać nasze środki zaradcze i dalej kraść nasze kanały - wyjaśniała Sophie Jordan, dyrektor działu prawnego beIN Sports. Podkreślała wielkie możliwości technologiczne, jakie ma przeciwnik. - To wyzwanie na miarę walki państwa z państwem. Walka, którą trzeba stoczyć gdzieś w gabinetach urzędów, a nie na poziomie biurowych komputerów - dodawała.

Poszlak wskazujących na udział czy też przyzwolenie władz państwowych na piractwo było kilka. Poinformowali o nich francuscy śledczy. Na początku swej działalności beoutQ przez dwa miesiące używało bowiem serwerów we Francji, a potem wynajmowało je w Anglii. Opłata za ich użytkowanie dokonana była z konta American Express należącego do... osoby powiązanej z rodziną królewską Arabii Saudyjskiej, a więc też Muhammada ibn Salmana, który stoi za Saudyjskim Funduszem Inwestycyjnym przejmującym Newcastle. Zdaniem pokrzywdzonych stron, jeśli nawet władze Arabii Saudyjskiej nie mają bezpośredniego związku z piracką platformą, to i tak nie robią nic, by jej działalność ukrócić, więc dają jej zielone światło.

Prośbę o wsparcie w walce z piratami do władz Unii Europejskiej już dawno wystosowało BBC i Sky. W sprawę włączyła się też Światowa Organizacja Handlu, która wszczęła postępowanie przeciw Arabii Saudyjskiej. Dodajmy, że jej władze od związków z beoutQ się odcinają. Informują, że taka firma nie prowadzi działalności w ich kraju i w sumie na tym sprawa się kończy. Na stronie internetowej beoutQ jest informacja o jej kubańsko-kolumbijskim umocowaniu, co raczej odbierane jest jako żart. Problem podczas wizyty w Rijadzie starał się omawiać też z saudyjskimi politykami Philip Hammond, niedawny kanclerz skarbu Wielkiej Brytanii. Nalegał, by rząd wziął się za wyłączanie nielegalnych nadajników. Też nic nie wskórał. Intuicyjnie wydawało się, że sprawa może drgnąć, gdy kilkanaście miesięcy temu to Saudyjczycy zapukali do drzwi Newcastle. Tym bardziej że pukał nie byle kto.

Jak Anglicy nie zagrali Arabii na nosie

Na czele Saudyjskiego Funduszu Inwestycyjnego, który rzekomo przejął już "Sroki" stoi bowiem Mohammad bin Salman. To 34-letni wicepremier i minister obrony Arabii. Obecnie osoba numer jeden w tym kraju. Przez chorobę ojca to on w praktyce rządzi państwem. Z jednej strony to człowiek, który ociepla swój wizerunek w Europie, w teorii poprawia sytuacje kobiet w kraju, ale też osoba, która może mieć sporo za uszami.

Dziennikarze Reutera poinformowali, że ich zdaniem to on stoi za zleceniem zabójstwa opozycyjnego dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego. Morderstwa dokonano w konsulacie Arabii w Stambule. Amnesty International informowało natomiast, że to przez jego wytyczne w saudyjskich aresztach torturowano aktywistki społeczne. Wydawało się, że te wszystkie podejrzenia mogły utrudnić transakcję.

Ponieważ musi zatwierdzić ją też Angielski Związek Piłki Nożnej (The Football Asssociation), to w obliczu sprawy z okradaniem Premier League i bezprawnym rozpowszechnianiem jej sygnału przez satelitę, wydawało się, że teraz to Anglicy zagrają Saudyjczykom na nosie. Tak w ostatnim czasie uważali też dziennikarze "The Times" przyglądający się sprawie przez swoich informatorów. Ta sama gazeta właśnie poinformowała jednak, że transakcja w praktyce została już zrealizowana, a fundusz zapłacił 300 mln funtów za 80 proc. praw do klubu. W ciągu kilku tygodni Mike Ashley, który do tej pory był właścicielem większościowego pakietu udziałów, powinien zatem zniknąć z St. James' Park.

Jeśli tak się stanie, a sprawa piractwa beoutQ nie zostanie załatwiona, oznacza to absurdalną sytuację.  No, chyba że arabscy inwestorzy Newcastle będą przeciwni podejmowaniu jakichkolwiek inicjatyw przeciwko nadawanej z satelit Arabsatu platformie (operator satelity współpracy z beoutQ zaprzecza). BeoutQ od chwili swego powstania jest zatem bezkarna. Nie bardzo wiadomo, kto ma się piratami zająć? Wszelkie działania prawne międzynarodowych właścicieli licencji (w tym Premier League) spełzły na niczym. W Arabii Saudyjskiej nie znaleziono żadnej kancelarii prawnej, która podjęłaby się sprawy. Wojować musiałaby prawdopodobnie z władzami własnego kraju.

Przeczytaj także:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .