Premier League. Wenger: Wszędzie są kamery, jesteśmy szpiegowani

- Jesteśmy popularnymi ludźmi, oglądają nas miliony, jesteśmy szpiegowani od rana do wieczora. Dlatego musimy uważać, co robimy i nie pozwalać sobie na opluwanie przeciwnika, tym bardziej że kamery zawsze to wychwycą - tymi słowami Arsene Wenger odniósł się do sytuacji, która miała miejsce w pierwszej połowie środowego meczu Premier League pomiędzy Newcastle United a Manchesterem United (0:1), gdy doszło do sprzeczki między Jonnym Evans'em a Papissem Cisse, w wyniku której obaj zawodnicy opluli się nawzajem. W konsekwencji obaj winowajcy zostali zawieszeni odpowiednio na sześć i siedem meczów.

- Gdy grałem zawodowo w piłkę w RC Strasbourg, również dochodziło do takich nieprzyjemnych sytuacji. Ja również zostałem opluty - wspomina opiekun Arsenalu Londyn. - Różnica jest jednak taka, że wtedy nie było tylu kamer na boisku i nie każdemu można było udowodnić winę.

- Piłkę nożną na świecie oglądają miliony ludzi - kontynuuje Francuz. - Płacimy pewną cenę za to, że jesteśmy popularni i musimy brać na siebie odpowiedzialność i nie bagatelizować niesportowego zachowania. Gdy mały chłopiec obejrzy w telewizji dwóch plujących na siebie piłkarzy i zapyta nas: "czy to w porządku?", nie możemy odpowiedzieć: "tak". Dlatego musimy uważać co robimy, a jako osoby popularne jesteśmy ciągle na świeczniku.

Według Wengera zarówno Cisse, jak i Evans, który w wyniku kary nie zagra z "Kanonierami" w poniedziałkowym ćwierćfinale FA Cup, zostali potraktowani adekwatnie do przewinienia i nie zasłużyli na najmniejszy nawet akt łaski ze strony Angielskiej Federacji Piłkarskiej. Jak twierdzi doświadczony szkoleniowiec, on sam nie zna się za bardzo na przepisach, ale przepisy to przepisy i trzeba je respektować.

Więcej o: