Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Od "ręcznika" do "muru, tarczy i bodyguarda". Thibaut Courtois przeszedł spektakularną zmianę

Albo jest najgorszy, albo najlepszy. Bez chwili zatrzymania gdzieś pośrodku. Przypadek Thibaut Courtoisa jest ciekawy na wielu poziomach: stał się symbolem zmiany w grze obronnej Realu, a wcześniej udowadniał jak krótka jest pamięć kibica. Królewscy wygrali Superpuchar Hiszpanii sunącymi po murawie nogami Fede Valverde i jego rękami.

Wyskok do główki w ligowym meczu z Valencią wydaje się przełomowy. Miał już wtedy za sobą największą krytykę z początku sezonu, miał kilka dobrych meczów z czystym kontem i pewność siebie zbudowaną na tyle, by w ostatniej minucie ruszyć w pole karne przeciwnika na rzut rożny i straszyć dwoma metrami wzrostu. Trafił piłkę głową i asystował przy wyrównującym golu Karima Benzemy. Wydawało się, że będzie to tylko ciekawostka - ot, bramkarz prawie strzelił gola. Ale z perspektywy kilku tygodni, wygląda to na zwieńczenie dobrej dyspozycji i wskoczenie na poziom absolutnie najwyższy.

Zobacz wideo

W kolejnych trzech spotkaniach zachował czyste konto: przeciwko Barcelonie na Camp Nou, Athletikowi Bilbao i Getafe. Dał się pokonać dopiero w końcówce półfinału Superpucharu Hiszpanii, gdy Real prowadził z Valencią 3:0, a Sergio Ramos pechowo dotknął piłki ręką i spowodował rzut karny. Ale Courtois najlepsze zostawił na koniec. Na dogrywkę finału z Atletico Madryt. Najpierw obronił mocny strzał Angela Correi, a później w ułamku sekundy złożył się, by zatrzymać piłkę, która po odbiciu od pięty Ferlanda Mendy’ego tuż przed bramką zmieniła kierunek lotu. W serii jedenastek odbił jeszcze niezwykle mocny strzał Thomasa Partey’a i został bohaterem Realu, który wywalczył dwunasty w historii Superpuchar Hiszpanii.

Słabą grę tłumaczono problemami psychicznymi. Innego wytłumaczenia nie było

Dawno Courtois nie był w tak dobrej formie. Już w ostatnim sezonie w Chelsea bronił słabiej, a po przeprowadzce do Madrytu niewiele się zmieniło. Doszło do tego zmieszanie w życiu prywatnym i presja Santiago Bernabeu, które oczekiwało, że pojawia się bramkarz, który swoimi interwencjami zagwarantuje kilka punktów w sezonie więcej. Ale nie. Courtois unikał większych wpadek, natomiast nie dawał nic więcej niż Keylor Navas. I tak Real rozegrał najgorszy od dziesięciu lat sezon pod względem straconych goli.

Początek tego nie był lepszy. Jeszcze w październiku, po meczu Ligi Mistrzów z FC Brugge, gdy wpuścił dwie kuriozalne bramki i schodził na przerwę, żegnały go gwizdy i buczenie. - Była to kumulacja kilku rzeczy: cała drużyna nie przechodziła przez najlepsze chwile, oczywiście on również. Gdy zmieniasz klub na Real, to w pierwszym sezonie jesteś poddany olbrzymiej presji. Potrzebujesz trochę czasu na adaptację. Drugi sezon to już moment, aby udowodnić swoją jakość - tłumaczy były bramkarz Królewskich, Paco Buyo.

Po przerwie Courtois nie pojawił się na boisku. Zastąpił go Alphonse Areola i zachował czyste konto. Po tamtym meczu, Marca przeprowadziła badania wśród kibiców. Aż 80 proc. respondentów chciało posadzenia Courtoisa na ławce i regularnego wystawiania Areoli. Nazywano go "ręcznikiem". Plotkowano też, że za słabą formą stoją problemy psychiczne. Mówiono o stanach lękowych, które miały zatrzymać go w szatni. I chociaż wytłumaczenie okazało się dużo prostsze - Belg nie dokończył meczu przez problemy żołądkowe - to dziennikarze i kibice złapali się na tę plotkę. Z jednego powodu: całkiem wiarygodnie tłumaczyła niewytłumaczalne. Wydawało się bowiem niemożliwe, by Courtois tak po prostu z jednego z najlepszych bramkarzy na świecie stał się przeciętniakiem. A w zrujnowaną psychikę, przy krytyce, z którą musiał się mierzyć, nietrudno było uwierzyć.

Najlepsza defensywa od ponad 30 lat

A jednak po dziewiętnastu ligowych kolejkach, Real ma tylko 12 straconych bramek. Lepszego wyniku nie miał od sezonu 1987/1988. W szesnastu meczach bronił Courtois i wpuścił zaledwie dziewięć bramek. Królewscy zachowali dziesięć czystych kont - trzy więcej niż przez cały poprzedni sezon. I to pomimo nieudanego początku. W pierwszych czterech meczach, Real stracił sześć bramek, a Belg zbierał cięgi za zaledwie 7 skutecznych interwencji przy trzynastu celnych strzałach rywali. Jego zdaniem, przełomowy był wyjazdowy mecz z Galatasarayem w Lidze Mistrzów. - Pracowałem zawsze tak samo, ale rzeczywiście tamten mecz mi pomógł. Był podstawą do notowania kolejnych czystych kont i dalszego rozwoju. Upadłem, ale wróciłem z pewnością siebie i właściwą postawą, miałem wtedy kilka bardzo dobrych parad, zachowałem czyste konto. Zwrócił mi na to uwagę selekcjoner Roberto Martinez - mówił Courtois w wywiadzie dla Marki.

Dla porównania: w kolejnych dwunastu spotkaniach wpuścił już tylko 3 gole i zaliczył 27 skutecznych parad przy 30 celnych uderzeniach przeciwników. W ostatnich osiemnastu meczach, 15 razy zachowywał czyste konto. Lepiej zaczęła grać cała linia obrony. I jak wcześniej liczono mu nieskuteczne interwencje, tak zaczęto mierzyć minuty bez wpuszczonej bramki. Od meczu z Mallorcą do meczu z Realem Sociedad uzbierał ich 535. Informowano o kolejnych rekordach: więcej od Casillasa, więcej od Navasa. Z najgorszego, stał się najlepszym. W La Lidze nie ma bramkarza, który rzadziej traciłby bramkę. Czystych kont też ma najwięcej. Marca w listopadzie wrzuciła go na pierwszą stronę z wielkim napisem „Mur”. W ostatnim ligowym meczu przeciwko Getafe został wybrany zawodnikiem meczu, a Zinedine Zidane, zazwyczaj oszczędny w słowach, stwierdził na konferencji prasowej: - Mamy najlepszego bramkarza na świecie.

- Zawsze pozostawałem spokojny, bo wiedziałem jak trenuję. Byłem pewien, że w końcu będzie dobrze. Teraz jest. Jestem zadowolony, ale nie zrelaksowany, bo chcę wygrać ligę, Champions League i Puchar Króla - deklarował. Superpuchar już ma.