Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Puchar Chelsea, tlen Mourinho

Puchar Ligi to pierwsze trofeum portugalskiego trenera po powrocie do Londynu. I powód, by rywale naprawdę zaczęli się Chelsea obawiać.

- Przed meczem czułem się jak przed pierwszym finałem w karierze. A teraz jestem szczęśliwy jak dziecko - mówił José Mourinho po pokonaniu Tottenhamu 2:0. Mało prawdopodobne, by za kilka miesięcy wyjątkowo się tym triumfem chwalił, właściwie to jedno z najmniej prestiżowych trofeów w jego karierze. Puchar Ligi bywa nazywany "rozgrywkami rezerwowych", trenerzy dają w nim szanse juniorom i zawodnikom drugiego planu. Gdyby Portugalczyk nie dołożył w tym sezonie przynajmniej jeszcze jednego triumfu (w lidze albo Pucharze Europy), już oficjalnie przestałby być "The Special One". Wiele jednak wskazuje, że na Wembley Mourinho przeżył naprawdę ważne popołudnie.

To jego pierwsze trofeum od 30 miesięcy; tak długiej przerwy nie miał nigdy. Od zdobycia mistrzostwa w Porto w 2003 r. zajmował się niemal wyłącznie odbieraniem pucharów. W niedzielę mówił, że trudno mu się bez nich żyło.

To także jego pierwszy sukces od odejścia z Realu, jedynego klubu, w którym nie porwał, ale zmęczył sobą piłkarzy. Choć odzyskał dla Madrytu mistrzostwo i puchar kraju, wyjeżdżał z Hiszpanii przegrany, bo jego celem był Puchar Europy.

W końcu - doskonale było widać, że bardzo mu na Pucharze Ligi zależało. Rozgrywki rezerwowych? Na środku obrony zawsze stali Cahill albo Terry, od ćwierćfinału po boisku biegali Ivanović, Fabregas i Hazard.

Chodziło pewnie także o to, by drużyna - jak mawiał Brian Clough - "poznała smak zwycięskiego szampana". Dwukrotny zwycięzca Pucharu Europy z Nottingham Forest twierdził, że wygrywania trzeba się nauczyć. Chelsea składa się co prawda niemal wyłącznie z zawodowych zwycięzców zdobywających tytuły od Rosji przez Ukrainę i Francję, na Portugalii skończywszy, ale Mourinho przekonywał w niedzielę, że to bardzo ważne zwycięstwo, bo pierwsze odniesione w tym składzie.

On potrzebował tego triumfu najbardziej. Musiał odbudować markę - rok temu jego piłkarze wypuścili na finiszu mistrzostwo, przegrywając z przeciętnymi Aston Villą, Crystal Palace i Sunderlandem. Z Pucharu Ligi odpadli po porażce z tymi ostatnimi w karnych. W tym sezonie przyszła kompromitacja w Pucharze Anglii z trzecioligowym Bradford.

Bez sukcesów 52-letni szkoleniowiec nie istnieje, potrzebuje ich jak tlenu. Od lat balansuje na granicy pewności siebie i arogancji: nazywanie rywali "specjalistami od porażek" (to o Arsenie Wengerze z Arsenalu) i opowiadanie o spiskach sędziowskich brzmiałoby hucpiarsko, gdyby nie stały za nim trofea. One dają Mourinho też wiarygodność w szatni - piłkarze bezgranicznie mu ufają, bo wygrywa, a wygrywa, bo ma bezgraniczne zaufanie podwładnych. Mówiąc inaczej, jego sukcesy rozmnażają się przez pączkowanie. Dzień, w którym zawodnicy przestaną w nim widzieć eksperta od zwycięstw, będzie początkiem jego końca.

Tym wszystkim zapracował na opinię trenera wygrywającego za wszelką cenę. Dla niego nie liczą się styl ani medialny jazgot o "mordowaniu futbolu" i kawalkadzie autobusów stojących na polu karnym Chelsea. Powiecie, że to nic wyjątkowego, ale nie brakuje dowodów na to, że pragnie trofeów jeszcze bardziej niż inni. Alex Ferguson pisał w autobiografii o przegranych finałach Ligi Mistrzów z Barceloną (2009 i 2011): "W obu finałach mogliśmy mieć większe szanse przeciwko najlepszej hiszpańskiej drużynie, gdybyśmy grali bardziej defensywnie. Ale wtedy dotarłem już z Manchesterem United do chwili, kiedy nie było sensu próbować wygrywać w ten sposób. Zastosowałem tę taktykę, by pokonać Barcelonę w półfinale w 2008 r., gdzie broniliśmy się bardzo głęboko - stanowiło to torturę dla mnie i piekło dla fanów. Później chciałem, żebyśmy wyglądali w grze przeciwko nim lepiej. Gdybyśmy cofnęli się na własne pole karne i uważnie się bronili, może udałoby się nam osiągnąć wyniki, jakich pragnęliśmy". Dla Mourinho torturą - jedyną i ciężką - są porażki. Jak można nie zrobić wszystkiego, by zwyciężyć?

W poprzednim sezonie jeden rywal skorzystał z metody Portugalczyka. Na Stamford Bridge West Ham oddał tylko jeden strzał, przy piłce był przez 30 proc. czasu, ale nie stracił gola i zdobył punkt. Mourinho mówił wtedy, że trener Sam Allardyce uprawia "XIX-wieczny futbol". - Nie mam wątpliwości, że zrobił dobrze. Uznał, że tylko takie nastawienie da punkt, i cel osiągnął. Miał rację - stwierdził jednak w wydanej niedawno książce "Winners: And How They Succeed" Alastaira Campbella. Były spin doktor i jeden z najbliższych współpracowników Tony'ego Blaira wypytał o sposób na sukces polityków (m.in. Baracka Obamę, Nelsona Mandelę), biznesmenów (Billa Gatesa, Steve'a Jobsa), artystów (Kevina Spacey, Bono), sportowców (Usaina Bolta, Floyda Mayweathera, Michaela Jordana) i trenerów.

Mourinho opowiada o słabości do piłkarzy o mentalności zwycięzców. O Luisie Suárezie, który "dla wygranej by umarł i dla wygranej by zabił", o Drogbie wychodzącym na boisko tylko i wyłącznie po to, by zwyciężyć. - Czasami mówię piłkarzom, by po prostu cieszyli się grą. A oni wiedzą, o co mi chodzi: jeśli przegrają, o radości nie będzie mowy - mówi Mourinho.

Puchar Ligi to naprawdę nic wielkiego, ale na Wembley mogła się narodzić drużyna, która przywiezie na Stamford Bridge najbardziej prestiżowe trofea.

Batman i Robin na meczu Borussii Dortmund! Poznajcie najsłynniejszych piłkarskich przebierańców [ZDJĘCIA]

źródło: Okazje.info

Więcej o: