Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Łukasz Fabiański robił co mógł, ale West Ham znów przegrał. Drużyna Polaka w coraz trudniejszej sytuacji

Łukasz Fabiański wrócił do bramki West Hamu United. Polak robił co mógł, jednak nie ustrzegł londyńczyków przed porażką z Liverpoolem. Zespół Juergena Kloppa wygrał 2:0.

Bezradny. Taki długimi momentami w ofensywie był West Ham. Taki w 52. minucie był też Łukasz Fabiański, kiedy w sytuacji sam na sam gola strzelił mu Alex Oxlade-Chamberlain. Gdy Anglik podwyższył na 2:0, Polak tylko rozłożył ręce i wymownie spojrzał na kolegów z obrony. Chociaż zespół Davida Moyesa długo solidnie prezentował się w defensywie, to na maszynę Juergena Kloppa było to zdecydowanie za mało.

Zobacz wideo

Mimo że Fabiański nie zachował szóstego czystego konta w sezonie i powrotu do gry nie będzie wspominał najlepiej, to występu przeciwko Liverpoolowi nie musi się wstydzić. Polak robił co mógł, jednak w pojedynkę nie mógł uratować londyńczykom choćby punktu.

Fabiański wrócił po kontuzji

Dla Fabiańskiego był to pierwszy występ od blisko trzech tygodni. Po raz ostatni Polak zagrał 10 stycznia, w meczu przeciwko Sheffield Wednesday (0:1). Tamto spotkanie skończyło się dla naszego bramkarza już w 15. minucie. Wszystko przez odnowioną kontuzję mięśnia prostego uda.

Po raz pierwszy Fabiański doznał jej pod koniec września, w meczu przeciwko Bournemouth (2:2). Wtedy Polak stracił aż trzy miesiące. Do gry wrócił pod koniec grudnia, jednak zdołał wystąpić jedynie w meczach przeciwko Leicester (1:2) i Bournemouth (4:0). Na szczęście drugi uraz nie okazał się aż tak poważny. 

"Badanie wykazało lekkie zapalenie i podrażnienie tkanki bliznowatej, co jest dość powszechne po operacji. Musimy teraz tylko uspokoić stan zapalny. Spodziewamy się, że Łukasz będzie gotowy do gry w ciągu kilku tygodni" - czytaliśmy w komunikacie West Hamu.

Przewidywania londyńczyków okazały się prawdziwe, dzięki czemu mógł odetchnąć i Fabiański, i menedżer drużyny - David Moyes. West Ham bez Polaka wyglądał bowiem nieporównywalnie gorzej. Po solidnym starcie sezonu londyńczycy zaczęli przegrywać mecz za meczem, przez co czeka ich bardzo trudna walka o utrzymanie w lidze. 

"Sugerowanie, że nieobecność jednego gracza ma tak ogromny wpływ na drużynę jest trudne. Fabiański był jednak stabilną platformą, na której można było budować zespół. A bez tej platformy wszystko się rozpada" - tak o Polaku pisał Martin Lawrence z "Guardiana".

Fabiański robił co mógł

Na mecz z Liverpoolem Moyes postawił mur złożony z pięciu obrońców. I chociaż początkowo wyglądał on nadzwyczaj solidnie, to rozpadł się w 33. minucie. Wtedy Issa Diop faulował w polu karnym Divocka Origiego, a chwilę później rzut karny na gola pewnie zamienił Mohamed Salah. Egipcjanin uderzył w swój prawy róg, Fabiański rzucił się w przeciwny i Liverpool objął prowadzenie na Stadionie Olimpijskim.

Był to jedyny celny strzał z obu stron w pierwszej połowie. Przed przerwą Fabiański musiał interweniować raptem trzy razy. Dwukrotnie przecinał dośrodkowania w pole karne, raz dobrze skrócił kąt, gdy jego bramce zagrażał Origi. 

Więcej pracy Polak miał w drugiej połowie. W 50. minucie popisał się doskonałą interwencją, gdy w przypadkowej sytuacji strzał z pola karnego oddał Roberto Firmino. To, co nie udało się Brazylijczykowi, chwilę później udało się Oxlade'owi-Chamberlainowi. 

Gdyby nie Fabiański, West Ham przegrałby jednak wyżej. W 67. minucie, w niemal identycznym stylu jak przy sytuacji Firmino, Polak odbił strzał Origiego. Chwilę później nasz bramkarz uprzedził wychodzącego na czystą pozycję Georginio Wijnalduma, a 10 minut przed końcem meczu bez problemu złapał słaby strzał Naby'ego Keity.

West Ham w bardzo trudnej sytuacji. A może być gorzej

Fabiański wrócił w niezłym stylu, ale dla kibiców West Hamu to marne pocieszenie. Po 24 kolejkach londyńczycy zajmują 17. miejsce w tabeli z 23 punktami. Tyle samo mają znajdujące się w strefie spadkowej Bournemouth i Watford.

Sytuacja zespołu Moyesa jest bardzo trudna, a jeszcze trudniejsza wydaje się, gdy spojrzymy w jego terminarz. W ciągu dwóch miesięcy West Ham rozegra osiem meczów w Premier League. Rywalami londyńczyków będą m.in. Manchester City (wyjazd), Liverpool (wyjazd), Arsenal (wyjazd), Wolverhampton (dom), Tottenham (wyjazd) oraz Chelsea (dom).

Zdaje się więc, że do bezradności takiej jak w środowy wieczór, Fabiański powinien się przyzwyczaić, bo każdy punkt w tych meczach będzie sporym osiągnięciem. Zanim jednak to, już w sobotę West Ham podejmie 15. w tabeli Brighton, do którego traci raptem dwa punkty. I może być to dla niego jeden z najważniejszych meczów w sezonie.

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Aplikacja Football LIVEAplikacja Football LIVE Sport.pl