Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

To będzie drugi Guardiola? Ma tego samego bzika na punkcie piłki. Gdy mówił w szatni, milkł Arsene Wenger

Arsene Wenger oddawał mu w przerwie głos, a on zamiast kilku mocnych męskich słów, mówił o taktyce. To jego konik. Ściany w swoim salonie okleił rysunkami z różnymi schematami. Nie ma trenerskiego doświadczenia, ale ma referencje od najlepszych: Guardioli, Pochettino i Wengera.

Mikel Arteta ma w sobie obsesyjność, która najpierw pozwoliła zaimponować, a później współpracować dzień w dzień przez ponad trzy lata z Pepem Guardiolą. Miał ją już jako piłkarz. Jego żona była raptem trzy godziny po urodzeniu ich pierwszego dziecka, leżała w prywatnym pokoju w szpitalu, przytulała maleńkiego Gabriela, a obok, na kozetce leżał Mikel podłączony kilkoma kablami do warczącej aparatury. - Chciałem być wtedy blisko żony, ale jednocześnie nie mogłem zrezygnować z zabiegów fizykoterapeutycznych. Miałem kontuzję kolana. Dzisiaj się z tego śmiejemy, ale wtedy Lorena była na mnie wściekła. Mówiła, że na pewno mogę przegapić jeden dzień rehabilitacji, ale ja czułem, że to bardzo ważne dla mojego kolana. Czasami chciałbym móc inaczej spojrzeć na pewne sprawy, ale tak już podchodzę do mojej pracy. Nie potrafię tego zmienić - opowiadał "The Sun".

Myślał i wciąż myśli nad samodoskonaleniem. Nieustannie. Życiowo to niewygodne, co sam zauważał, gdy nachodziły go refleksje, że nie do końca potrafi cieszyć się tym wszystkim, co oferuje życie piłkarza. "The Athletic" w znakomitej sylwetce Artety pisze, że częściej się karierą stresował niż cieszył. Gdy został kapitanem, przejmował się już nie tylko sobą, ale wszystkimi dookoła. Zawsze był poważniejszy od reszty, przez co nieco zdystansowany od kolegów z szatni. Chciał jednak mieć kontrolę nad wszystkim: zaglądał analitykom przez ramię, zadawał setki pytań fizjoterapeutom, asystentom Wengera, jemu samemu. Wtrącał się: na tablecie rozrysowywał własne sugestie co do najbliższych rywali, a gdy w przerwie meczu Wenger kończył swoją odprawę, on wychodził na środek i kontynuował. Nie jak stereotypowy piłkarz, który motywuje krzycząc. Bardziej jak trener - przy tablicy z flamastrem w ręce. Dla niego to wszystko stanowiło przygotowanie do meczu. I większość go podziwiała, ale byli też tacy, którzy mieli dość i mówili wprost, że ma się zamknąć i nie wtrącać w ich robotę.

Wielki problem piłki młodzieżowej. "Dzieciaki same zeszły z boiska. Miały dość" [SEKCJA PIŁKARSKA #33]

Zobacz wideo

Do trzech razy sztuka

Arsenal pisze dziś "Welcome back", ale historię o powracającym do klubu ulubieńcu kibiców, który nie tak dawno zakładał opaskę kapitana, lepiej porzucić. Pewnie, że ma ten klub w sercu i płakał, gdy odchodził jako piłkarz, ale Arteta nie lubi taniego grania na emocjach. Więc nie sentyment i nie nostalgia sprowadzają go z powrotem na Emirates, tylko perspektywa wielkiej szansy, racjonalizm i przygotowanie do tego zawodu. Osiągnięta już reputacja świetnego taktyka i ambitnego młodego trenera, ma być ważniejsza niż status byłego piłkarza. 

Arsenal i Arteta mają za sobą dwa nieudane podejścia. W 2018 roku, gdy ze sceny zszedł Arsene Wenger było bliżej: spotkali się, rozmawiali, wzajemnie wypytywali o wizję i pomysł. Ale wtedy władze przestraszyły się ryzyka oddania drużyny, którą przez 22 lata prowadził ten sam trener, w ręce żółtodzioba. Wtedy 2:1 w głosowaniu trzech najważniejszych dyrektorów wygrał Unai Emery. Za pierwszym razem było odwrotnie: to Arteta odmówił Arsenalowi. Skończył karierę, wiedział od dobrych kilku lat, że chce być trenerem i wszyscy wokół też o tym wiedzieli. Dostał trzy propozycje: bycia asystentem Mauricio Pochettino w Tottenhamie, pracy w akademii Arsenalu albo dołączenia do sztabu Guardioli. Umysł Katalończyka fascynował go od dawna, więc po kilku kurtuazyjnych spotkaniach z szefami Arsenalu, wybrał Manchester City. I rok po roku podchodził bliżej Guardioli, by wreszcie zostać jego głównym asystentem.

 Była to jednak sytuacja nietypowa. Bo o którego piłkarza kończącego karierę zabiegają najlepsi w tym zawodzie? Zainteresowanie Wengera łatwo wytłumaczyć: miał go na co dzień, obserwował na treningach, dyskutował w nieskończoność, a podczas meczów widział jak dowodzi za niego zespołem ze środka boiska. Pochettino mógł dostrzec potencjał, gdy spotkali się i zakumplowali grając w PSG. Ale Guardiola? Dzieli ich jedenaście lat, więc w La Masii tylko się minęli, później już ze sobą nie grali, nigdy nie współpracowali. Tylko pozornie. 

„Słuchaj, musimy częściej rozmawiać”

W 2012 roku, Barcelona grała w półfinale Ligi Mistrzów z Chelsea. Pep zadzwonił do swojego młodszego brata Pere, rozmawiali o zbliżającym się meczu, wchodzili w niuanse gry „The Blues”, więc ten skontaktował go ze swoim sąsiadem - Mikelem Artetą. Jego informacje - ich szczegółowość, trafność, sposób podania w zwięzły sposób - dały Guardioli poczucie, że ma do czynienia z piłkarzem, który doskonale rozumie futbol. Na koniec rozmowy stwierdził, że powinni utrzymywać lepszy kontakt. Minęły trzy lata, ale Guardiola wciąż pamiętał tamtą rozmowę. Arsenal przegrał z Bayernem w Lidze Mistrzów 1:5, ale mecz był okazją, by mogli się spotkać i spokojnie porozmawiać. Arteta po tym sezonie kończył grać w piłkę, bo przewlekłe kontuzje odbierały mu resztki radości z gry, a Pep negocjował już potajemnie przejęcie Manchesteru City. Rzucił więc niezobowiązująco, że jeśli kiedyś trenowałby angielską drużynę, to chciałby, żeby połączyli siły. 

Guardiola twierdzi, że każdy szef powinien otaczać się krytykami. Podwładni gotowi powiedzieć niewygodną prawdę prosto w oczy są znacznie cenniejsi niż grono pochlebców. Arteta myślał podobnie i nigdy nie miał też problemu z wygłaszaniem swoich opinii. "The Athletic" relacjonuje, że Pep przyjmował w swoim gabinecie wielu potulnych asystentów, którzy grzecznie siadali po drugiej stronie jego biurka. Artetę można było natomiast zobaczyć przy tablicy, gdy rozrysowuje kolejne ustawienia, schematy rozegrania i dyskutuje z Guardiolą. Podzielili się obowiązkami: Mikel był blisko zawodników, wchodził w rolę dobrego policjanta. Nie zdradził przy tym siebie: nie udawał szczególnie miłego i towarzyskiego. Pozostawał konkretny. Przydało mu się sześć języków obcych, którymi mówi.

Mikel Arteta FC

Do Arsenalu przychodzi trenerski nowicjusz, który nigdy samodzielnie nie prowadził zespołu, ale o którym sporo jednak wiadomo. Jest wychowany w La Masii, kibice pamiętają go z boiska, jest zainspirowany Wengerem i Guardiolą - a to wszystko silnie definiuje. Kiedy kończył grać w piłkę, oficjalna strona klubu, wiedząc o jego trenerskich perspektywach, kazała mu wyobrazić sobie założenie klubu "Mikel Arteta FC" i poprosiła, by opowiedział o futbolu, jaki prezentowałby ten zespół. - Filozofia byłaby jasna: wszyscy musieliby być zaangażowani w 120 proc., to podstawa. Jeśli nie, nie grasz. Czas na pracę oznacza czas na pracę. Kiedy przyjdzie czas na zabawę, będę pierwszy, który da sygnał. Gra musi być ekspresyjna, dynamiczna i efektowna. Nie można zakładać dostosowywania się do przeciwnika - mówił dość ogólnie, ale z czasem zaczął wchodzić w szczegóły. - Piłkarz zawsze musi zawsze myśleć o swoim koledze. Jak podać mu piłkę, którą nogę ma lepszą, w którym miejscu lubi przyjmować. Ważne jest też, by nie dać się wciągnąć w gierki przeciwników, którzy mogą próbować cię faulować, wybijać piłkę na auty, byle cię wybić z rytmu. Jeśli zaczynasz odpowiadać w ten sposób, przegrywasz. Ale jeśli utrzymujesz piłkę, to przeciwnik zaczyna się denerwować, gubić pozycje. Cierpliwość odróżnia dobrych piłkarzy od najlepszych - twierdził. 

Guardiola szykował go na swojego następcę. Powtarzał w wywiadach, że to idealny kandydat, by jego wizja futbolu została na Eithad dłużej od niego. Arteta miał być gwarancją kontynuacji. Nie przypuszczał, że odejdzie z klubu jeszcze przed nim, dlatego gdy w poniedziałek Mikel powiedział mu, że rozmawiał z Arsenalem i zamierza go opuścić, przyjął to z rozczarowaniem. Zdaniem "Guardiana", było to dla niego spore zaskoczenie, tym bardziej, że podczas niedzielnego spotkania Manchesteru City z Arsenalem w Premier League, żaden z dyrektorów Kanonierów w rozmowach ze swoim odpowiednikiem z City nie informował o zainteresowaniu Artetą. Guardiola po poznaniu jego decyzji, miał od razu odsunąć go od zespołu. Ale bez złych emocji czy gniewu, o czym świadczy fakt, że Hiszpan siedział w środę na ławce rezerwowych podczas pucharowego spotkania z Oxford United. Nie był jednak zaangażowany, jak w normalnych okolicznościach. Najdłużej zajęło im dogadanie się w sprawie Rodolfo Borrella, asystenta Pepa, którego Arteta chciał zabrać ze sobą. Na to Katalończyk się nie zgodził. Teraz Borrell, który w La Masii wychowywał Leo Messiego, Cesca Fabregasa i Gerarda Pique, a w Liverpoolu rządził całą akademią, ma być najważniejszym asystentem Guardioli. Katalończyk nie zgodził się na dokooptowywanie mu w środku sezonu, w najgorętszym na Wyspach okresie, nowego współpracownika. Chce dokończyć sezon z ludźmi, którzy mu zostali, a w wakacje rozejrzeć się za kimś nowym. Podobno zamierza zadzwonić do Xabiego Alonso. W każdym razie, w czwartek Arteta pożegnał się z całym zespołem i ruszył do Londynu. Sam.

Dobrze wyszło

Półtora roku po tym, jak Arsenal zamiast niego wybrał Emery’ego, trafia na ławkę teoretycznie lepiej przygotowany, bogatszy o kilkanaście miesięcy współpracy z Guardiolą. Sytuacja Kanonierów jest co najmniej tak samo trudna, a cierpliwość fanów jeszcze mniejsza. Łatwiej jednak przejmować drużynę z rąk Emery’ego niż Wengera. Bycie pierwszym po Wengerze waży więcej. A siadanie po raz pierwszy na ławce rezerwowych jako trener, podczas gdy siedzenie jeszcze po Francuzie nie wystygło, to ciężar niemal nie do udźwignięcia. Przychylni Arsenalowi twierdzą, że dobrze wyszło, że Arteta nie został od razu wrzucony na tak głęboką wodę. Że klub nie spalił trenera, który od początku ma kibiców po swojej stronie. Który może cieszyć się podobnymi względami jak Frank Lampard w zachodniej części miasta. 

Fani wciąż pamiętają, że gdy nie szło to tylko on i Per Mertesacker, mieli odwagę wyjść do mediów. Obaj pracują dziś w klubie. Mają dbać o jego teraźniejszość i przyszłość. Niemiec rządząc akademią, Hiszpan dowodząc pierwszym zespołem. Arteta z trzema piłkarzami - Bellerinem, Oezilem i Chambersem biegał po boisku, zna problemy, oczekiwania, więc daje to, co najistotniejsze w beznadziejnej sytuacji. Nadzieję właśnie.