Reprezentacja. Grosicki odmówił Grekom, bo wybrał Turcję, a teraz może zostać na lodzie. Zamiast transferu czeka go ławka w Hull City?

Już dwa tygodnie temu Kamil Grosicki mógł trafić do Panathinaikosu Ateny. Polak podjął jednak ryzyko i postanowił poczekać na ofertę Bursasporu z którym jednak nie może dojść do porozumienia. W ostatnim dniu okna transferowego wydaje się, że Polak zostanie w Hull City.

Długo trwały poszukiwania nowego klubu dla Kamila Grosickiego. 30-latek wciąż nie wie, gdzie będzie występował w trwającym już sezonie, choć jeszcze dwa tygodnie temu sprawa wydawała się przesądzona. 10 sierpnia Sport.pl jako pierwszy poinformował, że do walki o Polaka włączył się zespół z Grecji. Kilka godzin później dziennikarz Polsatu Mateusz Borek ujawnił, że chodzi o Panathinaikos. Klub z Aten skrzydłowym Hull City zainteresował się jeszcze w lipcu. Negocjacje poprowadził słynny izraelski menadżer Pini Zahavi (agent m.in. Roberta Lewandowskiego) który nawiązał współpracę z reprezentującą interesy Grosickiego polską agencją MG Premium. To właśnie Zahavi wymyślił grecką przygodę „TurboGrosika”.

Umowa gotowa do podpisania

Od początku rozmów z PAO w grę wchodziły wszystkie scenariusze: transfer definitywny, wypożyczenie na cały sezon, a także wypożyczenie z opcją wykupu. Stanęło na darmowym wypożyczeniu. W zamian Grecy mieli przejąć zobowiązania finansowe wobec Grosickiego, który w Anglii zarabia miesięcznie aż 400 tys. zł. W umowie nie została zapisana kwota ewentualnego transferu. Gdy piłkarz otrzymał gotowy do podpisania kontrakt, zaczął się wahać. Przyczyną okazała się propozycja z Bursasporu, który także chciał go wypożyczyć. 

Herbata w tureckiej filiżance

Transfer Grosickiego na południe od początku budził duże wątpliwości. Przenosiny Polaka miały być powiązane z zapowiadanym od dawna wejściem do greckiego klubu tajskiego miliardera Pairoja Piempongsana (to dobry znajomy Zahaviego, który pilotował transfer). PAO to jednak klub z piękną przeszłością, trudną teraźniejszością i niepewną przyszłością. Od kilku lat zmaga się z gigantycznymi problemami finansowymi. W poprzednim sezonie Superleague Ellady zajął dopiero 11 miejsce. W kwietniu tego roku UEFA na trzy lata wyrzuciła go z europejskich pucharów, karząc Greków za długi. Budżet Panathinaikosu szacowany jest dziś na 3 mln euro. To wzbudziło wątpliwości także Grosickiego, który łaskawszym okiem patrzył Turcję, gdzie przez trzy lata występował w barwach Sivassporu.

Niewiele brakowało, aby Polak poleciał do Stambułu na rozmowy, ale ostatecznie negocjacje prowadził z rodzinnego Szczecina. Jeszcze w środę w nocy na instagramowym koncie Kamila kibice mogli zobaczyć zdjęcie herbaty w charakterystycznej tureckiej filiżance, które mogło sugerować, że transfer jest kwestią godzin. Okazało się jednak, że mimo porozumienia, jakie Turcy osiągnęli z Anglikami, warunków kontraktu nie był w stanie ustalić sam skrzydłowy.

Hull – bez numeru, bez zaufania, bez grania

Działaczom Bursasporu, którzy – tak jak cała Turcja – w najbliższym czasie będą walczyć o finansowe przeżycie, być może zabrakło determinacji. Cierpliwość tracili Grecy, którzy nie chcieli czekać na piłkarza do ostatniego dnia okna transferowego. Wstrzymanie gotowego do przeprowadzenia transferu do PAO okazało się pokerową zagrywką Grosickiego. W tej chwili wydaje się jednak, że ryzykowne posunięcie nie przyniesie Polakowi wielu korzyści.

Najbardziej prawdopodobne jest pozostanie Grosickiego w Hull aż do stycznia. To wiąże się jednak ze znakiem zapytania, który zawiśnie nad głową piłkarza. Od początku sezonu Kamil, którego Anglicy od dawna chcieli pozbyć się z klubu, aby odciążyć budżet (rocznie kosztuje ich 1,2 mln euro) nie rozegrał ani jednego spotkania ligowego. Na dodatek bez informowania Grosickiego klub pozbawił go numeru 7, który został przekazany Brazylijczykowi Evandro. Nic nie wskazuje też na to, aby pomógł menadżer Nigel Adkins, który nie stawia na 30-latka.

Transferowy zawrót głowy

Propozycja Panathinaikosu była najkonkretniejszą spośród wszystkich, jakie Polak otrzymał w ostatnich tygodniach. Jak ustaliliśmy, z przedstawicielami skrzydłowego Hull kontaktowały się także dwa zespoły z Francji: Montpellier i Girondins Bordeaux. Wstępnie zainteresowany Grosickim był również jego poprzedni pracodawca: Stade Rennais, ale do rozmów z klubem z Bretanii ostatecznie nie doszło. Najkorzystniejszą ofertę – zarówno dla Kamila, jak i dla Hull – złożyli Katarczycy, ale w tym przypadku do porozumienia nie mogli dojść szefowie drużyn.

Pod koniec sierpnia media poinformowały, że do gry wszedł Galatasaray. Według Turków Grosicki na skrzydle Galaty mógł zastąpić Algierczyka Sofiane Feghouliego, który szykował się do wyjazdu do Arabii Saudyjskiej. Nazwisko reprezentanta Polski faktycznie pojawiło się w Stambule, ale wyłącznie za sprawą Zahaviego, który bezskutecznie proponował drużynie usługi mającego za sobą grę w Turcji Grosickiego. Teraz przed Polakiem ciężki czas. Nie tylko musi walczyć o grę w Hull, o co będzie mu ciężko, ale także o zaufanie selekcjonera Jerzego Brzęczka, który nie powołał doświadczonego piłkarza na swe pierwsze zgrupowanie.

Więcej o: