Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Transfery. Aubameyang - nadzieja dla Arsenalu?

Arsenal z klubu, który miał stracić dwie największe gwiazdy zmienia się w klub, który jedną wielką gwiazdę kupił, drugą dostał w wymianie, a trzecią zatrzymał. Czy mu to pomoże?

W okienku transferowym, w którym Barcelona wydaje 120 mln euro (a może być więcej) na Philippe Coutinho, Liverpool wydaje blisko 80 mln euro na Virgila van Dijka, a Manchester City 65 mln euro na Aymerica Laporte trudno mówić o zwycięzcach czy przegranych. Zresztą, zaraz po dokonaniu transferów w ogóle głupio tak mówić. Mimo wszystko jednak, Arsenal, który jeszcze chwilę temu wydawał się kandydatem do kategorii "zgliszcza i kamień na kamieniu tu nie zostanie", wykonał w ostatniej chwili pokaźny skok kończąc w kategorii "ciekawe, ciekawe".

Dwa sezony temu Arsenal był klubem, w którym pod względem transferów nie działo się nic. Największymi ruchami było sprowadzenie latem Petra Cecha z Chelsea i zimą Mohameda Elnenyego z Basel. W sumie obaj kosztowali mniej niż 25 mln funtów. Skończyło się wicemistrzostwem Anglii, 10 punktów za sensacyjnymi triumfatorami z Leicester. Czyli - można powiedzieć - w Arsenalu wszystko było po staremu.

Potem nadeszła mentalna rewolucja. Sezon temu klub wydał jak na siebie bardzo dużo. Nie oddał praktycznie nikogo, wydał blisko 80 mln funtów na Granita Xhakę z Borussii Moenchengladbach i Shkodrana Mustafiego z Valencii, za ponad 12 mln wziął jeszcze Lucasa Pereza z Deportivo La Coruna. Skończyło się na piątym miejscu. Także dlatego, że 80 mln funtów nagle przestało być kwotą wielką. Manchester United wydał przeszło dwa razy więcej, ba, więcej wydał na jednego tylko Paula Pogbę. Inna sprawa, że sezon skończył za Arsenalem. Tak czy tak, rynek się zmienił i Arsenal wydając kwoty, których wcześniej nie wydawał, wciąż był w tym samym miejscu. Wydawał za mało.

Co znamienne, latem, mimo kupienia za ponad 47 mln funtów Alexandre Lacazette z Lyonu najwięcej mówiło się o dwóch transferach, do których nie doszło. O odejściu Alexisa Sancheza i Mesuta Oezila. Umowy obu piłkarzy kończyły się z końcem sezonu 2017/18, obaj nie palili się do podpisania nowych. Historia obu transferów zakończyła się w tym okienku. Alexis Sanchez zdążył już zadebiutować w Manchesterze United, zaliczając asystę w meczu z Yeovil Town. Mesut Oezil, w ostatnim dniu okienka transferowego podpisał nową umowę stając się najlepiej zarabiającym piłkarzem w historii klubu.

I pewnie w jakimś stopniu do nowej umowy Oezila by nie doszło, gdyby nie odejście Sancheza. Bo Chilijczyk został wymieniony na Henrika Mchitariana, do tego - mniejsze elementy tej fascynującej i wieloklubowej układanki odpuśćmy - Arsenal sprowadził z Borussii Dortmund Pierre'a-Emericka Aubameyanga. Obecność w kadrze tych dwóch gwiazd prawdopodobnie przekonała Oezila do pozostania w klubie. To, oraz gigantyczna podwyżka, rzecz jasna.

Na papierze sytuacja wygląda tak: jeden skrzydłowy odszedł, drugi przyszedł. Jeden napastnik przyszedł, drugi (Oliver Giroud) odchodzi. Sprowadzany napastnik ma wprawdzie świetny sezon (21 bramek i 3 asysty w 24 meczach), ale tez nie przez przypadek dało się go kupić - w Borussii wszyscy mieli go serdecznie dość i bardzo chcieli go sprzedać. Skrzydłowy, który przyszedł, gra w tym sezonie marnie (2 bramki i 6 asyst w 23 meczach), ale też ten, który odszedł wcale nie grał w tym sezonie wybitnie (23 mecze, 8 bramek, 5 asyst, dla porównania - rok temu 30 bramek i 19 asyst w 51 meczach).

Teoretycznie więc Arsenal wiele nie zyskał. Kupił znakomitego, ale kapryśnego napastnika, ściągnał świetnego, ale bez formy skrzydłowego, stracił największą gwiazdę zespołu. Jednocześnie, skoro utrzymał Oezila, to zyskał jedną ważną rzecz: nadzieję na to, że klub czeka stopniowa i względnie szybka przebudowa dająca szansę na powrót do czołówki, a nie rewolucja, która przy szastających pieniędzmi rywalach może trwać lata i nie skończyć się niczym. Szczególnie, że działać trzeba natychmiast - w tym sezonie o miejsce w Lidze Mistrzów będzie bardzo ciężko, londyńczycy zajmują szóste miejsce, ale do czwartego tracą aż osiem punktów.

Choć oczywiście może być też tak, że oprócz skrótów takich jak MSN czy BBC futbol doczeka się kolejnego skrótu utworzonego od nazwisk ofensywnych graczy: Lacazette - Mchitarian - Aubameyang - Oezil. I może się to okazać skrót proroczy.

Więcej o: