Premier League. Giggs żyje z bossem w zgodzie

- Między nami nie ma żadnego konfliktu - tymi słowami Ryan Giggs uciął spekulacje na temat jego rzekomej scysji z Louisem Van Gaalem.

Plotki o niesnaskach w sztabie szkoleniowym Manchesteru United pojawiły się po środowym meczu z Newcastle United. Pod koniec spotkania Ashley Young strzelił zwycięskiego gola, po którym doświadczony holenderski szkoleniowiec cieszył się jak dziecko, zaś 41-letni Walijczyk wyglądał na nieco zirytowanego.

Wieloletni partner z linii pomocy Giggsa, Paul Scholes z kolei podzielił się z prasą swoimi spostrzeżeniami odnośnie spięcia na najwyższym szczeblu w szatni "Czerwonych Diabłów". Według niego Ryan Giggs nie będzie mieć tyle cierpliwości, by wytrwać przez kolejnych kilka lat jako "numer dwa" na ławce trenerskiej.

Inne zdanie na ten temat ma główny bohater całej historii. Były kapitan reprezentacji Walii, który pod koniec zeszłego sezonu objął tymczasowo zespół po zwolnieniu Davida Moyes'a, swoją przyszłość na Old Trafford widzi w kolorowych barwach. - Uwielbiam pracować z Louisem, uczę się od niego każdego dnia. Mam szczęście pracować z wybitnym menedżerem - twierdzi Giggs. - Ten człowiek wygrał w piłce już wszystko, praca z nim to wspaniałe doświadczenie. Cieszę się, że mogę być trenerem w klubie, w którym spędziłem całą karierę.

Zdaniem Walijczyka nadszedł już ten moment sezonu, że media nie zawahają się przed niczym, by rozgrywki były ciekawsze i było o czym czytać.

A co na to druga strona "konfliktu"? Były trener Ajaksu, Barcelony, Bayernu Monachium i reprezentacji Holandii stwierdził, że informacja o niesnaskach w sztabie szkoleniowym jego drużyny bardzo go zirytowała. Doświadczony Holender uważa, że współpraca na linii Van Gall - Giggs jest idealna i tworzą zgrany duet.

Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku. Teoria Paula Scholes'a nie musi mieć przełożenia na rzeczywistość, ale z drugiej strony, jaki asystent trenera nie chciałby objąć najważniejszego stanowiska w tak wielkim klubie?

Więcej o: