Premier League. Porażka Liverpoolu oznacza odejście Sterlinga?

Porażka Liverpoolu z Arsenalem oznacza, że szanse ?The Reds" na awans do Ligi Mistrzów jeszcze bardziej zmalały. Możliwe, że przez to Brendan Rodgers będzie musiał zaakceptować sprzedanie swojego najbardziej utalentowanego zawodnika.

- Nie mówię o tym, ile mam samochodów, ile mam domów. Chcę wyłącznie grać najlepiej jak tylko potrafię - tłumaczył Raheem Sterling w głośnym wywiadzie dla BBC kilka dni temu. Głośnym, bo to w nim odpowiedział na wiele zarzutów o jego chciwości, niechęci do podpisania nowego kontraktu z Liverpoolem ani do jednoznacznego związania swojej kariery z tym klubem. - Dało się wyczuć jego frustrację - stwierdziła później prowadząca rozmowę dziennikarka angielskiej telewizji, Natalie Pirks.

Podejście 20-latka wcale nie jest inne od tego, które w książce "The Nowhere Men" Michaela Calvina opisują ludzie, którzy jego talent odkryli. Dzieciaka grającego jeden na jednego z kolegą w parku, po treningu w klubie, ale też w małych meczach w ogródku... Tima Sherwooda, trenera młodzieży w Tottenhamie. Jednak w tym klubie się na nim nie poznali, zrezygnowali z transferu, choć jako 14-latek grał już w lidze juniorów i większość skautów się nim zachwycała. Głównie ze względu na niego frekwencja na meczach drużyny U-18 Queens Park Rangers miała wzrosnąć z 50 do 500 osób.

Zamiast Tottenhamu miał trafić do Fulham, już miał gotowy kontrakt, ale do akcji wkroczył Liverpool i wyłożył kilka razy więcej za oczywisty talent Anglika. Po nieco ponad czterech latach, po sprzedaży Luisa Suareza i przy kontuzji Daniela Sturridge'a, to ten ponoć rozkapryszony, chciwy chłopak jest ich najlepszym strzelcem, najlepszym asystentem, niemal najczęściej strzela, ma zdecydowanie najwięcej kluczowych podań i dryblingów.

Pogratulować przyspieszenia

Choć może statystyki nie mówią wszystkiego o roli Sterlinga w tym sezonie Liverpoolu. - Są bardzo groźni, bo ciągle znajdują sobie miejsce między liniami. Możesz stracić ich z oczu w ułamku sekundy - tak przed dzisiejszym meczem "The Reds" opisywał obrońca Arsenalu, Per Mertesacker. Równie dobrze mógł tymi słowami określić Raheema Sterlinga. On w pierwszej połowie znacznie wyższemu, silniejszemu Niemcowi sprawił sporo problemów swoją ruchliwością, zwrotnością oraz krótkim prowadzeniem piłki.

Na samym początku twardą nakładką przywitał Anglika Laurent Koscielny, po chwili powalił go Mertesacker, w drugiej połowie przyspieszenia Sterlingowi gratulował Hector Bellerin, który sam należy do najszybszych piłkarzy w lidze. Na kwadrans przed końcem Anglik mu uciekł i Hiszpan musiał faulować, a Liverpool przez chwilę mógł liczyć, że może uda się dokonać kolejnego cudu i wywieźć z Londynu punkty.

Za głośno o młokosie?

Oczywiście młodemu piłkarzowi Liverpoolu wciąż brakuje do klasy światowej - takiego zdecydowania, jakim imponuje Alexis Sanchez, takiej chęci do współpracy z kolegami, jakim popisywał się Mesut Oezil. Wcześniej zarzucono mu, że jest leniwy na treningach, a on sam jest zbyt "bojowy", że często dąży do konfrontacji. Jednak w pierwszej połowie dzisiejszego meczu było widać, że może zbyt wiele zależało właśnie od niego. Dopiero po przerwie, wraz z pojawieniem się Daniela Sturridge'a, ta odpowiedzialność się podzieliła, ale dla Liverpoolu było za późno, by uratować wynik.

Może nawet o Sterlingu jest w tym momencie za głośno - przecież ledwie dziesięć dni temu strzelił swojego pierwszego gola w czternastu meczach w reprezentacji narodowej, w samej lidze trafień ma zaledwie siedemnaście, w europejskich pucharach doświadczenie ma małe, a występy były przeciętne. Wielu angielskich dziennikarzy sugeruje, że to, co dzieje się wokół Sterlinga, wynika z działań jego agenta, Aidy'ego Warda. To on miał doradzać mu odrzucenie wartego 100 tysięcy funtów tygodniowo nowego kontraktu z Liverpoolem. Kontraktu, który - jak sam przyznaje Sterling - latem 2014 roku bez zawahania by podpisał.

Zastąpi Robbena?

Teraz sytuacja się zmieniła, bo sezon Liverpoolu nie idzie w kierunku, w którym Sterling chce, żeby zmierzała jego kariera. Porażka z Arsenalem - wynikająca z błędów indywidualnych obrońców i pomocników - niemal zamyka "The Reds" drogę do Ligi Mistrzów w kolejnym sezonie. Pieniędzy na potrzebne wzmocnienia może być mniej, zwłaszcza, że na Anfield starają się już nie szarżować z oferowaniem niebotycznych tygodniówek. Brendan Rodgers wierzy, że na młodych piłkarzach - Hendersonie, Sterlingu, Sturridge'u i Coutinho - uda mu się zbudować zespół, który powalczy z czołową czwórką w kolejnym sezonie. Szkoleniowiec na czwartkowej konferencji twierdził wprost, że jego zawodnik nigdzie nie odejdzie.

Po prawdzie, mówił tak wielokrotnie, gdy pytano go o Luisa Suareza w poprzednim sezonie. Chętnych na wyciągnięcie Sterlinga z Liverpoolu nie brakuje, Arsenal i Manchester City latem mogą być pierwszoplanowymi graczami przy negocjowaniu transferu, którego sam piłkarz w wywiadzie dla BBC nie chciał wykluczyć. Ponoć talentem i możliwościami 20-latka zachwyca się Pep Guardiola, ceniąc jego uniwersalność (portal WhoScored.com podaje, że Sterling grał już w ośmiu różnych rolach w tym sezonie) oraz łatwość dryblowania na pełnej szybkości, jak i na małej przestrzeni.

Angielskie gazety podały, że ceną za Sterlinga - obecnie zarabiającego nieco ponad 30 tysięcy funtów tygodniowo - jest 50 milionów funtów. Może nieprzypadkowo kilka dni temu zarządzający finansami Bayernu Monachium Jan-Christian Dreesen zdradził, że jego klub stać na znacznie większy wydatek nawet na jednego piłkarza.

50 twarzy Grenia. Żyro nie trafił w bramkę na lotnisku? [NAJLEPSZE KOMENTARZE CZYTELNIKÓW]

Więcej o: