Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Światowi giganci walczą o Liverpool! Klub może zarobić nawet 70 milionów funtów

Wiadomo, że czerwień pozostanie czerwienią, ale jaki logotyp pojawi się na na ubraniach Liverpoolu w przyszłym sezonie pozostaje zagadką. Walkę w sądzie rozpoczęły New Balance i Nike, a na szali leży znacznie więcej: 70 mln funtów.
Zobacz wideo

Właśnie taka suma wchodzi w grę w nowym kontrakcie na stroje The Reds. 70 milionów funtów za sezon to o 25 milionów więcej niż New Balance płacił do tej pory. Liverpool niemal zrówna się tą umową z najlepiej opłacanym w Premier Legaue Manchesterem United, który dostaje od Adidasa 75 milionów funtów. Następne w kolejności są Arsenal i Chelsea (po 60 mln.) i Manchester City (50 mln.). W skali globalnej niedoścignione pozostają Real Madryt (107 mln. funtów) i Barcelona (98 mln.).

Tyle, że Liverpool błyskawicznie pnie się w marketingowej hierarchii, przyciągając coraz więcej kibiców wynikami i stylem gry. Mistrzowski tytuł, który umknął jednym punktem w zeszłym roku, w tym sezonie staje się jeszcze bardziej realny, biorąc pod uwagę komplet zwycięstw The Reds i zdecydowane prowadzenie w tabeli. Dwa finały Ligi Mistrzów w dwóch kolejnych latach, w tym wygrana w zeszłym sezonie mocno podbijają stawkę. Do tego dochodzi porywająca gra i charyzmatyczny trener, który promieniuje na świat uśmiechem, pasją, anegdotami i optymizmem. Można śmiało zaryzykować tezę, że na rynku piłkarskim Liverpool jest najbardziej łakomym kąskiem po Barcelonie i Realu. Przebicie poprzedniej oferty o 30 proc. to wielki skok, ale jak najbardziej uzasadniony.

Strzał w "10" New Balance

New Balance związał się z Liverpoolem w 2011 roku i okazało się, że trafił 10. Nike świetnie zna podobne historie, a najsłynniejsza pochodzi z 1984 r., kiedy wizja rzutkiego agenta Sonny’ego Vaccaro przekonała szefów mało znanej firmy z Oregonu, by cały budżet marketingowy przeznaczyć na jednego zawodnika, dać mu własną markę i 25 procent od każdej, sprzedanej pary butów. Podpis pod tą ryzykowną dla Nike grą złożył koszykarz, który podczas całych negocjacji dopytywał wyłącznie o to, czy dostanie nowy samochód. Dostał wszystko co chciał, a nazywał się Michael Jordan. Oczywiście New Balance jest obecnie w znacznie lepszej pozycji niż Nike w latach 80., ale zdaje sobie sprawę z tego ile może im dać Liverpool. Oczywiście mają kontrakty także z innymi zespołami, ale ani Celtic Glasgow, ani FC Porto, Athletic Bilbao, Lille, Nantes, czy reprezentacja Irlandii nie mogą się równać z Liverpoolem. The Reds porywają kibiców swoją grą tak, jak porywał kiedyś Air Jordan.

Prawo do wyrównania kontraktu

Negocjacje z klubem zostały przerwane, a sprawa trafiła do sądu 10 września. Przedstawiciele New Balance poczuli się oszukani i uważają, że w przypadku pojawienia się innego gracza, klub powinien wrócić do nich z ofertą i dać szansę na jej wyrównanie. W oficjalnym oświadczeniu wysłanym do The Athetic napisali „ Zgodnie z ustalaniami obecnego kontraktu, wyrównaliśmy ofertę Nike”. Można się domyślać, że chętnie dołożyliby nawet więcej, byle tylko pozostać z Liverpoolem. New Balance nie może się równać potęgą z Nike, które potrafiło podpisać dożywotni kontrakt z LeBronem Jamesem na 1 mld USD. Ale ma za to swoje argumenty: wspomniany wcześniej kontrakt i fakt, że zeszłoroczne stroje sprzedawały się najlepiej w historii klubu. Nie ma za to takiej sieci dystrybucji ani takiej ekspozycji w różnych sklepach, jak Nike. I to miał być jeden z elementów przechylających szalę na rzecz zmiany dostawcy. Sąd ma rozstrzygnąć, czy wystarczający.