Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Premier League. Tottenham - Liverpool 0:3. Niemrawy debiut Balotellego, Liverpool wymaga więcej

Jakby w ogóle z ligi angielskiej nie wyjeżdżał - takie wrażenie można było odnieść po debiucie Mario Balotellego w Liverpoolu. Dla zwycięskich "The Reds" to niekoniecznie dobra informacja.

W ostatnim tygodniu przy każdej sposobności szkoleniowiec Liverpoolu, Brendan Rodgers, był zagadywany o transfer włoskiego napastnika. - Kłopotów! - odrzekł menedżer, gdy przed poniedziałkowym spotkaniem z Manchesterem City (porażka 1-3) eksperci stacji SkySports spytali go o to, czego spodziewa się po nowym nabytku klubu. Zachowanie było, jest i będzie głównym tematem rozmów wokół Mario Balotellego.

W Manchesterze City Roberto Mancini zwykle chętnie wypowiadał się o Balotellim, sam mówił o ich specjalnej relacji, a gdy w końcu stracił do niego cierpliwość, menedżer sugerował, że to wyłącznie wina napastnika. Nie brakowało pochwał, ostrych słów i konfrontacji, ale dało się odczuć, że w mistrzowskiej drużynie zbyt dużo dzieje się wokół "Super Mario".

Jego własny reality show

- To nie jest show Mario Balotellego - uciął podobne sugestie Rodgers. Specjalna konferencja prasowa dla nowego piłkarza Liverpoolu? Nic z tych rzeczy. Zdjęcie z koszulką wystarczy, a najważniejsze, by jak najszybciej wyszedł na trening i nadrobił zaległości. - Gwiazdą tej drużyny będzie zawsze drużyna - tłumaczył menedżer wicemistrzów Anglii.

Rodgers wie, co robi. Jak sam podkreślał, cała jego kariera szkoleniowa polegała na wyciąganiu ręki z pomocą do tzw. beznadziejnych przypadków. Balotelli takim jest. Nie ma co ukrywać, że to Włoch bardziej potrzebował tego transferu niż Liverpool. Jego wartość i uznanie, jakim się cieszył, z sezonu na sezon spadały. Teraz dostał szansę wybicia się ponad przeciętność przechodzących spory kryzys Milanu i całej Serie A. Wrócił na sam szczyt, ma pomóc w zastąpieniu jednego z najlepszych napastników na świecie, Luisa Suareza.

Jednak Brendan Rodgers nie traktuje Balotellego jako zbawcy. Docenia talent i potencjał, ale wciąż podkreśla, ile pracy czeka włoskiego napastnika. Dodatkowo bardzo umiejętnie odwraca uwagę mediów. Swoimi wypowiedziami sugeruje dziennikarzom, by skupili się na wyzwaniu czekającym jego, a nie nowego piłkarza. - W kilkugodzinnej rozmowie wprowadziłem go w projekt Liverpoolu - mówił w ostatnim tygodniu Rodgers. Czy Sturridge poradzi sobie w parze z Balotellim? - Zagrają tam, gdzie ja im powiem - odbijał piłeczkę Rodgers.

Balotelli jak Torres?

Oczywiście boisko rozliczy Rodgersa z każdej decyzji i pewnie on najbardziej żałował, że Balotelli już w trzeciej minucie, uderzając piłkę głową, nie zdołał pokonać Hugo Llorisa. Zwłaszcza że później było już tylko słabiej. Liverpool co prawda szybko objął prowadzenie w starciu z Tottenhamem, ale "The Reds" brakowało płynności w kontrach, które zapewniał im wysoki pressing. Włoch był jakby wolniejszy - zwłaszcza przy podaniach i w dryblingu - od swoich kolegów i rywali, czego efektem było kilka strat i wślizgów, na które się narażał, przetrzymując piłkę.

Miał swoje szanse. Sprytnie rozegrany rzut rożny i pozycja, którą wypracowali mu koledzy, została przez niego zmarnowana. Gdy Hugo Lloris popełnił błąd i Balotelli mógł bramkarza Tottenhamu przelobować, to fatalnie spudłował. Tylko połowa z jego 16 podań była dokładna. Cztery razy faulował, nie wygrał żadnego pojedynku główkowego, na połowie rywala nie udała mu się żadna próba dryblingu. Może po prostu kibice Liverpoolu muszą uzbroić się w cierpliwość - w poprzednim sezonie we Włoszech Balotelli potrzebował dziesięciu uderzeń, by strzelić gola. Z akcji częściej od niego do siatki trafiał Torres (w bramkach 11 do 7), który zajął w Milanie jego miejsce.

W Liverpoolu może wielu kolejnych okazji nie otrzymać. Zwłaszcza że latem Brendan Rodgers oprócz napastników kupił także ofensywnych pomocników (Lazara Markovicia i Adama Lallanę), a w składzie jest jeszcze Coutinho. Każdy z nich może dać "The Reds" więcej w rozegraniu, w pressingu i w kontrach. Sytuacja więc jest zupełnie inna dla samego Balotellego - to on musi się dostosować, by w ogóle dostać miejsce w drużynie. - Ciężko i rewelacyjnie trenował, zostawał po zajęciach i ćwiczył jeszcze więcej - chwalił go Rodgers. Czy na pewno tak samo będzie się zachowywał po kilku gorszych tygodniach?

Właśnie taki jest problem z Balotellim - z jego osobowością i pomimo jego talentu zawsze będą pytania i wątpliwości, nawet jeśli czysto hipotetyczne. Chociaż Rodgers w wywiadach starał się, jak mógł, a zespół w meczu z Tottenhamem na pewno nie zawiódł, to sam Włoch swoją grą na nie nie odpowiedział. Zagrał tak, jak w swoich ostatnich miesiącach w Manchesterze City...

Bayern i Lewandowski na sesji z piwkiem i w skórzanych spodniach [ZDJĘCIA]

Więcej o: